Nawigacja

Kanał IRC

Serwer: irc.rizon.net
Kanał: #rtt
Zalecane kodowanie: UTF-8
irc://irc.rizon.net/#rtt

Aktualnie online

Gości online: 3

Użytkowników online: 0

Łącznie użytkowników: 305
Najnowszy użytkownik: HejkaTuKredka

Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło

Shoutbox

Musisz zalogować się, aby móc dodać wiadomość.

06-02-2019 20:25
Raczej nie, chyba że uda mi się jeszcze ten jeden ostatni raz obudzić w sobie siódmy zmysł.

01-02-2019 08:38
Ło panie ta strona to jeszcze żyje??? Wiem, ze mieliście MEGA error, ale mam pytanie czy wiecie może coś o napisach do Saint Seiya Saintia Shou. Pojawią się kiedyś tutaj???

04-04-2017 19:23
Ok. Dzięki za odpowiedź.

04-04-2017 18:33
Szlag trafił wiele rzeczy i teraz musimy sobie z tym jakoś poradzić. Za kilka dni oczekuj newsa na stronie.

31-03-2017 20:07
Dobry. Szlag trafił czcionki do waszych napisów. Można się spodziewać zaktualizowania linków do nich?

27-09-2016 20:35
Na nocki za 150% stawki. Samo w sobie oczywiście nie wystarczyłoby, ale dość żeby nie musieć pracować na cały etat. A bardzo możliwe że w tym roku dostanę jeszcze stypendium.

26-09-2016 07:29
Chyba dobrze płatna fuszka, bo 10 tygodni to stosunkowo mało.

26-09-2016 00:33
bywa zaskakujące. Spotkałem w Holandii kuzynkę zaproszoną na dwa tygodnie przez kolegę. Nawet nie wiedziałem, że wyjeżdża. Świat jest mały.

26-09-2016 00:32
Ja tylko na 10 tygodni w wakacje, bo studiuje, a taki wyjazd jest mi w stanie zapewnić możliwość utrzymania się potem przez cały rok akademicki bez zarzynania się. I może wydawać się oczywiste, ale by

20-09-2016 19:59
Sry, nie czytam shoutboxa. Oczywiście, że za pracą, a dokładniej to za pieniędzmi, bo praca to jedynie przykry dodatek. Ja już w ojczyźnie, a jak u ciebie?

Archiwum shoutboksa

KKDD zima/wiosna 2013

Podsumowanie zima/wiosna czas zacząć. Miłej lektury!

Smile Precure!
Link do MALa

Pewnie nie sądziliście, że ujmę tę serię w swoim zestawianiu, prawda? Niestety tak się składa, że oglądałem wszystkie poprzednie. Garść informacji dla tych, którzy nie wiedzą, z czym się to je. 'Precure' to seria o moe czarodziejkach, która wychodzi już od 9 lat, jak dobrze liczę. Tyle że co roku każda seria jest spin-offem. Co to oznacza? Podstawowe założenia tego świata: dziewuszki w liczbie od 2 do 6 zaprzyjaźniają się dzięki magicznemu stworkowi/stworkom i otrzymują magiczne moce, by walczyć ze sługami ciemności. Ten schemat jest powtarzany co rok. Każda z serii ma około 50 odcinków, więc trochę już tego jest. Jak to wytrwałem? Ciężko powiedzieć. Nie oglądałem odcinków od deski do deski, to mogę przyznać. Z sentymentu chyba. A teraz coś o samej serii. Anime jest emitowane w bloku dziecięcym, więc nie ma tutaj fanserwisu ani brutalności. Za to zdążają się sagi z lepszą i gorszą historią. Smile Precure! było przeznaczone dla dzieci. Nie ma sensu się tutaj rozpisywać nad niuansami fabularnymi. Ta notka ma was ostrzec, że od kolorowych czarodziejek lepiej się trzymać z daleka. Nie polecam nikomu, jednak jeśli ktoś lubi takie klimaty, to niech sobie obejrzy. Ale robicie to na własną odpowiedzialność!

Oczywiście są też wyjątki do reguły. Kto nie boi się skosztować zakazanego owocu, polecam mu Nanohę, Madokę (to już bardziej thriller psychologiczny) i Mai-HiME (to lekko podchodzi pod mechy). Nie zrozumcie mnie źle, nie uważam wymienionych serii za wybitne, lecz za interesujących przedstawicieli gatunku.

Boku no Imouto wa "Osaka Okan"
Link do MALa

Króciutka seria o stereotypach związanych z mieszkańcami regionu Kansai. Co odcinek siostra głównego bohatera zapoznaje go z różnymi zachowaniami ludzi z Osaki. Jeśli kogoś to nie interesuje albo ma małą wiedzę o Japonii, nie radzę oglądać, bo się zanudzicie. To w zasadzie tyle o serii. Za to naszła mnie mała dygresja. Sam pochodzę ze Śląska, dlatego zastanawiałem się, co różni mnie od reszty Polaków. Po paru minutach zdałem sobie sprawę, że bez znajomości obyczajów z innego regionu Polski nici z moich przemyśleń. No dobra... Komu polecam? Ludziom lekko rozeznanym w temacie i ciekawym różnic kulturowych w Japonii.

Yama no Susume
Link do MALa

Kolejna króciutka seria, tyle że tym razem o przyrodzie. Spotkanie dwóch dziewuszek, jednej nieśmiałej i drugiej żywiołowej, doprowadza do wyprawy w góry. Oczywiście pomysł pada od tej drugiej. Tak zaczynają się ich przygody z wybieraniem ekwipunku, organizowaniem wypraw i nawiązywaniem przyjaźni. Tak, moi drodzy, wszystko jest tutaj ładne, miłe i przyjemne. Każda z bohaterek spełnia swoje marzenia i wszyscy żyją długo i szczęśliwie. A wszystko zasługa gór. Coś pięknego... Może ten opis was zachęcił, lecz ja byłem odrobinę znudzony. Odrobinę, ponieważ całe anime miało długość przeciętnego odcinka TV, więc trudno było mi się zanudzić w tak krótkim czasie. Moje niezadowolenie wynikało także z faktu, że parę dni wcześniej czytałem mangę o prawdziwych zdobywaczach gór. Wiem, że to kompletnie inny kaliber, ale los chciał, że w mojej głowie doszło do starcia tych dwój pozycji. Ciężki trening, niebezpieczeństwa, odmrożenia, ból, głód i śmierć. Tak wyglądały góry w Kokou no Hito, które polecam wszystkim zainteresowanym. Naprawdę ciężka opowieść. Wracając do oryginalnego anime. Yama no Susume jest historią za krótką, by pokazać widzowi coś ciekawego. Sama w sobie nie jest zła. Trochę zbyt dziecinna. Polecam jako ciekawostkę.

Mondaiji-tachi ga Isekai kara Kuru Sou Desu yo?
Link do MALa

10-odcinkowa seria z przydługim tytułem. Cóż będzie zawierał ten opis? Najpierw tytuł. 'Dzieci sprawiające problemy przybywają z innego świata, czyż nie?'. Brzmi niesamowicie sztywno, ale daje pojęcie o całości. Znowu mamy magiczny świat pełny demonów, słitaśnych istot ze zwierzęcymi uszami i ogonami, mitycznych bestii, bóstw i innego rodzaju dziwactw. W środku tego chaosu pojawia się troje ludzi (tytułowych łobuzów), którzy zostali wezwani, by bronić pewnej społeczności przed siłami zła. Tak się składa, że w tym świecie podboje są czymś zupełnie normalnym. Pytanie pierwsze, jak ludzie mogą się mierzyć w walce z bestiami? Ha, bo to nie są zwykli ludzie. Powiem nawet więcej, są tak przesadnie silni, że mieszkańcy magicznego świata lekko się ich obawiają. Zabrzmiało zabawnie? Bo tak jest przez większość czasu. Najpierw pojawiają się hultaje, którzy kpią z głównych bohaterów, potem ci pokazują tamtym, gdzie raki zimują, i wszystko wraca o normy. Oprócz tego mamy jeszcze parę tajemnic i zagadek, ale są one zapchajdziurami. Moim zdaniem seria jest warta obejrzenia dla rozpierduchy i przesadzonych głównych bohaterów. Standardowo mamy też cycki i majty, ale w 'umiarkowanych' ilościach. Fajna jest ostatnia walka, gdzie loli dostaje ostry wpierdol, heh. Komu polecę? Wszystkim, którzy lubią potężne postacie, i nie obawiają przesłodzonych kolorów.

