Nawigacja

Kanał IRC

Serwer: irc.rizon.net
Kanał: #rtt
Zalecane kodowanie: UTF-8
irc://irc.rizon.net/#rtt

Aktualnie online

Gości online: 2

Użytkowników online: 0

Łącznie użytkowników: 305
Najnowszy użytkownik: HejkaTuKredka

Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło

Shoutbox

Musisz zalogować się, aby móc dodać wiadomość.

06-02-2019 20:25
Raczej nie, chyba że uda mi się jeszcze ten jeden ostatni raz obudzić w sobie siódmy zmysł.

01-02-2019 08:38
Ło panie ta strona to jeszcze żyje??? Wiem, ze mieliście MEGA error, ale mam pytanie czy wiecie może coś o napisach do Saint Seiya Saintia Shou. Pojawią się kiedyś tutaj???

04-04-2017 19:23
Ok. Dzięki za odpowiedź.

04-04-2017 18:33
Szlag trafił wiele rzeczy i teraz musimy sobie z tym jakoś poradzić. Za kilka dni oczekuj newsa na stronie.

31-03-2017 20:07
Dobry. Szlag trafił czcionki do waszych napisów. Można się spodziewać zaktualizowania linków do nich?

27-09-2016 20:35
Na nocki za 150% stawki. Samo w sobie oczywiście nie wystarczyłoby, ale dość żeby nie musieć pracować na cały etat. A bardzo możliwe że w tym roku dostanę jeszcze stypendium.

26-09-2016 07:29
Chyba dobrze płatna fuszka, bo 10 tygodni to stosunkowo mało.

26-09-2016 00:33
bywa zaskakujące. Spotkałem w Holandii kuzynkę zaproszoną na dwa tygodnie przez kolegę. Nawet nie wiedziałem, że wyjeżdża. Świat jest mały.

26-09-2016 00:32
Ja tylko na 10 tygodni w wakacje, bo studiuje, a taki wyjazd jest mi w stanie zapewnić możliwość utrzymania się potem przez cały rok akademicki bez zarzynania się. I może wydawać się oczywiste, ale by

20-09-2016 19:59
Sry, nie czytam shoutboxa. Oczywiście, że za pracą, a dokładniej to za pieniędzmi, bo praca to jedynie przykry dodatek. Ja już w ojczyźnie, a jak u ciebie?

Archiwum shoutboksa

KKDD lato/jesień 2013

Podsumowanie wiosna/lato czas zacząć. Miłej lektury!

Ishida to Asakura
Link do MALa

Seria znalazła się tu z powodu dezinformacji. Zorientowałem się dopiero w połowie tego sezonu, że już się skończyła. No ale nic, zaczynam. To kolejne bardzo krótkie anime pełne szaleństwa i głupich gagów. Widz w zasadzie nie wie, co się dzieje przed jego oczami. Akurat w moim przypadku to z czasem minęło i zacząłem łapać, o co tu chodzi. Ogólnie odcinki mają pewną historię, która jest kontynuowana w następnych. Chodzi o to, że pewien chłopak (prawdopodobnie pedał) chce otworzyć kwiaciarnię z kolegą - totalnym idiotą, któremu tylko cycki w głowie. W międzyczasie poznajemy kilka innych postaci. Co ciekawe, postacie żeńskie są w miarę normalne, lecz męskie to totalne dziwaki. Mimo tego akcja kręci się wokół samców. Męskie dupy mamy na porządku dziennym. Najbardziej jednak rozwaliła mnie nauczycielka odlewająca się w męskim kiblu do pisuaru. Już więcej nie spojleruję. Zauważyłem, że ludzie albo to anime kochają, albo nienawidzą. Do jakiego grona zaliczysz się ty, drogi czytelniku?

JoJo's Bizarre Adventure
Link do MALa

Takich serii już się teraz nie robi. Wystarczy się rozejrzeć. Wszędzie tylko cycki, tyłki, słitaśne dziewuszki i miałkie cioty zamiast głównych bohaterów. Ciężko było mi stwierdzić, dlaczego zdecydowano się na ekranizację JoJo. Może kogoś zabolało serce z nostalgii? A może historia mimo leciwości dalej trzyma wspaniały poziom i jest godna adaptacji anime? Co by nie było prawdą, seria powstała. Czego może się spodziewać zwykły wyjadacz chleba? Hektolitrów testosteronu wylewających się z ekranu i łez prawdziwych twardzieli. Ci mają karki szerokie a bicepsy większe od głów. W takiej serii kobiety nie pojawiają się w ważniejszych rolach jak "nosicielka potomstwa", "piękna nieznajoma" albo "zaginiona matka". Tutaj są tylko faceci, którzy przezwyciężają bariery własnego ciała i walczą w imię szlachetnych idei. Tak, to anime dla prawdziwych facetów. Śmierć, urywanie kończyn, lejąca się posoka. To wszystko tutaj jest. To anime dla prawdziwych facetów, a nie wykastrowanych ciot, którym w głowie codzienne życie licealistek albo ich bielizna. Takich serii już się nie robi, więc śpiesz się czytelniku i podziwiaj jeden z ostatnich przedstawicieli gatunku. To nieistotne, czy ci się spodoba. Po prostu musisz to zobaczyć.