Robotics;Notes
Link do MALa

No wreszcie jakiś konkretny tytuł. Tak napisałem, ale byłem septyczny od samego początku. Z tego, co się orientuję, anime należy do trylogii zapoczątkowanej Choas;Head i kontynuowanej przez Steins;Gate. Już po samych tytułach widać analogię i co ciekawsze, w nich kryje się esencja opowiadanej historii. Co łączy te produkcje? Realia, organizacje, technologia i oś czasowa, gdyż dzieją się po sobie. Jednakże, aby cieszyć się jednym z nich, nie trzeba oglądać poprzedniego. Po zakończonym sensie Robotics;Notes zauważyłem, że z każdą odsłoną z tego uniwersum malała brutalność, pojawiało się więcej tandetnych motywów i całość stawała się mniej poważna. Spotkałem się też ze zdaniem, że najgorszy był C;H, potem R;N, a na pierwszym miejscu znajduje się S;G. I tak pewnie będzie postrzegać to większość ludzi, którzy nie sięgnęli do VN. Ja należę do nielicznych, którzy kochali pierwszą cześć o szajbusie mieszkającym w kontenerze. No ale to nie notka o tym. Robotics;Notes jest historią bardzo lekką. Poprzedniczki nakreśliły w umysłach widzów pewne oczekiwania, te jednak nie są zaspokojone. Może to wina nikłego/braku zaangażowania Nitro+ przy produkcji? Kto wie. W każdym razie główna para do dzieciaki z ostatniej klasy liceum, którzy chcą zbudować wielkiego robota. Większa część anime to właśnie ich starania. Chociaż nie. Starania dziewczyny, bo chłopak to leń totalny. On ma inną rolę. W tym samym czasie odkrywa tytułowe notki i inne zagadki. A parę ich jest. Wyraźniejsza fabuła przedziera się na wierzch dopiero po 15 odcinku i zostaje mniej więcej do końca. A ostatnie starcie, jak się można spodziewać, to walka robotów. Jak się skończyła? To już pozostawiam wam do odkrycia, chociaż nie jest to trudne do odgadnięcia, zważywszy na klimat serii. Czy warto? Ciężko mi powiedzieć. Fani S;T mogą być zawiedzeni. Zbyt mało ciekawych rzeczy dzieje się na ekranie. Niektóre postacie mogą się wydawać nijakie. Fabuła nie za ciekawa. To po prostu inny kaliber. Jak przejście z .357 Magnum na 9 mm Parabellum. Komu polecę? Jeśli ktoś nie preferuje zbyt ciężkich klimatów, ostrych rozwałek, gorzkich dramatów i pikantnych romansów, to możliwe, że znajdzie w Robotics;Notes coś dla siebie. Zamiast tego są problemy szkolne, budowanie robotów i ciągnąca się pół serii sielanka.

Ps. Początkowo się bałem, że w ostatniej części 'sagi' nie usłyszę Ito Kanako, ale drugi ending mnie uspokoił. Przynajmniej tyle zafundowali ze starego klimatu.

Psycho-Pass
Link do MALa

No i nadszedł czas na parę perełek. Urobuchi Gen nie może zawieść. To oczywiście zależy od gustów. Szczerze wierzę, że każdy choć raz słyszał o Psycho-Pass. A jeśli nie, to już to naprawiam. Mamy do czynienia z cyberpunkiem o cięższym klimacie, co jest wyjątkową rzadkością ostatnimi czasy. Oprócz Mardock Scramble nic innego nie pamiętam. No ale do sedna. Seria skupia się na oddziale policji zajmującym się łapaniem kryminalistów i przyszłych kryminalistów. Dobrze czytacie. To świat przyszłości, więc codzienne życie nie wygląda tak, jak te, które znamy. Każdy obywatel jest oceniany przez specjalny system. Definiuje on w czym jest dobry, w czym zły, jakie posiada talenty, predyspozycje i słabości. W zasadzie określa przyszłe losy człowieka. Do tych wszystkich statystyk zalicza się również Psycho-Pass, jest to podatność umysłu na zło. Znaczy to tyle, że osoba z dużym Psycho-Passem złamała prawo albo niedługo je złamie. Można kogoś sprawnie wsadzić za kraty bez sądu bądź prewencyjnie zanim ktokolwiek ucierpi. Więc to system idealny? W tym miejscu autorzy mieli dwa wyjścia. Epizodyczne anime o policjantach w futurystycznym świecie, gdzie system sprawuje się idealnie. Klimaty Ghost in the Shell. Albo coś fabularnego z wielką tajemnicą, którą skrywa ten na pozór idealny świat. Na szczęście wybrali tę drugą opcję. Pierwsze odcinki są mylące. Po czasie jednak wszystko staje się jasne. Ciekawa jest też konstrukcja całości, gdyż historia ma parę punktów kulminacyjnych. Gdzieś w połowie główny zły zostaje pokonany, a tu nagle pojawia się coś jeszcze większego. Szeregi tych dobrych zostają nadszarpnięte i następuje desperacki pościg aż do końca. A teraz bohaterowie. Ci są nam przybliżani stopniowo i dają się nawet lubić. Zmiana charakteru zachodzi chyba tylko u dwojga. W paczce są trzy kobiety i czworo mężczyzn. Główna bohaterka to na początku ciapowaty żółtodziób, ale nie jest aż taka tandetna, jak się może wydawać. Potem mamy przystojnego bad boya, który okazuje się być kimś zupełnie innym, niż zdaje się na samym początku. Reszta to standardowa paczka, służbista, luzak, starszy facet, wyrachowana babka i typ rozwiązłej uwodzicielki. Źli nie są za dobrze przedstawieni. Początkowo to tylko jakiś cień albo uśmiech w mroku. Potem okazuje się, że za sznurki pociąga jakiś świrus z pokopaną filozofią – standard. Są jeszcze ci epizodyczni źli, którzy padają jak muchy rozwalani z uber-pistoletu. Właśnie, uber-pistolet. Na początku myślałem, że ta machina będzie miała większa rolę, ale się przeliczyłem. To inteligenta broń, która może zranić jedynie osoby z dużym Psycho-Pasem. Normalnie ogłusza, ale przy dużej wartości włącza się tryb unicestwienia – pistolet przechodzi małą transformację i strzela wiązką lasera, która rozrywa ciało na kawałeczki. Cudo...! Już wspomniałem o brutalności. Ta występuje dosyć umiarkowanie, znaczy dyskretnie. Coś złego się dzieje, ale tego zbytnio nie widać. Erotyzmu za bardzo tutaj nie ma. Kreska w porządku, a dźwięk fajnie się słucha (pierwszy ending TOTALNA MIAZGA!). Ojoj, ale się rozpisałem. To jeszcze coś na zakończenie. Końcówka historii była mieszana. Niby dobra, niby zła, jak się można było spodziewać bo Urobuchim. Czy warto było? To już zależy do oglądającej anime jednostki. Więc komu polecę? Fanom cyberpunku i cięższych historii bez przesadnej akcji i fajerwerków. Odradzam mniej cierpliwym i tym, którzy nie lubią przesadnej gadaniny, bo tutaj przed policyjną akcją ileś tam minut omawia się dostępne strategie i różne rozwiązania problemu. Mimo tego polecam wszystkim.

Ps. Po ostatnim odcinku uświadomiłem sobie, że dawno nie widziałem w anime tylu głównych bohaterek, które nie wykazywały zainteresowania facetami. Można się ich doliczyć czterech. Robot, dwie lesbijki i młoda służbistka. Innymi słowy, miłosnych rozterek tutaj nie uświadczymy.

Shinsekai yori
Link do MALa

Po objerzeniu Shinsekai yori siedziałem i wpatrywałem się w czarny ekran playera video, ciężko myśląc, co teraz napisać. Trwało do parę minut. Moje zadanie jest niesamowicie karkołomne, gdyż to anime należy do takich, gdzie każdy odcinek odkrywa przed widzem kolejne układanki tajemnicy. Nieważne, jak małe informację zawrę w tej notce, mogą być odebrane za spojler. Dlatego ostrzegam już teraz, że niektórym mogę odrobinę popsuć odbiór całości. Dobra, lecimy. Parę faktów. Akcja rozgrywa się na Ziemi całe millenium od teraz. Jest rok 3000-któryśtam. Świat jest kompletnie inny od tego, który znamy. Kompletnie nowe zwyczaje, nowe stworzenia, nowe zagrożenia i ludzie z mocami. To właśnie ci ostatni doprowadzili ten świat do takiej postaci – sugeruje to kilka krótkich ujęć w pierwszym odcinku z katastrofy, która miała miejsce w odległej przeszłości (naszych czasach). Po krótkim wstępie poznajemy głównych bohaterów, grupkę dzieci znających się od małego. Wraz z nimi poznajemy różne fakty i mity, a co najważniejsze odkrywamy tajemnice. Już od pierwszych minut zauważamy, że coś jest nie tak. Osoby znikające bez śladu, dziwne pogłoski, tajemnicze bestie kryjące się w lasach. Dorośli coś ukrywają i młodzi bohaterowie postanawiają to odkryć. Oczywiście nie od razu. Ludzie żyją w antycznie wyglądającej wiosce i noszą dziwne obrania. Wszystko przypomina mi trochę wymieszaną kulturę japońską i indiańską. W tych czasach nadnaturalne moce są czymś powszechnym. W zasadzie to każdy powinien je posiadać. W innym wypadku dzieją się złe rzeczy. Tak w skrócie wygląda to, co doświadczamy na samym początku. Niektórych rzeczy nie napisałem wprost, ale łatwo się można ich domyślić. Np. czym są te moce. Historia jest podzielona na trzy okresy czasowe. Bohaterowie powoli dorastają, widzimy, jakie zachodzą w nich zmiany. Tak samo jest z tajemnicami. Są odkrywane i akceptowane, aby potem pojawiały się znowu inne, jeszcze mroczniejsze. To dosyć ciekawy, rzadko spotykany zabieg. Bohaterowie akceptują pewne fakty i żyją dalej. Dlatego też forma anime jest bardzo różnorodna. Mamy tutaj szkolną sielankę, która nagle zamienia się w walkę o przeżycie, rozwikływanie mrocznych zagadek i walkę. Potem wszystko się uspokaja. Jesteśmy świadkami miłosnych rozterek dorastających dzieci, aby chwilę potem zmienić się w dramat, odkrywanie kolejnych zagadek, akcję itd. Co mam na myśli? Shinsekai yori nie da się zamknąć w prostych ramach. Choć tempo akcji nie jest tutaj zbyt szybkie, to świat i bohaterowie zmieniają się przed naszymi oczami dosyć często i muszą pokonywać coraz to większe trudności. Momentami ma się wrażenie, że oglądamy zapychacze (przynajmniej ja miałem takie wrażenie), ale docierając do ostatnich odcinków wszystko nabiera sensu. Okazuje się, że każdy wątek miał swój cel, by ta historia była satysfakcjonująca i sensowna. Trochę mi wstyd, że sam wcześniej nie domyśliłem się zakończenia, ale to pewnie wina tego, że oglądałem 25 odcinków jednym tchem. Ale czy seria zasługuje na najwyższe noty? To już zależy od oglądającego. Mnie dopiero ostatnie odcinki tak naprawdę przyciągnęły do ekranu. Wcześniej dało się odnaleźć fajne momenty, ale było ich stanowczo za mało. Wiało nudą. Nawet nie potrafię sobie wyobrazić oglądanie tego raz na tydzień przez pół roku. Dodatkowo fabuła nie należy do tych łatwostrawnych. Ma swój urok, ale jest po prostu dziwna. Kreska zdawała mi się wyjątkowo uboga. Postacie nie posiadały nawet cieniowania. Tła bardzo proste, często składały się z dziwacznych kształtów i kolorów. Całość wydaje się dziwnie 'obca' oglądającemu. Ale przyznać trzeba, że te dziwactwa pasują do siebie idealnie i tworzą nietuzinkowy klimat. Pytanie brzmi, czy podpasuje on oglądającemu. W takim razie komu polecę? Chyba nie da się odpowiedzieć na to pytanie. Każdy powinien spróbować i zdecydować sam. Wystarczy, że nie będzie się obawiał zagłębić w obcy świat i odkryć jego mroczne tajemnice. Wiele ciekawych rzeczy jeszcze snuje mi się po głowie, lecz ta notka jest już za długa, a te byłby prawdopodobnie spojlerami, więc zatrzymam je dla siebie. Kogo zachęcił ten opis niech spróbuje, to nic nie kosztuje, a możecie zaleźć dla siebie coś ciekawego.

Sakurasou no Pet na Kanojo
Link do MALa

Kolejne pół roku czekania, żeby zobaczyć anime z rozczarowującym pierwszym odcinkiem. To były moje pierwsze wrażenia. Niedługo potem zauważyłem, że seria cieszy się bardzo dobrą opinią. Moje oczekiwania wzrosły. No i zacząłem seans. Jeśli ktoś wam powie, że to romans szkolny, nie wierzcie mu. Jedyna para, jaka faktycznie się pojawiła, była już od samego początku. Więc się nie liczy. Reszta to takie 'niby' zauroczenia. Między osobami nic się szczególnego nie dzieje. Mają swoje bardziej intymne momenty, ale tylko tyle. W takim razie o czym jest ta seria? To opowieść o młodych ludziach, którzy poszukują sensu życia, i chcą spełnić swoje marzenia. Oczywiście w międzyczasie napotykają całą masę problemów. Na własnej skórze przekonują się, czym jest wejście w dorosłość. Fajną rzeczą jest, że nie wszystko im się udaje. W końcu byłoby za różowo, gdyby od razu spełnili swoje pragnienia. Najpierw przygotowania, potem realizacja , ostatecznie fiasko prowadzące do rozpaczy. Potem podnoszenie się z ziemi i dalsza walka. Tak mniej więcej wygląda cały proces. Bohaterowie mieszkają w pewnego rodzaju motelu przeznaczonego dla różnych problematycznych dzieciaków. W praktyce okazuje się, że w większości to geniusze z różnych dziedzin. Za peletonem znajduje się główny bohater, który jest zwykły do bólu. Znalazł się w tym dziwnym miejscu z powodu swojego kota, gdyż tylko tam można trzymać zwierzęta. Oprócz niego miejsce zamieszkuje jeszcze kilka dziwnych indywiduów i nauczycielka. Wszystko się zmienia wraz z przybyciem genialnej malarki. Dziewczyna jest kompletnie nieporadna i nie zna się na życiu. Główny bohater jest najnormalniejszy i najzaradniejszy, dlatego zostaje wyznaczony do jej opieki. Od tego dnia jego życie zmienia się diametralnie, gdyż widząc jej starania, sam postanawia realizować swoje marzenia. Potem do wspólnego domu wprowadza się jeszcze jedna dziewczyna, ta jest jednak normalna. Jak się można domyślić, obie mają się ku głównemu bohaterowi. Anime ma otwarty koniec. Powiem więcej, w ostatnim odcinku są wprowadzane nowe postacie. Kontynuacja byłaby wysoce wskazana, by ta historia miała jakąś sensowną konkluzję. Komu polecę? Fanom życiowych historii, gdzie nie wszystko kończy się dobrze. Romans jest podany bardzo subtelnie, a bohaterowie na pierwszy plan stawiają swoje marzenia. Gdzieniegdzie wkradnie się nawet odrobina dramatu. Jeśli to cię rajcuje, oglądaj.

Zetsuen no Tempest
Link do MALa

Oj długo na to czekałem. Nawet nie byłem w stanie się oprzeć, by obejrzeć od razu dwa odcinki te pół roku temu. Ale w miarę szybko się opanowałem, za co chwała Bogu. Było warto poczekać na całość. Z powyższych perełek tę uważam za wspanialszą. Historia wydaje się dosyć zwyczajna, jednak dodano pikanterii, wprowadzając już na samym początku ciekawy dramat. W tym świecie ludzie umierają na dziwną dolegliwość, która zamienia tkanki organiczne w metal. Pomysł sam w sobie trywialny, ale okazuje się, że w to wszystko są wplątani magowie. To też nie za ciekawe. Lecz to tylko tło. Głównym motorem tej serii są bardzo wyraziste postacie. Dwaj chłopcy bardzo się do siebie różnią, jednak los chciał, że stali się nierozłączni. Jeden powierzchownie agresywny i gwałtowny, drugi zaś miły i spokojny. Okazuje się, że ich wnętrza są o wiele bardziej skomplikowane. Wiedzą, czego chcą, i nie dają sobą pomiatać. Prawdę powiedziawszy, dawno nie widziałem równie intensywnych charakterów w anime. I do tego jeszcze w duecie. No i w tym momencie czas wprowadzić pierwsza bohaterkę. Ta namieszała w życiu obojga. Dla jednego była siostrą, zaś dla drugiego ukochaną. Gdy zginęła, wszystko bardzo się zmieniło. Gwałtowny brat zniknął, szukając zemsty, zaś spokojniejszy zamknął ból w sercu, gdyż jego związek z ukochaną był dotychczas trzymany w sekrecie przed światem. Rok później dziwna zaraza dociera do miasta. Wraz z nią ponownie spotykają się dwaj chłopcy. Okazuje się, że brat posiadł moce magiczne, by zemścić się na zabójcy siostry. Niestety, przyciągnął za sobą niebezpiecznych wrogów i teraz we dwóch muszą zawalczyć o przetrwanie. Oczywiście moce magiczne nie wzięły się znikąd. Tutaj czas wprowadzić drugą bohaterkę. Ta jest najsilniejszym członkiem magicznego klanu, która została wygnana na bezludną wyspę, by inni członkowie mogli wcielić w życie swój niecny plan. Tak przynajmniej jest na początku. Żądny zemsty chłopak odnajduje magiczny przedmiot, który pozwolił mu się skontaktować z dziewczyną uwięzioną na wyspie. Ta tłumaczy mu tajemnice magii i obiecuje pomóc w odnalezieniu zabójcy. Jak się domyślacie, dziewczyna całe anime nie siedzi na wyspie, bo w końcu jest główną bohaterką. Tyle wstępu. Postacie, szczególnie męskie, są bardzo interesujące. Żeńskie są niestety sztampowe, kąśliwa uwodzicielka i ciapowata idealistka. Niemniej da się polubić wszystkich. Zanim przejdę dalej, raczę zauważyć, że anime można podzielić na dwie różniące się od siebie części. Pierwsza to czysta akcja i ostra jazda bez trzymanki, choć pod koniec zwalnia i to znacznie. Potem wielkie bum i jak grom z jasnego nieba pojawia się część druga. O wiele luźniejsza i spokojniejsza. Pojawiają się nawet wątki romantyczne, które wydają się wciśnięte na siłę. Atmosfera powoli się zagęszcza i mamy wielki finał, który nie jest przeciągany w nieskończoność. Ostateczne starcie ujęto bardzo zwięźle, by przez resztę czasu móc opowiedzieć, jak potoczyły się losy głównych protagonistów. Czy brat pomścił siostrę? Czy nieszczęśliwy kochanek był w stanie znowu cieszyć się życiem? Odpowiedzi na te pytania zostaną udzielone. To w końcu równie ważne dla widza, jak walką o losy świata. O muzyce i grafice mogę pisać w samych superlatywach. Pierwszy opening jest po prostu wyśmienity. Postacie są szczegółowe i miłe dla oka. Oczywiście nie obyło się bez wad. Dłużyzny, humor na siłę, druga połowa anime zdawała się nie na miejscu i niepotrzebnie zwalniała tempo, postacie poboczne były lekko irytujące. Niestety, nic na tym świecie nie jest idealne, dlatego seria nie zasługuje na najwyższe noty. Komu polecę? Fanom walk, ciekawych postaci, dramatu i zwrotów akcji. Anime warte grzechu.