Red Data Girl
Link do MALa

Pierwsza seria z nowego sezonu sprowadziła na mnie pewne refleksje. Japończycy tak bardzo zakopali się w swoich schematach, że większość anime leci na podobne kopyto. Przeciętny widz wie to od dawna, lecz ja zaczynam dostrzegać nowe gatunki, których to pozycje stają się coraz liczniejsze. RDG należy właśnie do tego nowego miotu, jaki wypatrzyłem na rynku. Mnisi, demony, świątynie, kapłanki i te sprawy. Seria nie jest epizodyczna, co już na samym początku jest plusem. Dodatkowo ma niezłą kreskę. Ale niestety wieje nudą. Schematy oklepane do bólu kłują po oczach po raz kolejny. No ale co poradzić, taki gatunek. Nie darmo wspomniałem wcześniej, że z podobnych klimatów wiedziałem już parę serii. Ale że mi się coś nie podoba, nie znaczy, że to coś jest znienawidzone przez resztę fanów. Tym razem jednak się zdziwiłem, bo moja ocena okazała się dosyć trafna. Seria nudziła nie tylko mnie, ale i innych MALowiczów. Nie mówię jednak, że to totalna klapa. To tylko średniak bez innowacyjnych pomysłów. Spokojnie nadaje się do obejrzenia, gdy potrzeba nam coś lekkiego. A co do tytułu... Dopiero w paru ostatnich odcinkach rozkminiłem, co on oznacza. Tak jest, jak się przeklikuje opening... Komu więc polecę? Klimaty mitycznych mocy i japońskich świątyń ci pasuje? Wal w ciemno. Żeby nie było, że okłamuję ludzi. Tak, akcja przez większość czasu dzieje się w szkole, lecz klimaty świątynne nie zamierają. Nie zapominajmy także o lekkiej dramie i bardzo delikatnym (delikutaśnym) romansie. W tym niestety brakuje pikanterii. Reszta fandomu niech spożytkuje czas w inny sposób.

Uta no☆Prince-sama♪ Maji Love 2000%
Link do MALa

Drugi sezon serii dla dziewczyn o grupie przystojnych śpiewaków i jednej szarej myszce, która w okamgnieniu z beztalencia stała się genialną kompozytorką muzyczną. W tej serii nie ma większej głębi ani przesłania. Chodzi o dobrą zabawę i oczojebne kolory. Niestety samiec niewiele tu znajdzie. Jednak gdybym miał oceniać, pierwszy sezon oglądało mi się odrobinę lepiej (wbrew opinii MALowiczów). Wprawdzie mógłbym jeszcze tutaj pożalić, ale nie wiedzę w tym sensu. Podsumowując. Masa przystojniaków, śpiew, odwrotny harem, jedna bohaterka, pastelowe kolory, odrobina szkoły. Jeśli coś z tego wam pasuje, zapraszam do seansu.

Aku no Hana
Link do MALa

Prawdę powiedziawszy, brakowało mi ostatnio anime, które budziłoby kontrowersje. Ostatnie co pamiętam, to Madoka. Tam były mordujące się czarodziejki. A co jest tutaj? Trik polega na tym, że nic szczególnego. Aku no Hana (Kwiat zła) jest innowacyjnym eksperymentem, który miał na celu stworzenie ciężkiego, psychologicznego arcydzieła. I częściowo to się udało. Żeby zrozumieć cały fenomen tego anime, należy się cofnąć do jego korzeni, czyli do mangi. Ta ma to do siebie, że dystansuje się od rzeczywistości dzięki prostej kresce. Wiecie, postacie z wielkimi oczkami i małymi noskami. Fabuła jest ta sama. Czyli mamy dosyć ciężką historię, ale nie bierzemy jej na serio, gdyż wizualnie przypomina nam to bajkę dla dzieci. Ale nawet mimo tego z czasem jesteśmy w stanie zapomnieć o części wizualnej i wczuć się w klimat. Ale co zrobili Japończycy? Ktoś wpadł na pomysł, żeby pogłębić wszystkie negatywne emocje z pierwowzoru, zalać to wszystko hektolitrami patosu, okroić skromne żarty i dodać fotorealistyczną kreskę. Aku no Hana może być równie dobrze serialem telewizyjnym. Teraz już nic nas nie ochroni przed zderzeniem z ciężkim klimatem. To anime jest po prostu dołujące. W mandze akcja była nawet szybka, lecz tutaj funduje się nam klimatyczne kadry z widokiem miasta i inne tego typu cuda. Wszystko jest bardzo wolne. I to chyba jest główna wada tej produkcji. U mnie było tak, że najpierw pochłonąłem 4 odcinki anime, a potem łakomy sięgnąłem do mangi i przeczytałem ją w parę godzin. Gdy teraz miałem zamiar skończyć seans, to zwyczajnie się nudziłem. Akurat w moim przypadku to wina znajomości fabuły, bo wcześniej oglądało mi się to nieźle. Lecz masa przypadkowych widzów zwyczajnie odpadała na samym początku. Seria nie jest zbalansowana pod tym względem. Po prostu nie każdy może ją oglądać. Eksperyment reżysera uważam za udany. Nie zmieniając historii z mangi, stworzył coś kompletnie nowego w odbiorze. O wiele cięższego i mroczniejszego do pierwowzoru. Jeśli kogoś zaciekawiła moja notka i jeszcze nie czytał mangi, niech tego nie robi. Najpierw anime. Czeka was niesamowite 13 odcinków.

Ps. Końcówka sugeruje drugi sezon.