Cuticle Tantei Inaba
Link do MALa

Na pierwszy rzut oka zdawało mi się, że to będzie coś poważniejszego, ale dzięki Bogu, że tym razem mamy do czynienia z komedią. Fabuła jest całkiem prosta. Policjanci łapią kryminalistów. Jedyna dziwność to tożsamość jednych i drugich. Po stronie 'dobra' stoją: przydupas kochający kotki, inspektor ze stali mający bzika na punkcie swojej córeczki, sadystyczna dziewczyna znająca zabójczą technikę z anime 'Hakuto no Ken' oraz wilkołak z fetyszem włosów. Kilka postaci jeszcze się tam przewija, ale to płotki. No i ci 'źli': facet z torbą na głowie płaczący krwią, elitarna zabójczyni, która bez okularów zamiast oczu ma dwie moszny (heh), rodzinka wilkołaków, genialna dziewczynka ze skłonnościami sadystycznymi (dobrze się dogaduje z rówieśniczką z obozu 'dobrych') oraz koza wielkości taboretu, szef mafii, nazywająca sama siebie Don Valnetino. I jak to brać na poważnie? Nie da się. Przynajmniej nikt nie udaje, że coś tutaj ma sens. Masa gagów i parodii upchana w dwóch mini-historiach, na które jest podzielony każdy odcinek. Nawet parę razy się zaśmiałem. Większość postaci jest kompletnie absurdalna i zachowuje się idiotycznie. Na ekranie panuje zwykle chaos, choć zdarzają się momenty odrobinę poważniejsze. Te jednak są dosyć szybko przemieniane w groteskę. Niektóre postaci da się polubić, wystarczy się trochę postarać. Komu polecę? Fanom komedii i szaleństwa. Reszta niech trzyma się od tego z daleka. Ostrzegałem...

Mangirl!
Link do MALa

Kolejna seria z 3-minutowymi odcinkami. Tym razem opowiada o dziewuszkach, które postanowiły sobie założyć magazyn z mangami. Oczywiście wszystko jest pokazane w nierealistyczny sposób, gdyż ta prowizorka naprawdę im się udaje. Wszystko jest kolorowe i przepełnione różnymi gagami. Chociaż czasami rzuca się widzowi strzępy ciekawych informacji o pracy redaktora. W zasadzie nic więcej nie ma tutaj do dodania. Seria jest tak krótka, że nawet nie zdarzyłem jej znienawidzić, więc chyba nie jest taka zła. Polecam ludziom znudzonym życiem, heh.

Ai Mai Mi
Link do MALa

Ehm... Kolejna króciutka seria o niczym. Tym razem na serio o niczym. Podczas oglądania analizowałem randomowe sceny, które pojawiały mi się przed oczami, lecz niż z tego nie wynikło. Szczerze powiedziawszy, nie wiem, o czym jest ta seria. Postacie są przerysowane i robią różne wygłupy. Ciężko to do czegoś zaklasyfikować. Raz bohaterki opiekują się psami, raz jedna zamieniła się w robota, a jeszcze innym razem pojawił się wielki gad i zżarł wszystkie, po czym odszedł. Humor z Ai Mai Mi jest lekko wulgarny i prymitywny. Nie stroni od krwi i wymiocin. Może się komuś spodobać, nie zaprzeczam, ale wymaga otwartości umysłu. Polecam wyłącznie fanom czystego szaleństwa.

Amnesia
Link do MALa

Adaptacja VN na PSP o tym samym tytule. Opowiada losy dziewczyny, która doznała amnezji i musi się borykać z różnorakimi problemami z tego wynikającymi. Jednak nie jest to zwykła amnezja, lecz taka magiczna, gdyż jej oczom objawia się wróżka i tłumaczy zaistniałą sytuację. Gdy oglądający już wie, czego się prawdopodobnie spodziewać po tej produkcji, nagle dochodzi do restartu świata i bohaterka zaczyna od początku z tymi wspomnieniami, które już posiadła, z nowym przystojniakiem u boku... Jak zapewne się domyślacie, to historia dla dziewczyn. W zasadzie nic mnie w niej nie zaciekawiło. Ot takie uganianie się paru samców za jedną samicą. Postacie poboczne są dosyć płytkie, więc łatwo zrozumieć, że liczą się tylko głowni bohaterowie. Ta bezimienna dziewczyna, której losy poznajemy, jest dosyć irytująca na dłuższą metę, gdyż ciągle wzdycha i wydaje z siebie inne dźwięki pokroju: 'Uch', 'Ech', 'Hmh', 'He'. Wszystko jest takie kolorowe, że zwykłego samca aż razi po oczach. Po drugie tempo historii jest niemiłosiernie wolne. Bardzo łatwo przy tym usnąć, o czym się sam przekonałem. A głowni bohaterowie? Każdy należy do innego rodzaju, więc większość dziewczyn powinna znaleźć coś dla siebie. Dobra, więc komu polecę? Miłośniczkom tego typu produkcji, choć ta jest dosyć słaba, co trzeba zaznaczyć, oraz pozostałym desperatom nie mającym co robić ze swoim wolnym czasem (chyba też się zaliczam do tego grona).

Maoyuu Maou Yuusha
Link do MALa

Nim zobaczyłem pierwszy odcinek trzy miesiące temu usłyszałem dwie opinie o tym anime: 'Następca Wolf and Spice' i 'Nowe odkrycie tego sezonu!'. Te opinie w moim odczuciu były kontrastowe, gdyż ja nie lubiłem zbytnio tamtej serii, ot taki sobie zanudzacz z wilkiem w kupieckim świecie. Miałem mieszane uczucia, które po obejrzeniu pierwszego docinka dodatkowo się pogłębiły. No ale nadszedł ten czas, by zobaczyć całość. Będąc już po seansie, muszę przyznać, że nie było tak źle. Porównanie tej serii z Wolf and Spice jest logiczną konkluzją z racji dużej roli kupców w obu produkcjach jak i obsady głosów. Tak, moi drodzy, główna para to ci sami aktorzy głosowi. Nawet japońscy producenci pomyśleli, że w tych klimatach lepiej postawić na pewniaka. Nie można ich winić. No ale przejdźmy do sedna. Seria ma trochę ciekawszy setting od wspomnianego już kilkukrotnie Wolfa i Szpajsu. Do krainy demonów udaje się Heros/Bohater z calem zabicia jej króla. Ten okazuje się być cycatą dziewuchą, która jest zaskakująco miła. Jak na demonicznego władcę ma bardzo pokojowe poglądy. Wraz z Bohaterem – najpotężniejszym z ludzkich wojowników – wyruszają do odległej krainy, aby zmienić ekonomię współczesnego świata na lepsze, gdyż trawi ją od środka korupcja i wyzysk biednych. Jakże idealistyczne postanowienie, nie sądzicie? Pomijając pozostaje niuanse, ta przedziwna para osiada na odległych ziemiach i wciela swój plan w życie. Pierwsze odcinki to wprowadzenie do rolnictwa, potem mamy handel, politykę i wojaczkę. Tak to wygląda. Niczym was ta seria nie zaskoczy po przeczytaniu tego wstępu. W takim razie czym się różni od Wolf and Spice? Po pierwsze skalą. Maoyuu Maou Yuusha obejmuje zasięgiem cały kontynent. Po drugie powagą. Opisywana seria wydaje się odrobinę zbyt głupawa pod względem opisywanych w niej mechanizmów ekonomicznych, co jednak nie przeszkadza szczególnie w odbiorze. Po trzecie walki. Tutaj mamy ich wiele. Bohater/Heros to prawdziwa maszynka do zabijania. Choć na to nie wygląda, jest w stanie zmiażdżyć górę skinieniem palca. Takich postaci jest jeszcze parę. Są jeszcze starcia wojsk. Akurat pod względem romansowym jest podobnie, lecz w Maoyuu Maou Yuusha sceny bardziej mnie bawiły. Więc komu polecę? Fanom wspomnianego anime i preferującym serie z globalnymi konfliktami oraz wątkami gospodarczymi i ekonomicznymi. Resztę będzie pewnie zanudzało. Radzę także zbytnio nie zastanawiać się nad sensem pewnych faktów usłyszanych w Maoyuu Maou Yuusha, gdyż to tylko japońska kreskówka a nie program agrogospodarczy.

GJ-bu
Link do MALa

Ta seria zmusiła mnie do refleksji. Japoński naród ma swoje dziwne zwyczaje, których europejski barbarzyńca nie jest w stanie zrozumieć. Weźmy na przykład życie szkolne. Nie od dziś wiadomo, że poziom nauczania jest u nich dosyć wysoki, a do tego dochodzą różnego rodzaju egzaminy i prawie obowiązkowe zajęcia klubowe (no może trochę przesadzam...). Mimo tego Japończycy uważają ten okres swojego życia za coś wspaniałego. My nie mamy porównania, dlatego jest to dla nas dziwne. A może jednak nie jest z nimi aż tak źle? Przykładem na to jest anime GJ-bu. To anime o niczym z elementami komediowymi. Dzieciaki w szkole założyły sobie klub o nazwie 'Good Job', którego faktyczny cel istnienia jest nieznany. Całymi dniami w nim siedzą i zajmują się głupotami. Realizm ma tutaj dalekie miejsce w hierarchii. Po pierwsze szkoła pewnie nie pozwoliłaby na powstanie takiego bezużytecznego klubu. Nikt z bohaterów nie przejmuje się trywialnymi sprawami. Niektórzy bohaterowie są przesadni w swojej dziwności. Wszyscy cięgle przebywają w jednym pomieszczeniu, jakby nie musieli chodzić na lekcje. A to tylko niektóre powody. Oczywiście, zważywszy na to, że czas biegnie bardzo szybko, można wysnuć wniosek, jakoby mini-historyki składające się na odcinki były urywkami dni. To jednak mało istotne. Wszystko, co widzimy, to lenistwo w najczystszej postaci i luźne relacje głównego bohatera z wieloma dziewczynami. Taka japońska utopia. Dowód, że gdzieś w umysłach tego pracowitego narodu kryje się to, co dobrze znamy. W takim razie komu polecę? Fanom komedii o niczym, gdzie liczą się zabawne sytuacje, a bohaterowie nie ewoluują pod żadnym względem. Reszta niech spasuje, gdyż są lepsze rzeczy do roboty.

The Unlimited
Link do MALa

Seria jest kontynuhttp://myanimelist.net/anime/15085/Amnesiahttp://myanimelist.net/anime/15085/Amnesiaacją Zettai Karen Children, więc oglądanie jej bez prequela jest jak jedzenie kromki bez chleba. Poinformowałem was, więc czas przejść do opisu. Historia ma miejsce w świecie, gdzie pojawia się coraz więcej ludzi z umiejętnościami paranormalnymi. Z wiadomych powodów nie żyją oni w zgodzie z resztą świata, co prowadzi do konfliktów. Zettai Karen Children opowiadało losy trójki dziewczynek, które zajmowały się problematycznymi esperami, czyt. wsadzało ich do paki. W międzyczasie poznaliśmy Hyoubu Kyousuke, który przewodził wrogiej ludzkości organizacji. Tym razem akcja przeniosła się na drugą stronę barykady. Poznajemy losy tych 'złych'. Główny bohater jest jednym z najpotężniejszych esperów na świecie, jeśli nie najpotężniejszym, więc w kaszę to on nie dmucha. Anime zaczyna się od momentu, gdy w szeregi jego organizacji zostaje wcielony agent pod przykrywką. Jak potoczą się ich losy? Od razu należy zaznaczyć, że Zettai Karen Children było serią dla młodszych widzów z powodu głupich żartów i luźnej fabuły. Sequel jest dorobię poważniejszy. Mordy są tutaj dosyć powszechne i nikt nie stara się za wiele moralizować. To historia konfliktu ludzi z esperami, dlatego krwi nie zabraknie. Niemniej na końcu czeka nas happy end. Postacie w większości zostały przedstawione w prequelu, tutaj dochodzi jedynie parę nowych. W zasadzie nie ma tu już nic do dodania. Seria jest przeznaczona dla fanów Zettai Karen Children. Nie radzę od niej zaczynać tej sagi. Kogo zaciekawiło przeczytaniu, niech sięgnie, reszcie nie polecam. A czemu? Bo nie.

Magi: The Labyrinth of Magic
Link do MALa

To jedna z tych uniwersalnych serii, które opowiadają o fikcyjnych światach i bohaterach z magicznymi mocami. Nie ma tutaj ograniczeń wiekowych ani płci, każda osoba może się przy tym dobrze bawić. Widz zwiedza egzotyczne światy, poznaje różnych ludzi, jest świadkiem epickich walk, dramatów, gdy trzeba zaśmieje się z rubasznych żartów. Dla każdego coś miłego. W takim razie o czym jest ta seria? To pewna wariacja Baśni z tysiąca i jednej nocy wrzucona do jednego wora z domieszką japońskości. Mamy tutaj Alladyna, Alibabę i Sindaba. Ich role odrobinę się zmieniły, ale główne atrybuty pozostały. Początkowo konflikty są lokalne, ale z czasem wszystko staje się bardziej globalne. Polityka zagraniczna, tajemne organizacje, coraz to więcej nowych postaci. Łatwo dać się porwać temu rwącemu nurtowi fabularnemu. Jednak nie wszystko jest idealne, seria jest o wszystkim i jednocześnie o niczym. Brakuje w niej czegoś, co przykułoby widza na dłużej. Patrząc na nią z perspektywy nieobligującej rozrywki to bardzo mocna pozycja. Sprawia radość i satysfakcję, ale zagłębiając się w świat, łatwo dostrzec uproszczenia i brak rewolucyjnych pomysłów. Wszystko już gdzieś było. Więc komu polecę? Jeśli szukasz rozrywki bez zobowiązań, warto dać Magi szansę. To lekka i przyjemna seria na nudne popołudnie.

Tamako Market
Link do MALa

Co tu owijać w bawełnę, to typowa do bólu produkcja Kyoto Animation. Dzieciaki w wieku szkolnym spędzają czas na zabawie, nie robiąc niczego konstruktywnego. No niby jest jakaś tam oś fabularna, gdyż mamy gadającego ptaka i jakiegoś tajemniczego księcia szukającego żony. Ale jak się można domyślić, ten wątek powraca dopiero w ostatnich odcinkach. Więc tak, mamy wielkie targowisko, gdzie mieszka główna bohaterka wraz z rodziną zajmującą się wyrabianie mochi (słodkich klusek). Naprzeciwko znajduje się konkurencja z takim samym sklepem. Tak się składa, że mieszka tam chłopak, rówieśnik głównej bohaterki, który jej w niej zakochany. Nie liczcie jednak na rozbudowany wątek romantyczny, gdyż dziewczyna ma kompletnego bzika na punkcie słodkich klusek i poza nimi świata nie widzi. Poznajmy także koleżanki wspomnianej bohaterki oraz innych sprzedawców na targowisku. Akcja zaczyna się wraz z pojawieniem się gadającego ptaka. To właśnie on jest odpowiedzialny za większość gagów i komediowych wtrąceń. Bez niego Tamako Market byłoby zwykłymi okruchami życia. On także przedstawia nam nową bohaterkę i nawet pomaga chłopakowi w wyznaniu uczuć ukochanej. To motor napędowy tej serii, heh. Kreska i muzyka stoi na wysokim poziomie, w końcu marka zobowiązuje. Więc dla kogo to anime? Fanów produkcji Kyoto Animation oraz ciepłych historii o codziennym życiu, które nie zawsze jest różowe. Pozostali powinni się trzymać z daleka, gdyż Tamako Market może powodować ostry odruch senny.

Boku wa Tomodachi ga Sukunai NEXT
Link do MALa

Dalsze losy grupki dzieciaków, którzy nie potrafią zdobyć przyjaciół. Jest to bezpośrednia kontynuacja, więc nie warto sięgać do niej bez znajomości poprzedniczki. Krótko mówiąc: 'nihil novi'. Siódemka klubowiczów wymyśla różne szaleństwa i potem bierze w nich udział. Niektóre kończą się katastrofą, lecz to tylko umacnia ich przyjaźń. Choć ciągle uważaj się za osoby samotne, to nieprawda, gdyż są razem z wyboru. Pozornie kłótliwi i niedogadujący się ostatecznie dochodzą do konsensusu. Seria to komedia pełną gębą. Wszystko, co się dzieje na ekranie, jest przerysowane. Każda z postaci ma swoje odchyły, które da się szybko polubić. Mimo pozornego szaleństwa fabuła odrobinę posuwa się naprzód. Dowiadujemy się różnych ciekawostek o postaciach i oglądamy ich zmagania z nieprzewidzianymi sytuacjami. Sezon kończy się małym trzęsieniem ziemi, tyle zdradzić mogę. To jednak nie koniec tej historii. Jeszcze nie. Komu polecę? Wszystkim fanom prequela i podobnych szkolnych komedii haremowych, gdzie fanserwisu nie brakuje, a nie jest on główną osią fabularną. NEXT trzyma poziom poprzedniczki, a może jest nawet lepszy, gdyż fazę wstępu ma za sobą i może się skupić na czystej zabawie.

Vividred Operation
Link do MALa

Gdy ludzkości zagrażają wielkie potwory, nie pozostaje nic innego, jak zaprząc do walki małe dziewczynki z majtkami na wierzchu. Schemat powtarzał się już wielokrotnie z dobrym skutkiem, więc co szkodzi spróbować ponownie? Pewnie pedofile już zacierają ręce. Ach, ci Japończycy. Tym razem jednak dziewczynki nie używają magii, lecz metalowych pancerzy (przynajmniej częściowo), a w dłoniach dzierżą futurystyczne wariacje różnych broni. No tak, w końcu to przyszłość, gdzie ludzie czerpią energię z tajemniczego generatora. Nic w tym dziwnego, że przyciąga potwory z innego wymiaru, prawda? Bohaterki wyglądają jak dzieci z podstawówki i zachowują się w podobny sposób. Trochę przeczą temu ich umiejętności i siła, ale to szczegół. A teraz najlepsze. Wojowniczki podczas walki mogą przejść fuzję, czyli dwie połączyć się w jedną za pomocą pocałunku, a cały proces ma dźwięczną nazwę: 'dokowanie'. Wcisnęli yuri ni z gruchy, ni z pietruchy, aż się uśmiałem. Ogólnie cały koncept jest śmiechu warty. Seria dużo czerpie ze Strike Witches. Walczące dziewczynki z majtkami na wierzchu, kreska, wspaniałe ujęcia kamery zza dupy (dedykowane dewiantom) i ogólne proklamowanie miłości i przyjaźni nawet na wojnie. Przypomniała mi się scena jak dziewuszki z radością sobie latają i naparzają w monstrum, a za nimi lasery rozdupcają miasto, hehe. Dobra, koniec tego dobrego. Komu polecić? Lubiącym niewymagające opowieści ze słodkimi dziewczynkami na głównym planie oraz ludziom, którym dziecięce uda nie są obce... Sam się dziwię, że to napisałem.