Date A Live
Link do MALa

To jedno z tych anime, którego konwencja jest znana wszystkim. Zwykły bohater oblegany przez tuzin słitaśnych dziewuszek z supermocami. Co tu można jeszcze dodać? Resztkami sił postaram się wyciągnąć z tej produkcji coś ambitniejszego od wszechobecnych majtek i cycków. Po pierwsze początek historii jest stylizowany na parodię Evangeliona. Choć ten apokaliptyczny posmak pozostaje do końca serii, tylko w pierwszych odcinkach jest tak mocno wyczuwalny. Mamy świat oblegany przez dziwne, nieznane istoty czyniące zło. Ślepy los chciał, że mają postać dziewuszek. Po drugie... Bardzo mi przykro, ale skończyły mi się pomysły. Toto nie ma ani ambitnej fabuły, ani ciekawych postaci. No chyba że dla niewyżytych zapaleńców zakochanych w kobitkach zamkniętych w dwóch wymiarach. Ziemi bronią półnagie szwadrony śmierci w kombinezonach bojowych. No jasne, tylko babki zostały... O właśnie. Pozytywnie zdziwiły mnie krwawe sceny (cenzurowane) z dekapitacją i masakrowaniem ludzi. Poszli grubo. No ale mniejsza. Czas kończyć moje męczarnie. Ogólnie rzecz ujmując, seria nie należała do animowanej padliny. To średni średniak. Na upartego da się obejrzeć i w miarę "miło" spędzić czas. A gdy się trawi te wszystkie serwowane nam oklepane schematy, to nawet można pokusić się o stwierdzenie, że jest dobrze. Po prostu każdy ma inne gusta i to uszanuję. Polecam fanom gatunku.

Ps. Będzie drugi sezon.

Hyakka Ryouran: Samurai Bride
Link do MALa

I znowu mamy do czynienia z sequelem. Od razu zaznaczam, że nie warto brać się za niego bez znajomości pierwszej części. Oczywiście na upartego można, bo sezony są w pewnym sensie samodzielne, ale po co psuć sobie seans, prawda? Zanim rozpocznę gorzkie żale, przyznaję się bez bicia, bez prequel mi podpasował. Oceniłem go bardzo wysoko jak na tamtejsze standardy, co jest zaskoczeniem nawet dla mnie. Pewnie zastanawia was, co mi się w nim podobało. W końcu to seria z cyckami i majtkami (tymi drugimi w większej części), i walczącymi samurajkami. No wiecie, każdy ma czarną plamę na życiorysie. Tutaj jest podobnie, bo gorzka prawda dotarła do mnie wraz z sezonem drugim. Trochę z tego wyrosłem. Zaraz wymienię elementy, które mnie przyciągały do monitora. Ciekawa walka i nabywanie nowych umiejętności poprzez trening. To moje skrzywienie z czasów DBZ. Bohater powiększający swoją trzódkę walczących dziewuszek niczym dobry pokemaster. To akurat dosyć świeże skrzywienie. Postacie zapadające w pamięć, nie-ciota główny bohater i coś oryginalnego w części wizualnej. To mi się podobało. Niestety wraz z sezonem drugim te elementy osłabły bądź też zanikły. A może mam tylko takie wrażenie? Kto wie. Niemniej moja ocena drugiego sezonu spadła w porównaniu do pierwszego. Seria jest specyficzna, dlatego podpadnie specyficznemu widzowi. Przeciętni wyjadacze chleba zostaną odrzuceni sztampą i idiotyzmami. Fani jednak uznają te cechy za główne zalety serii. Powiem tak, jeśli podobał się wam Sekirei, pierwszy sezon spełni wasze oczekiwania. Drugi jest odrobinę słabszy, ale należy go obejrzeć, skoro już wetknęło się w kij w mrowisko. To samo tyczy się fanów gatunku. Reszcie odradzam.

Ps. Zapomniałbym. Warto poczekać na BD, bo cenzura dobija. Pierwszy sezon widziałem z enkodami Woorena, więc nie było głupich kleksów.

Yondemasu yo, Azazel-san. Z
Link do MALa

Kolejny drugi sezon na celowniku. Wprawdzie już zatarły się wszystkie pozytywne emocje, które miałem w sercu w związku z sezonem pierwszym, lecz po paru minutach seansu ekscytacja powróciła. Azazel to szalona komedia, w której znaleźć można groteskę, śmierć, potworności, chamski humor powiązany z genitaliami, ekskrementami, rozwiązłością seksualną, przeróżnymi fetyszami i Bóg wie, czym jeszcze. Seria wręcz idealna dla mnie, huehue. Crane mnie ostrzegł, że słabsze od pierwszego sezonu, ale w moich oczach okazało się równie dobre. Każda sekunda jest przepełniona szaleństwem i gagami, które jednak nie są totalnie chaotyczne, lecz w pewnym sensie ukierunkowane. Ogólnie chodzi o przyzywanie demonów, każdy z nich jest inny i posiada unikalne moce, które przeważnie są śmieszne. Wszystko obraca się wokół tych małych stworków. Autor wyśmiewa cała kulturę moe, dlatego większość licealistek to prymitywne i brzydkie lochy, może i cycki mają, ale obwisłe do pępka. Praktycznie większość postaci jest szpetna do bólu, niekiedy aż się zbiera człowiekowi na wymioty. Ale to właśnie jest magią tej serii. Weźmy na przykład parę postaci z drugiego sezonu. Facet srający krwią albo ekshibicjonista z fujarą na wierzchu używający jej jak śmigła od helikoptera. Gdzie w normalnym anime znaleźlibyście coś takiego? Nigdzie. Granica dobrego smaku została już przekroczona w sezonie pierwszym, więc dwójka zaserwuje nam ostrą jazdę bez trzymanki. Jeśli nie trawicie tego typu rzeczy, to nie bierzcie się za seans Azazela. Jednak jeśli starszy facet na czworaka ze smyczą na szyi i wibratorem w dupie was nie rusza, to seria będzie hitem. Oczywiście najpierw OVA i pierwszy sezon TV. Dla swojej niszy pozycja genialna.