Kotoura-san
Link do MALa

Pierwszy odcinek był dla mnie wielkim zaskoczeniem. Bardzo prosty motyw, wałkowany już wielokrotnie, nabrał tutaj całkiem nowych kolorów. Telepatia to dosyć popularna moc w anime. A co, gdyby wziąć dziewczynę, której ta moc zniszczyła życie, i zrobić z tego komedię z wątkiem romantycznym? Brzmi wyjątkowo głupio w teorii, lecz w praktyce wyszło naprawdę nieźle. Pierwszy odcinek to lekki dramat, gdyż poznajemy w nim przeszłość tytułowej Kotoury. Gdy nie rozumiała jeszcze swojej mocy, mówiła ludziom, co słyszy w ich myślach, co sprowadziło na nią ich nienawiść i wzbudziło strach. Znienawidzona przez wszystkich wyalienowała się gdzieś na uboczu i wiodła nieszczęśliwe życie. Nawet rodzina ją opuściła z tego powodu. To akurat było dla mnie lekkim absurdem, gdyż niczego nie zmyślała, mówiła jedynie prawdę. To że rodzice mieli swoje podłe tajemnice, to już ich problem, dlatego nie powinni się wyżywać na córce. Taka moja dygresja... Głowna bohaterka po tych wszystkich przejściach zaczęła się obwiniać o każde niepowodzenie, co tylko pogłębiało jej traumę. Wszystko się zmienia, gdy w jej życiu pojawia się pewien chłopak, który mówi to, co myśli, po prostu nie ukrywa niczego przed światem. No niby fajnie, lecz ma pewną wadę (dla widza zaletę, heh) często pogrąża się w erotycznych fantazjach. Tak wytrenował tę umiejętność, że może się im oddać praktycznie w dowolnym momencie, co jest powodem wielu zabawnych sytuacji. Potem poznajemy jeszcze członków klubu miłośników wszystkiego, co nadnaturalne, i dziewczynę zakochaną w głównym bohaterze. Ci oczywiście wiedzą o telepatii Kotoury i akceptują ją, jaka jest. Po pierwszych docinkach sytuacja się stabilizuje i wszyscy żyją w spokoju. Oczywiście, potem można się spodziewać nagłych zwrotów akcji i poważniejszych wątków. W końcu ta seria od samego początku nie była jedynie komedią. Humor jest dosyć prosty, lecz satysfakcjonujący. Wątki romantyczne pojawiają się regularnie, posuwając relacje głównej pary do przodu. O właśnie, nim zapomnę. Co mnie odrobinę zdziwiło w głównym bohaterze to fakt, że mimo zbereźnej natury nie ma odwagi do rękoczynów. Wiecie, taki pies, co dużo szczeka, a mało gryzie. Komu polecę? Kotoura-san to miszmasz paru koncepcji podany w bardzo prostej, lecz ciekawej formie. Oczywiście, nie ustrzegł się grzechów. Momentami wszystko jest zbyt płytkie i stanowczo za proste. Trójkąt miłosny skończył się szybciej, niż zaczął. Brak także głównego złego. Po początkowym mocnym wejściu dostaliśmy produkt dosyć miałki. Jeśli oczekujesz czegoś ambitnego i głębokiego, to omijaj Kotoura-san z daleka. Jeśli jednak oczekujesz lekkiej historii z romansem, żartami i pewną dozą powagi, to jest to coś dla ciebie.

AKB0048 Next Stage
Link do MALa

Dalsze losy śpiewających dziewczynek, które swoimi piosenkami podbudowują na duchu uciśnionych i słabych. Gdyby nie one galaktyka popadłaby w ruinę, a siły zła zatriumfowały nad siłami dobra. Wiecie, jak to jest. Gdy ludzie się zabijają na wojnie, w zażegnaniu konfliktu pomoże j-pop i banda kolorowych dziewuszek. A teraz na serio. Waaaagh! Szlag człowieka trafia, gdy widzi takie serie. Rozumiem, że inna kultura itd. Lecz na MALu nie oceniają sami Japończycy, prawda? 8/10?! Świat zmierza ku upadkowi. Większych idiotyzmów dawno nie widziałem i sam zastanawiam się, po co to powstaje. Moja lewa, logiczna półkula mózgu po prostu odrzuca wszystko jak leci. Rozumiem całą otoczkę treningu i nabywania umiejętności, by lepiej się wykazać na scenie, współzawodnictwo. Ale walka w mechach? Magiczne stworki? Tajemnicze moce? Zjednywanie sobie śpiewem rozjuszonego tłumu z koktajlami mołotowa?! No ej... Przypomniało mi się coś zabawnego. W ostatnich odcinkach pojawia się wcześniej wspomniany tłum, którzy skanduje: 'ka-e-re' (tłum. 'wracajcie do domu'). Ja dałbym w subach też trzysylabowe: 'wy-pier-dalać'. Huehuehue. Moja notka jest trzy razy dłuższa od tej, którą napisałem z okazji pierwszego sezonu. Czas kończyć. Polecam desperatom i fanom takich klimatów - jeszcze większym desperatom.

Minami-ke Tadaima
Link do MALa

Seria o niczym do czwartej potęgi. Tak w skrócie można opisać czwarty sezon Minami-ke. Jak już wcześniej dowiodłem, dziwne byty egzystują w Japonii i mają się tam wyjątkowo dobrze. To kolejny przykład. Ciągle te same postacie w ciągle tych samych miejscach i ciągle tych samych sytuacjach. Tak mniej więcej wygląda recepta na dobre anime o niczym. Do tego należy dodać szczyptę szaleństwa w postaci zrytych psychicznie bohaterów i zmuszać widza do ich oglądania i słuchania absurdalnych wywodów. Wątek romantyczny? Phi. Czytaj wyżej. Relacje miedzy postaciami nie mogą się drastycznie zmieniać, bo to wtedy nie byłaby 'seria o niczym'. Bohaterowie napotykają jakieś problemy? Ha! Wtedy musieliby się oderwać od codzienności, a tego przecież widz nie chce. W takim razie o czym jest seria o niczym? Może was zaskoczę, ale nie jest o niczym. Może odniosę się do wcześniejszego stwierdzenia. 'Ciągle te same postacie'. Tych namnożyło się od pierwszego sezonu, to prawda, ale tutaj mam na myśli, że postacie zachowują się tak samo od chwili, gdy ich poznaliśmy. Zero zmian. 'Ciągle te same miejsca'. Szkoła, domy paru osób, świat zewnętrzny, sklepy i od święta inne lokacje (np. nowy rok – świątynia). 'Ciągle w tych samych sytuacjach'. To odnosi się do wcześniejszych fraz. Skoro charaktery postaci są niezmienne, to też ciągle rozmawiają ze sobą w ten sam sposób i dochodzi miedzy nimi do tych samych interakcji. A te same miejsca, gdzie się odbywają wspomniane sytuacje, tylko pogłębiają klimat powtarzalności. Tak wygląda od środka 'seria o niczym'. W takim razie dla kogo to? Sam zadaję sobie to pytanie. Pozostaje tylko jedna logiczna odpowiedź. Jeśli ktoś od pierwszego wejrzenia lubi bohaterów i ich charaktery, to nie odczuwa potrzeby zmian i może się sycić ich niezmiennością. Polecam tylko prawdziwym fanom 'codzienności' w anime. W końcu nasze ludzkie życia też są monotonne.

Shirokuma Cafe
Link do MALa

Prawie rok czekania. Czy było warto? To już zależy. Seria bardzo podobna do wcześniej opisywanej z tą różnicą, że Shirokuma Cafe traktuje o czymś kompletnie niecodziennym. Bo to świat, gdzie dzikie zwierzęta potrafią mówić i rozumnie myśleć, co doprowadziło do ich asymilacji z ludźmi w jednym społeczeństwie. Oczywiście nie jest to wytłumaczone w anime w taki sposób, gdyż to seria dla widzów młodszych. Zwierzęta po prostu takie są i nikt tego nie kwestionuje. Co ciekawe, Zoo dalej funkcjonuje, a zwierzęta po prostu w nim pracują. Anime jest pełne takich nielogiczności, ale to nie o to tutaj chodzi. Jesteśmy świadkami codziennego życia grupki zwierząt przesiadujących całe dnie w kawiarni niedźwiedzia polarnego. Każdy z nich posiada pewne unikalne cechy swojego gatunku, jak i dodatkowe, ludzkie. Sprawia to, że każdy ze zwierzęcych bohaterów jest unikalny i dosyć łatwo zapada w pamięć. Nie mamy tutaj dziewuszek w szkolnych mundurkach, więc zwykli otaku nie będą mieli na czym oka zawiesić. W takim razie o co tutaj chodzi? Głównym atutem serii jest jej nietypowość i humor. Reszta to powtarzalność i brak jakiegokolwiek zmian u bohaterów. Ciągle to samo tylko więcej. Liczba odcinków także może przerażać. Jednak nie ma się czego bać. W takim razie komu polecę? Fanom anime o niczym, którzy lubią się odprężyć przy czymś niecodziennym z pewną dozą realizmu (zapomniałem dodać, że zwierzęta są namalowane dosyć realistycznie). Gdzie nie ma szkoły i dziewczynek w mundurkach.