Haiyore! Nyaruko-san W
Link do MALa

Kolejny drugi sezon. W porównaniu do pierwszego zmieniło się tutaj naprawdę niewiele. Można rzecz, że to bezpośrednia kontynuacja. Jeśli ktoś kochał prequel, pokocha i to. Oczywiście zależność odwrotna również nastąpi. I może parę słów dla nowych w tym dziale. Seria to haremowa parodio/komedia z wątkiem fantastycznym, chaosem wylewającym się z ekranu i odrobiną fanserwisu. Zastanówcie się, czy wam to odpowiada, zanim sięgniecie po Nyaruko. Dosyć powtarzania się. Lecimy z kolejną serią.

Suisei no Gargantia
Link do MALa

Wiecie, jakie to uczucie, gdy widziecie serię, i mimo faktu, że się wam podoba, macie pewność, że ocenicie ją nisko? Gargantia to twór skazany na porażkę. Pewne pomysły po prostu muszą zostać potraktowane poważnie, a nie na siłę wciskać widzowi miłość, prawość i równość. To ulubione hasła wielu, jednak bad end czasami działa o wiele lepiej. Prawdę powiedziawszy, najmocniej na moich emocjach odbijają się historie ze złymi zakończeniami. Pewnie laik nieobeznany z Gargantią nie zrozumie tego wstępu, dlatego czas co nieco opowiedzieć. Anime to seria z mechami w kosmosie. Lecz to szybko zostaje weryfikowane. Młody żołnierz, genetycznie zmodyfikowany i wyszkolony do walki, odłącza się od floty i przez przypadek zostaje zassany przez portal w jakieś nieznane mu miejsce. Jest to wodna planeta, gdzie ludzie dryfują w wielkich łodziach i sobie żyją z połowu ryb i poszukiwania skarbów. Oni także używają mechów, lecz takich dosyć prymitywnych. Jego jeden jest w stanie zniszczyć ich wszystkich w przeciągu krótkiej chwili. Zapomniałem dodać, że maszyna ma swoją SI, która pozwala bohaterowi przeskoczyć barierę językową i wykonuje skomplikowane obliczenia. Tak dochodzi do starcia kultur i zwyczajów ludzi z ultranowoczesnej cywilizacji i społeczności zbieraczy. Początek jest wyśmienity. Zabawny i przemyślany. Ja polubiłem młodego żołnierza, jednak w głębi serca przeczuwałem, że jak na serię o takim kalibrze, jest za wielkim zabijaką, dodatkowo bez uczuć. Zostanie ugrzeczniony. Tak się niestety dzieje. Mamy parę zwrotów akcji, lecz ostatecznie wszystko zmierza do happy endu. Jakżeby mogło być inaczej. Ktoś po prostu nie miał jaj, żeby to zrobić po chłopsku. Nie kombinować, dać rozwałkę i masę frajdy. Anime to nie książeczka dla dzieci, tutaj nie trzeba nikomu mydlić oczu. Ludzie nie muszą się miłować ani bronić sprawiedliwości za wszelką cenę. To fikcja i do tego szyta grubymi nićmi. Nikt się nie pogniewa o odrobinę szaleństwa. Cóż mogę jeszcze dodać... Seria interesująca z początku. Można ją obejrzeć bez myślenia. Szkoda, że nie postanowili odejść od schematyczności. Zmarnowany potencjał.

Ps. Chamber żyje!

Dansai Bunri no Crime Edge
Link do MALa

Anime z reguły można podzielić na trzy rodzaje: nieśmieszne, głupie i nudne (tak, wiem, hejterski podział, lecz jest w nim logika, gdyby ktoś chciał, to mogę bardziej przybliżyć). W tym przypadku mamy do czynienia z głupim. Co to oznacza? Magiczne moce, brak realizmu i płyciutki humor. Ktoś powie, że kolejny gniot na horyzoncie. Prawda, ale częściowo. Nie wiem, może oglądanie bajek przez lata mnie rozmiękczyło, a może znalazłem igłę w stogu siana. Niemniej, trafiłem na swój typ. Kreska jest ohydna, fabuła głupia, postacie irytujące, akcja mozolna, nawet dłużyzny nam zaoferowano (seria ma 13 odcinków!) i przewidywana do bólu. Więc co mi się podobało? Otoczka. A w zasadzie lekko zryty główny bohater. Już z pierwszych minut da się wywnioskować, że ma nasrane pod kopułą. Po prostu lubię takie postacie i kropka. Po drugie mamy walki. Wszystko jest proste jak budowa cepa. Zapoznanie, starcie, chwila luzu, pojawienie się silniejszego przeciwnika, zwrot akcji, level up, wygrana, chwila luzu, silniejszy przeciwnik itd. O dziwo pojawia się śmierć postaci i nikt nie lamentuje przez pół odcinka z tego powodu. Wracając do otoczki. Głowni bohaterowie to potomkowie morderców różnej maści. To bardzo mi się spodobało. Walczą ze sobą broniami przodków, którymi ci odbierali żywoty swoim ofiarom. Oczywiście z czasem żądze mordu przesłaniają naszym bohaterom zdrowy rozsądek i ci trochę się zatracają. To też fajne. Dlatego jest krew, walki na śmierć i życie oraz w porywach masakrowanie zwłok. Jak się domyśleć można, cenzura pełną gębą. Z rzeczy, które mnie zniesmaczyły, to na siłę wciśnięty fanserwis i do tego z loli (to wina pierwowzoru a nie stricte anime). Co tu dużo pisać. Jeśli nie zachęcił was ten opis, to już nic wasz nie zachęci. Od razu ostrzegam, że seria jest średnia. Brakuje jej do innych produkcji. Tematyka mi podpasowała, ale tak niekiedy mam, że niekiedy coś niszowego zaspokoi moje dzikie żądze. W sumie nie ma się czym chwalić.

Ps. Zakończenie otwarte. Możliwa kontynuacja.

Chihayafuru 2
Link do MALa

Pobieżnie sobie sprawdziłem i najwidoczniej nie pisałem wcześniej o pierwszym sezonie. To trochę skomplikuje proces. Powód jest prozaiczny, bardzo nie chce mi się pisać o tej serii. Jest wyśmienita, ale po prostu nie ma tutaj za wiele do dodania. No to skrótowo. Seria sportowa ze wszystkimi tego wadami i zaletami. Dużo emocji, starcia z silnymi przeciwnikami, dosyć ciekawie przedstawienie mimo nietypowej gry jaką jest karuta. Niestety ciekawej fabuły brak no i łatwo może zanudzić niewtajemniczonych. Drugi sezon jest bezpośrednią kontynuacją pierwszego. Poznajemy więc nowych bohaterów, starzy stają się "silniejsi", na horyzoncie pojawiają się nowi wrogowie. Nic tylko siadać do monitora i oglądać. Seria głównie urzekła mnie dosyć ciekawymi relacjami między postaciami i kreską. Może przywodzić na myśl coś dla dziewczyn (czyt. shoujo), ale z czasem tego nie dostrzegamy. Ciężko coś więcej tutaj napisać, nie zagłębiając się w historię. No może jeszcze, co to jest karuta. Gracze rozstawiają sobie takie specjalne karty z japońskimi wierszami na podłodze i muszą mniej więcej zapamiętać ich pozycję. Gdy są gotowi, recytator/śpiewak/mówca czyta te wiersze w losowej kolejności. Zadaniem graczy jest je zebrać szybciej do przeciwnika. Coś w ten deseń. Oczywiście w miarę czasu wszystko się komplikuje. Poznajemy różne taktyki, różne style, ustawienia kart itd. Co by nie mówić, Chihayafuru jest standardową do bólu serią sportową. Dla mnie to oczywiście nie jest wada, bo uwielbiam w anime tę pogoń za coraz wspanialszymi umiejętnościami, tak zwany level up. Bawiłem się świetnie i już nie mogę się doczekać kolejnego sezonu. Polecam fanom sportówek i oraz osobom spoza kręgu, gdyż możecie tutaj znaleźć coś dla siebie. Kto wie, może to anime otworzy wam oczy na nowe horyzonty.

Hayate no Gotoku! Cuties
Link do MALa

No i kolejny sequel. Już na łamach tego kącika przedstawiałem jedną z serii Hayate no Gotoku, więc nie chciałbym się powtarzać, ale chyba musieć będę. Ta seria to komedia z elementami parodii, przygody i haremu. Plot. Rodzicie zostawiają synowi monstrualny dług do zapłacenia. Tak się składa, że pewna bogata panienka jest w stanie mu go zamrozić na jakiś czas, jeśli będzie u niej pracował jako lokaj. No i ta fabuła nie zmieniła się od samego początku. Z racji że jest przystojny, silny, uczciwy, miły, to zdobywa serca każdej napotkanej bohaterki i harem ten rozrasta się do niebotycznych rozmiarów. Ale nie bójcie się, ich relacje stoją w miejscu. Chodzi jedynie o różne gagi i zabawne sytuacje. Co się zmieniło w porównaniu do wcześniejszego sezonu? Za wiele wam nie powiem, bo fanem serii nie jestem. Ja zauważyłem tylko tyle, że we wcześniejszej odsłonie była jakaś tam historia, która przewijała się przez 12 odcinków. Tutaj zaś dopiero na samym końcu coś tam mamy. Reszta to epizodyczna papka. Seria wyłącznie dla fanów Hayate no Gotoku. Jeśli chcecie się wkręcić w to uniwersum, obejrzyjcie od początku, bo z tego kompletnie nic nie wyniesiecie.