Ginga e Kickoff!!
Link do MALa

Świat to za mało dla małolatów, którzy postanawiają być najlepsi w całej galaktyce. To seria sportowała z tak ukochaną przez Polaków piłką nożną. Skoro nasi piłkarze sobie nie radzą, to możemy pooglądać zwycięstwa młodych Japończyków. Seria należy do typowych shounenów dla niewymagających. Piłka jest jedna, a bramki są dwie. To wszystko, na co powinien zwracać uwagę oglądający. Reszta to mieszanka fantazji i niebywałego szczęścia grających. Wiadomo, nikt nie oczekuje symulatora. To miało być kino rozrywkowe, lecz niektóre akcje z anime były szyte grubymi nićmi. Z czasem oczywiście można się przyzwyczaić. Początek jest dosyć standardowy. Szkolny klub piłkarski zostaje rozwiązany. Tylko jeden chłopak chcę go uratować. Powoli kompletuje drużynę, aby w końcu ruszyć ku podbojowi galaktyki. Oczywiście, na swojej drodze napotyka wiele przeciwności, lecz z takim wyniosłym postanowieniem przyziemne problemy to pestka. Ostatecznie drużynie udaje się stanąć na upragnionym Camp Nou. Czy pokonają wszystkich? To musicie już sami zobaczyć. Ginga e Kickoff!! jest przeznaczone dla fanów serii sportowych z lekkim przymrużeniem oka. Razić może młody wiek bohaterów, toporna animacja i komplikowanie zasad tej jakże prostej gry tajnymi atakami i innymi duperelami. Jeśli was to nie przeraża, możecie się dobrze bawić przez 39 odcinków pełnych akcji i emocji.

Ore no Kanojo to Osananajimi ga Shuraba Sugiru
Link do MALa

No i wreszcie jakaś komedia romantyczna. Przepraszam, pomyłka, to był harem. W sumie pomyłka niewielka. Nie wiem, jak innych ludzi, ale mnie pierwszy docinek odrobinę zaintrygował. Potem bywało różnie. Od głupawej komedii do lekkiego dramatu. Więc może zacznę od początku. Główny bohater to typowy kujon. Ciągle siedzi w domu i się uczy. Uważa miłość za coś głupawego i niepotrzebnego. W jego pobliżu ciągle kręci się pomarańczo-włosa dziewczyna (bohaterka numer 1), którą zna od małego. Na pozór zachowują się jak brat i siostra, ale czy ona też tak czuje? Spokój zaburza ona, białowłosa piękność z zagranicy (bohaterka numer 2). Ta z racji swojej popularności nie może się uwolnić od irytujących wielbicieli. Dostrzega głównego bohatera uczącego się spokojnie w klasie i obiera go sobie za cel. Oferuje mu, że zostanie jego dziewczyną na pokaz, by zapewnić sobie święty spokój. Ten oczywiście się nie zgadza. Wtedy dziewczyna wyciąga zeszyt i zastrasza, że jego zawartość przeczyta wszystkim w szkole. Okazuje się, że główny bohater parę lat wstecz żył w świecie fantazji i spisywał swoje powieści na papier. Chłopak, nie mając wyboru, zgadza się na układ, nie chcąc zrujnować swojego spokojnego życia w szkole. Od razu się można domyśleć, że mu się to nie uda. Co by nie wybrał i tak ma przerąbane. Potem zaczyna się ciąg absurdów, które prowadzą do wielu dziwnych sytuacji jak i nowych bohaterek. Kolejna jest czarnowłosa dziewczyna, która żyje w świcie deluzji i uważa, że zna głównego bohatera z poprzedniego życia (numer 3). Potem pojawia się jeszcze jedna, różowo-włosa (numer 4). Ta to z wierzchu przykładny uczeń, szkolny dyżurny, zaś w środku ukrywa dziecięce wnętrze. Trochę się tego nazbierało, ale to właśnie cecha heremów. A propos tytułu. Ja dałbym coś takiego: 'Moja dziewczyna i koleżanka z dzieciństwa są na wojennej ścieżce'. Dużo mówi? Po przybliżeniu całości widać jak na dłoni, że fabuła oryginalna nie jest. W zasadzie mogę od razu przytoczyć serię z poprzedniego sezonu, która użyła podobnego motywu z deluzjami – 'Chuunibyou demo Koi ga Shitai!'. A co do bohaterek. Niektóre z nich są dosyć ciekawie przedstawione, inne zaś ma macoszemu. Najbardziej przypadł mi do gustu numer 1 i 4. 1 miała fajny dramatyczny background, a przy 4 uśmiałem się po pachy. Numer 2 jakiś taki nijaki, a 3 kompletnie bez sensu. No ale to tylko moje zdanie. Seria to zwykły komediowy harem romantyczny. Posiada tego plusy jak i liczne minusy. Trzeba po prostu lubić takie klimaty, żeby się zabrać za OreShurę. Reszcie nie polecam, bo anime nie prezentuje sobą niczego niezwykłego.

Da Capo III
Link do MALa

Kolejne Da Capo doczekało się końca. Jeśli nie znacie poprzednich czterech sezonów, nie musicie się z nimi zaznajamiać. Wszystko dzieje się na to samo kopyto. Jest magiczne drzewo wiśni (czy tam sakury jak kto woli), które spełnia miłosne życzenia. Na początku wszystko jest fajnie. Główny bohater jest otoczony szkolnymi pięknościami i wiedzie swoje codzienne życie. W tym sezonie było 5 dziewczyn i parę pomniejszych zabłąkanych duszyczek. I teraz wielka różnica. Magia odrobinę szwankowała w poprzednich sezonach, dlatego wcześniejsze finały były trochę dramatyczne. Tutaj do samego początku do końca wszystko jest miłe, kolorowe i ciepłe. A dodając do tego brak konkluzji w miłosnych zalotach, otrzymujemy najbardziej miałkie anime w tym sezonie. Polecanie tego komukolwiek jest grzechem, którego nie popełnię. Żarty są słabe, romans zerowy, tajemnica denna, dramat... był jakiś? Powiedzenie 'Co za dużo to nie zdrowo' nie było znane twórcom, dlatego powstało to coś. Jedyne co się może podobać widzom, to bohaterki (choć mi nie przypadła do gustu żadna, gdyż były zbyt sztampowe). Wizualnie jest poprawnie, choć osobiście preferuję bardziej realistyczne malowanie postaci. Oglądacie na własną odpowiedzialność.

Senran Kagura
Link do MALa

To jedna z tych serii, gdzie ktoś wpadł na pomysł zamienienia w shounenie płci bohaterów. Dzięki temu błyskotliwemu pomysłowi jesteśmy świadkami walk skąpo odzianych wojowniczek nindża. Oczywiście nie mogłoby się obejść bez mundurków szkolnych. A że seria jest przeznaczona dla męskiej części widowni, bohaterki podczas walki zdzierają z siebie ubrania. Już pewnie widzicie oczami wyobraźni, co się wybrania na ekranie. Teraz pomnóżcie to sobie przez kompletny brak logiki oraz płytkie gagi, to wyjdzie wam jedna wielka kupa. Anime polecam jedynie niewyżytym samcom, którzy nie potrafią funkcjonować bez tygodniowej porcji majtek i staników.

Hakkenden: Touhou Hakken Ibun
Link do MALa

To już trzecia odsłona Hakkendena. Choć każda z historii była całkiem inna i działa się w kompletnie innych realiach, wszystkie posiadały wspólne cechy. Magiczne kulki, przystojni wojownicy/piękne wojowniczki, demony, psy i księżniczka. Tak to mniej więcej wygląda. Seria jest skierowana do dziewczyn, jak pewnie zauważyliście. No ale do sedna. Główna oś fabularna skupia się na chłopakach/mężczyznach, których ścieżki połączył los. Każdy z nich ma swoją historię od opowiedzenia i to często dramatyczną. Miłość, zemsta, obowiązek, przyjaźń. Te rzeczy zmusiły ich do zaprzedania duszy, by zyskać szansą na powtórne życie. To mniej więcej ma miejsce na ekranie. Historia jest zjadliwa nawet dla nieobeznanych w gatunku. Chłoptasie przemierzają świat i są świadkami różnych tragedii oraz dramatów ludzkich. Oczywiście w większość są wplątane moce nieczyste. Żadnych spojlerów nie zafunduję. Kreska jest ładna, a muzyka nie przeszkadza podczas oglądania. Jeśli ktokolwiek liczy na dosyć spokojną historię z magią w tle, to może się za to wziąć. Zaznaczam, że romansu tutaj nie ma. Za to pojawia się drobny humor. Pewnie samice rzucą się na Hakkenden: Touhou Hakken Ibun jak głodny na suchara, bo w dzisiejszych czasach o takie kąski ciężko. Cieszę się waszym szczęściem, drogie panie.