Hataraku Maou-sama!
Link do MALa

Ciężko było mi z początku sklasyfikować tę serię. Spodziewałem się kompletnie czegoś innego. Miał być głupawy harem, lecz dwóch bohaterów już na wstępie nie pasowało do schematu, bo powinien być jeden. Po obejrzeniu mogę powiedzieć tyle, że seria oglądała się nieźle. Nie był to epizodyczny chłam, lecz w miarę "logiczna" historia, która trwała przez 13 odcinków. Kreska była zjadliwa, bez rewelacji, w stronę przeciętności. Trochę zalatywała Code Geass. Głosy spoko. No może oprócz heroski, której od czasów Kejona mam po dziurkę/i w nosie/dupie. Fabuła ogólnie jest głupia i mało odkrywcza, ale ma swoje przebłyski. Brakowało mi tutaj gorętszego romansu, czy czegoś, co podgrzałoby atmosferę. Męskie postacie mają zerową chętkę na kobiety, co moim zdaniem było ciekawym zabiegiem. Jak już napisałem, nie jest to harem, więc i priorytety postaci są inne – tym razem zbieranie pieniędzy. Chodzi o to, że wielki i zły szatan przeniósł się do naszego świata, by odzyskać siły i na nowo podbić swoją rodzimą krainę. Jakie jest jego zdziwienie, gdy tutaj wyssało z niego całą moc i musi żyć jak człowiek. Tak to się zaczyna. Szatan sobie dorabia powolutku. Może kogoś zastanawia, co w tym takiego ciekawego. Największą zaletą tej produkcji są relacje miedzy postaciami. Ja niestety jestem uczulony na pewne charaktery, ale nawet mimo tego zobaczyłem tutaj potencjał. Niezłe są także wstawki komediowe. Walki także oblecą. Chociaż głównie jest tak, że nasz szatan rozwala każdego w parę chwil. Seria ma bardzo wysoką średnią, co także jest dla mnie zagadką. Polecam ludziom ciekawym. Lecz najlepiej samemu wypróbować, by ocenić. A nóż wam podpasuje.

Ps. Anime powinno dostać pieczęć "Bodziuch Approved". Powiem jedno, dziwne gusta mają te trolle.

Devil Survivor 2 The Animation
Link do MALa

Już sam tytuł zdawał mi się dziwny i lekko przygłupi. Niestety anime było niewiele lepsze jeśli w ogóle. Słuchajcie tego. Dwóch chłopaków ginie podczas wypadku w metrze i odradza się do walki z potworami. Normalnie jak GantZ. Tam przynajmniej był dosyć intensywny klimat. Tutaj dostaliśmy głupawą sieczkę z przyzywaniem służalczych demonów z telefonów komórkowych. Oczywiście pluje się nam w twarz moralizującą gadką i innymi bredniami. Przynajmniej ludzie giną jak przystało na apokalipsę. No w GantZie też ginęli. Czy jest coś ciekawego w tym anime? Na siłę da się wywlec na wierzch jakieś szczątki elementu przetrwania – czyli tytułowy survival. No może ktoś polubi postacie i relacje między nimi. Sama walka wygląda nawet efektownie, jak się w nią odpowiednio wczuć. Kreska niestety tylko poprawna. Muzyka obleci. Nie przedłużam już. O serię można zahaczyć jako o ciekawostkę. Nie prezentuje sobą niczego innowacyjnego ani ciekawego. Przynajmniej w moim odczuciu. Jeśli lubisz małolatów walczących z dziwnymi stworami za pomocą "pokemonów" przyzywanych z telefonów przy ścielącym się gęsto trupie z apokalipsą w tle i filozofowaniem – to jest to seria dla ciebie. Reszcie odradzam.

Ore no Imouto ga Konnani Kawaii Wake ga Nai.
Link do MALa

Wiecie, jakie to uczucie, tłumaczyć serię i nie móc wyrzucić z siebie opinii na jej temat przez kwartał? To coś złego. Niestety, zostałem do tego zmuszony. Obiecywałem sobie, że na łamach mojego kącika wyżalę się na maksa. Niestety przez ten czas emocje opadły. Teraz zwyczajnie mi się nie chce. Dlatego będzie krótko i zwięźle. OreImo 2 zaczyna się tak, jak kończy się seria OVA "True Route". Nasz głupkowaty główny bohater dalej daje się wykorzystywać przeróżnym bohaterkom do ich niecnych celów. Co ma na to poradzić, w końcu został tak nakreślony. Tutaj oczywiście można poruszyć temat idealnego, dobrodusznego głównego bohatera w seriach haremowych, jednak czasu na to nie ma. Chłopczyna ma swoje momenty dobre, lecz stanowczo za dużo złych (czyt. naiwnych). Nie posiada kolegów ani też prawdziwych przyjaciół. Za to lepi się do niego tuzin dziwaczek. Nie jest to takie dobre, jak może się wydawać na początku. Ojoj, trochę się zagalopowałem fabularnie. Na początku praktycznie nie ma nikogo. Po prostu pomaga siostrze. Co ciekawe, ich relacje są czasami bardzo normlane. Żartują sobie i dokazują, jak to powinno robić normalne rodzeństwo. Zero w tym podtekstów seksualnych i jakichś sztucznych rumieńców. Te momenty wspominam bardzo dobrze. Niestety to tylko stan chwilowy. Mimo swojej totalnej naiwności i głupoty gościu nawet zdobywa dziewczynę. Mniejsza, że z taką wstyd się pokazać gdziekolwiek, ale co jego, to ma. No ale jakby tak mogło być, że w haremówce bohater ma dziewczynę. Zaraz jakieś nie wiadomo co spada z nieba i wszystko psuje. Potem znowu wstawki komediowe i przeróżne gagi. Co prawda, da się niekiedy pośmiać, lecz przynajmniej ja oczekiwałem do serii dobrego wątku miłosnego. Mamy też momenty poważne, lecz te w 90% dotyczą siostry i rozwiązywania jej problemów. Fuck me, ile moszna. No ale tytuł zobowiązuje, więc skupmy się na siostrze. Należy ona do najbardziej irytującego typu postaci evar. No pewnie, rodziny się nie wybiera, ale przydałaby się jej lekcja od brata, jak się powinno odnosić do starszego rodzeństwa. Przyznaję, że w drugim sezonie jest trochę lepiej, ale jej zazdrość wobec adoratorek brata jest nadzwyczaj nieodpowiednia. A gdy już oficjalnie ogłasza swoje stanowisko, to prawie puszczają mi nerwy. Dodatkowo zabolało, że z jej bratem było podobnie. Wtedy byłem pewien, że oboje siebie warci. Olejmy głupie rodzeństwo i resztę absurdów. Ogólnie seria nie jest zła. Bohaterowie się zmieniają (character development), a ich relacje są dosyć interesujące. Pojawiają się ciekawe wątki. Nie wszystko jest epizodyczne. Gdzieś pod grubą warstwą japońskiej tandety kryje się odrobina surrealistycznego piękna. Tłumacząc to cały kwartał, dostrzegłem tę drobinkę. To jednak niczego nie zmienia. Seria to średniak z bardzo japońskimi kiczowatymi elementami. Zakończenie jest bardzo... jakby to ująć... broniące głupkowatej siostry. Na moją ocenę nie wpłynął ten ostatni odcinek. Może trochę ją polubiłem, to wszystko. Zaznaczam także, że to nie jest definitywny koniec. Jeszcze 3 OVA. W Internecie już huczy od hejtu, bo książka się skończyła. Dlaczego hejtu? No bo bohaterek było za wiele, a gusta różne. Można było zrobić zakończenie otwarte, ale autor chciał końca definitywnego. Ja go znam, ale nie wyjawię. Może podświadomie wpłynął na moją ocenę, tego też nie wiem. Czas kończyć, moi drodzy. W pewnych kręgach to anime jest już kultowe. Jeśli chcecie go spróbować, zapraszam. Najpierw sezon pierwszy, rzecz jasna. Reszta niech sobie oszczędzi zachodu. Jednak się rozpisałem, huehue.

Yahari Ore no Seishun Love Comedy wa Machigatteiru.
Link do MALa

O jakże zwodny tytuł anime temu nadali. A ja nie sprawdzałżem po tagach, dlategoż nieporozumienie wdarło się w przewidywania me. Nie jest to romans, komedia też niemrawa, bardziej takowy slice of life się przed oczami mieni. Wszakże o odludkach i emocjonalnych niedorozwojach ta seria jest. Tyle gwoli wstępu. Lubię bohaterów nietypowych, cynicznych, dziwnych, może lekko upośledzonych, lecz jednocześnie interesujących i nie przesadnie słabych. Niestety Japończycy uwielbiają nas zalewać bardzo wyrazistymi kobietami, facetami bardzo rzadko. Nasz hero zwykle pada ofiarą ich wpływów i musi się podporządkować. Jeszcze nie spotkałem takiego chłopaka, który by się przeciwstawił tej nadchodzącej fali feministek. W najlepszym wypadku możemy liczyć, że będzie posiadał ciekawszy charakter od innych. Więc co sobą prezentuje male lead w tym anime? Brakowało mi takiej postaci, przyznaję się bez bicia. Choć ma wiele bolesnych wspomnień z przeszłości, gdy chciał być jeszcze normalny, teraz jest kompletnie wyalienowany i pełny goryczy. Antysocjalny. Na samym początku jest trochę poniżany i to mi się nie podobało. Lecz z czasem się rozkręca. Większość ludzi preferuje pozytywne postacie. Bo co by nie mówić, jest bardziej negatywny. Może gdzieś w głębi kryje się w nim dobro, ale swoim zachowaniem temu zaprzecza. Prawie nikt go nie lubi. Wróg publiczny. Do końca serii nie odchodzi od swoich ideałów. To bardzo mi się podobało. Teoretycznie by go zbalansować powinno się dać jakąś piękną i miłą bohaterkę. Nic bardzie mylnego. Autor idzie za ciosem i rzuca nas na głęboką wodę. Kolejna antysocjalna postać. Tym razem zimna piękność kalkulująca wszystko niczym cyborg. Szkoda tylko, że choć ich opinie są bardzo do siebie podobne, to on zawsze wychodzi na tego złego. No ale cóż, taka rola mu przypadła. Mamy jeszcze trzecią postać. Tutaj już nie ma przesady. To miła i lekko przygłupia dziewczyna. Nie wprowadza balansu w grupie, bo jest za słaba, ale dodaje pikanterii w niektórych momentach. Poznajemy jeszcze inne postacie, ale to nieważne. Głównie spędzimy czas z tą trójką. Tak to wygląda, dwóje cyników z bardzo bezpośrednimi uwagami i nieśmiała naiwniaczka. Poruszane przez nich sprawy wcale nie są takie lekkie i przyjemne, jak mogłoby się wydawać. Jak wspomniałem, to nie komedia ani romans. To codzienne życie odludków i ich starania. Czy chcą się zmienić na lepsze (czyt. zdobyć przyjaciół)? Tego nie wiem. Po 13 odcinkach lekko zmiękli, ale dalej miło się ich słuchało. Po prostu mam słabość do negatywnych postaci. Komu polecę? Jeśli przeczytałeś i masz chęci, to spróbuj. Jeśli nie, to nie. Mnie się spodobało, tobie nie musi. Czekam na kontynuację.

Ps. Podobno autor napisał historię po przeczytaniu Boku wa Tomodachi ga Sukunai. To czuć, lecz moim zdaniem to jest dużo lepsze.