Love Live! School Idol Project
Link do MALa

Ludzkości nie zagraża niebezpieczeństwo. Nikt nie obsługuje wielkich mechów. Kosmos jest wolny od obcych najeźdźców. Tak, to najzwyklejsza seria obyczajowa o powstaniu szkolnej grupy idolek. Jeśli ktoś nie wie, czym są idolki, to musi się dedukować. No dobra, znajcie moje dobre serce. To dziewczyny, które muszą śpiewać, tańczyć i ogólnie dobrze wyglądać. Tak, tylko tyle. Akcja anime rozpoczyna się, gdy żeńskiemu liceum grozi zamknięcie z powodu małej ilości nowych uczniów. Trzy przyjaciółki postanawiają wziąć sprawy w swoje ręce i samodzielnie zadbać o odpowiedni rozgłos szkoły. Nic tak nie przyciągnie ludzi, jak rozśpiewane słodkie dziewczyny, nie sądzicie? Tak zaczyna się ich przygoda. Moją przeciwko sobie wszystko i wszystkich. Słabe umiejętności, brak utworu, brak słów, brak strojów, brak rozgłosu, wroga przewodnicząca rady uczniowskiej. Mimo tego udaje im się dać pierwszy występ. Potem wszystko jeszcze bardziej się komplikuje, lecz swoją pasją przyciągnęły uwagę paru nowych osób. Ścieżka do sukcesu nie jest usłana różami, ale motywacji im nie brakuje. Przez większość serii kompletują zespół, aby ostatecznie zabłysnąć. Zaś końcówka to obrót o 180 stopni. Satysfakcjonujący finał. Tyle o fabule. Głównych bohaterek jest 9. Każda inna, lecz da się je podzielić na parę rodzajów. Energiczne, spokojne, odpowiedzialne, skryte, ekscentryczne itd. Od wyboru do koloru. Osobiście nie znienawidziłem żadnej, co rzadko mi się zdarza. Kreska jest miła dla oka i dosyć dobrze podkreśla urodę bohaterek. Choć nadmiar pastelowych kolorów może wykończyć nieprzyzwyczajonego widza. Teraz najważniejsza kwestia. Muzyka. Przez całe anime słyszymy 3-4 utwory śpiewane przez dziewczyny. To standardowy j-pop. Proste słowa o radości, nadziei i miłości. Gdybym miał wybrać najlepszy, byłyby to pierwszy, który powtórzył się w serii dwukrotnie. Reszta soundtracka to standard w tego typu produkcjach. W takim razie komu polecę? Na pewno nie ludziom nienawidzącym taki typ anime. W końcu śpiewające dziewczyny nie muszą się wszystkim podobać. Reszta powinna się dobrze bawić przy Love Live. Może wypaczyło mój umysł, lecz to anime było moim najmilszym zaskoczeniem tego sezonu.

Aoi Sekai no Chuushin de
Link do MALa

Bardzo krótka seria o fantastycznym świecie i dzieciakach z magicznymi mocami. W zasadzie to takie interludium do właściwej historii. Zaledwie 3 odcinki. Widz jest zalewanymi różnorakimi postaciami i nim się spostrzega, rozpoczyna się walka. W międzyczasie dochodzi nawet do zauroczenia miłosnego i paru kadrów z cyckami. Te niestety zostały okrutnie ocenzurowane. Jak widać po tych paru zdaniach, seria jest chaotyczna. Choć w sumie ciężko nazwać to serią. Dla fanów mangi to pewnie rarytas, lecz zwykły widz poczuje się zagubiony. Ciężko nawet stwierdzić, czy ten twór zachęca do papierowego pierwowzoru. Można obejrzeć jako ciekawostkę, nic ponadto.

Bakuman. 3
Link do MALa

I tak kończy się 75-odcinkowa saga Bakuman. Każdy szanujący się animefan powinien wiedzieć, co to jest i z czym to się je. Seria o tym, jak tworzyć w Japonii mangę i zarobić pasją na życie. Oczywiście nie jest to nudny symulator, lecz ciekawa historia fabularna. Mimo tego można się dowiedzieć z treści wielu ciekawostek i zrozumieć, że to, co my, Polacy, możemy oglądać i czytać, to w Japonii biznes. Ludzie często o tym zapominają, marudząc, że leci ciągle to samo, a Japończykom skończyły się pomysły. Nie. Weźmy za przykład serię Call of Duty. Od paru lat seria praktycznie się nie zmieniła, lecz co rok możemy grać w jej kolejne części. Mimo tego sprzedaż wzrasta i przynosi coraz większe zyski. Dlaczego tak jest? To wina ludzi. Wyobraźcie sobie producenta , który ma wybór, ryzykować z nowym pomysłem albo odgrzać kotleta, który ma już swoich fanów i do tego twórcy są zorientowani w jego produkcji. Decyzja jest oczywista, prawda? Teraz się trochę zagalopowałem, gdyż stricte do mang się to nie odnosi. Mangi dalej są wolne od cenzury, gdyż twórcy mogą dać upust fantazji podczas ich tworzenia. Są nawet specjalne czasopisma, gdzie można opublikować dosłownie wszystko. Miałem bardziej na myśli anime. Opowiem jeszcze parę ciekawostek o serii. Bakuman jest dosyć osobliwy. Oczywiście nie należy zapomnieć, że to oryginalnie była manga o tworzeniu mang. Twórcy Bakumana także byli artystą i pisarzem. Więc niejako mieli materiał na historię z pierwszej ręki. Manga także zakończyła się, kiedy chcieli autorzy, jak i manga Reversi, którą malowali bohaterowie. Tych powiązań można wiele wymieniać. Ostatecznie wszystko kończy się wielkim, szczęśliwym finałem. Zwieńczenie historii było godne całości. Bakuman jest pozycją obowiązkową dla każdego, kto ceni sobie epickie serie. Mam na myśli takie, które ludzie pamiętają na lata. Najpierw Death Note, a potem Bakuman. Ciekawe, co powstanie potem.

Little Busters!
Link do MALa

Seria to duchowy spadkobierca najsłynniejszych romansideł i wyciskaczy łez, jakie powstały. Air, Kanon, Clannad. Wszystkie są visual novelami stworzonymi przez studio Key. Wcześniej adaptacjami zajmowało się Kyoto Animation a teraz pałeczkę przejęło J.C. Staff. Najpierw mnie zastanawiało, czemu tak się stało, ale odpowiedz nie była trudna do odgadnięcia. Historia była słabsza od wcześniej wymienionych, a w Kyoto mieli ciekawsze projekty do roboty. To już niestety nie jest to samo. Key bez Kyoto Animation nie jest tak dobre, jak powinno być. W takim razie o czym jest to 'anime bez szans na odniesienie sukcesu'? Tak się składa, że przeklikałem sobie pierwszy rozdział VN, dlatego mam ogólne pojęcie. Grupka przyjaciół wiedzie swoje szkolne żywoty i robi różne głupoty. Najciekawsze, że grupka składa się z 4 chłopaków i jednej dziewczyny. Przez chwilę miałem nadzieję, że każdy z nich znajdzie sobie wybrankę. Jakże się myliłem. Od razu należy zaznaczyć, że 26-odcinkowa seria Little Busters! nie zawiera romansu. Teoretycznie główny bohater poznaje dziewczyny, zaprasza je do paczki i rozwiązuje jakieś tam problemy. Ale oprócz tego nic się nie dzieje szczególnego. Ot wszyscy się dobrze bawią. Seria skończy się zdaniem: 'Chciałbym, żeby te radosne chwile mogły trwać wiecznie'. To było zbyt podejrzane. I parę sekund potem moje wątpliwości się rozwiały. Będzie drugi sezon. Możliwe, że tylko 13-odcinkowy, ale będzie. Little Busters! Refrain będzie adaptacją ostatniej ścieżki VN, która się odblokowuje po przejściu wszystkich poprzednich (skąd ja znam tę formułę, heh). Bohaterowie. Szczerze? Nie polubiłem dziewczyn, gdyż połowa z nich to ciapowate loli, reszta to: cicha i wyalienowana, pewna siebie i żartowniś z mroczną przeszłością. Po prostu mi nie podpasowały i kropka. Aa! Zapomniałem o jednej z początkowej paczki. Typ wstydliwej koleżanki z dzieciństwa z zabójczym kopem. Z męskiej grupy polubiłem wszystkich oprócz głównego bohatera. Ech, i co ja z tej serii miałem? Praktycznie nic, bo romansu zero, a postacie, które lubiłem, miały mało czasu antenowego albo obrywały od dziewczyn (Masato...!). Mój werdykt? Daruję go sobie. Teraz wiem, czemu ci z Kyoto tego nie wzięli. 'Little Busters!' po prostu czegoś brakuje. Jeśli lubicie takie pseudo romanse, to droga wolna. Ja postoję.

Sasami-san@Ganbaranai
Link do MALa

Komentarze

#11 | Urizithar dnia kwiecień 29 2013 21:29:24
@Up Dokonano gwałtu na Bakumanie. xd No ale rozumiem, Kaze (chyba) widział, a w dodatku to 3 seria... No i ja bym wepchnął Mondaijitachi na tę listę, np. do trzeciej grupki.

Pytałeś o coś do polecenia, co z taką ilością pooglądanych jest naprawdę trudne i ciężko... chwila, nie oglądałeś Slayers? Szok No to przynajmniej to jedno mogę polecić. Ma słabsze i lepsze momenty, ale jest to naprawdę solidna komedia osadzona w fantastyce. Moim zdaniem zręcznie balansuje na granicy humoru i powagi i jest warta poświęcenia jej czasu (przynajmniej póki się nie znudzi, bo najnowsze sezony były sporo słabsze).
#12 | darthdragon dnia kwiecień 29 2013 23:02:46
Ojoj, zapomniałem o Bakumanie. No ale to każdy wie...

Cóż za zrządzenie losu, zacząłem oglądać Slayersa po zakończeniu tego sezonu (aktualnie Slayers Try). Tak jakoś mi się zebrało na zobaczenie staroci, które trochę kojarzyłem z TV. Drugi w kolejce jest Soul Hunter.
#13 | Urizithar dnia kwiecień 29 2013 23:47:11
No to coś czuję, że możesz liczyć tylko na złego, bo ja niespecjalnie mam co polecić, a nie w porządku byłoby proponować coś, co sam uznaję za w najlepszym wypadku średnie albo nie oglądałem. No ewentualnie mogę zachęcić do oglądnięcia krótkich projektów finansowanych przez Young Animator Training Project, jeśli jeszcze nie widziałeś. Zwłaszcza Death Billiards i Ojii-san no Lamp i umierkowanie też Wasurenagumo oraz Little Witch Academia.

Dodaj komentarz

Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.

Oceny

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?
Wygenerowano w sekund: 0.24
957,955 unikalne wizyty