Kakumeiki Valvrave
Link do MALa

Ta seria to ostre deja vu. Wielki budżet, masa znanych seiyuu, mechy, "ambitna" fabuła. To samo było z Guilty Crownem. Jeśli napakuje się za dużo, to wszystko staje się po prostu śmieszne. Tak jest tutaj. Rozumiem czerpanie pomysłów od najlepszych, ale aż tyle? W tej serii nie ma praktycznie niczego innowacyjnego i dodatkowo powagę zastąpiono idiotyzmami. Banda dzieciaków walczy ze złymi najeźdźcami w świecących mechach? Dzieciaki bawiący się w państwo? Jakieś tajemne moce? Jebiące wampiry? Te pytania podsumowują serię. Od razu wspominam, że sequel w drodze. W całej serii była jedna rzecz, która mi się podobała. W zasadzie to była to osoba. Wyszkolony zabójca, który przez przypadek staje po stronie dobrych. Jest tak zajebisty we wszystkim, że aż zacząłem mu kibicować. Oprócz niego nie ma tutaj naprawdę nic. Wszystko jest powtarzalne, przewidywalne i idiotyczne. Niestety, mam wrażenie, że w Japonii to się sprzeda. Niestety. Komu polecam? Sam nie wiem, jakimś desperatom z chwilą wolnego czasu. To nie znaczy, że komuś Valvrave nie może się spodobać. Bardziej doświadczeni animefani po prostu go nie docenią. Twórcy dalej próbują, ale już nikomu nie uda się powtórzyć sukcesu Code Geass. Po prostu jeszcze tego jeszcze nie wiedzą.

Sparrow's Hotel
Link do MALa

Króciutka seria o cycatej pracowniczce tytułowego hotelu. Nie byłoby w niej nic dziwnego, oprócz tego, że jest wojownikiem nindża. Jesteśmy świadkami króciutkich gagów z jej udziałem, do który czasami przyłączają się inne postacie. Ignorowany przez wszystkich student, karłowata szefowa z kompleksami, właściciel będący jednoczesnej starszym bratem szefowej oraz trochę nijaka dziewczyna od inspekcji (chyba...). Jeśli lubisz bardzo prosty humor, to sięgnij.

Aiura
Link do MALa

Bardzo króciutka seria o tym, co Japończycy lubią najbardziej. Licealistkach robiących głupie i bezsensowne rzeczy. Po openingu myślałem, że będzie coś wspólnego z krabami, ale to tylko taka zmyła. Bardzo prosty humor i przegadywanki między postaciami. A tych są trzy. Mała miła, duża wyluzowana i średnia głupia. Oczywiście ta głupia skupia na sobie większą szczęść uwagi, przez co musimy wysłuchiwać jej debilizmów. Seria jest bez polotu i większego sensu. Nie śmieszy, brak w niej puenty... Wybaczcie, mamy przyjaźń. Tym akcentem kończę. Polecam wszystkim zainteresowanym po przeczytaniu tej notki.

Yuyushiki
Link do MALa

Siostrzana seria do poprzedniej na liście, tyle że o standardowej długości. Tak to już jest, że w każdym sezonie trafi się parę takich kwiatków. Serie o niczym z dziewczynkami na pierwszym planie. Tutaj jednak muszę przyznać, że autor przeszedł samego siebie. Dawno nie wiedziałem równie debilnych (moe) żartów. Na usta aż się cisnęło "ale kupa" (moe), słysząc co poniektóre. Dawno nie czułem zażenowania poziomem rozwoju umysłowego bohaterów, oglądając anime. Z ręką na sercu, odwracałem wzrok, bo nie dzierżyłem tego, co działo się na ekranie. Trawię dział hard ze sadistica (www.sadistic.pl - polecam), a tutaj mnie rozłożyły na łopatki dziewczynki specjalnej troski. No ładnie. Jak ja teraz będę patrzył na swoje odbicie w lustrze... No trudno. W anime rozróżniamy trzy główne bohaterki. Upośledzoną nieśmiałą, głupią szaloną i normalną bez poważnych schorzeń umysłowych. Potem mamy jeszcze inne dziewczynki i kobiety, ale te grają trzecie skrzypce. A właśnie. Zauważyłem, że w seriach tego typu (moe-sroe) jedna z bohaterek musi mieć nadpobudliwość umysłowo-ruchową, żeby nadać serii trochę akcji i nieprzewidywalności, inaczej japoński widz nie kupiłby BD. Nie wiem, czy jest jakiś sens pisać dalej. Wiecie, czego się spodziewać, no to sru na torrenta i ściągać. A jak nie chcecie, to nie. No może przez was jakiś kotek umrze gdzieś na świecie...

Hentai Ouji to Warawanai Neko.
Link do MALa

Po serii spodziewałem się banalnego humoru i masy fanserwisu. Jakie było moje zdziwienie, gdy ktoś do tego dorzucił jeszcze fabułę. Oczywiście najwyższych lotów to ona nie jest, ale kilka wątków dało się oglądać bez zażenowania. Mamy oczywiście do czynienia z magią, bo ta w takich niby-romansach pasuje jak ulał. A co z bohaterkami? Bo to niby oś tego typu serii. Ja się doliczyłem trzech głównych, choć oficjalne źródła podają cztery. W tym materiale anime, których dotychczas nam zaprezentowano, wcale tego nie widać. Więc pozostanę przy swoim. Dziewczyny ciężko mi ocenić, gdyż się zmieniają na przestrzeni odcinków. Nie są kompletnie schematyczne, jednak i niczego szczególnie nie wnoszą od siebie. To taki lekki miszmasz różnych styli. Nasz protagonista to taki zbereźnik o dobrym sercu, dlatego zaskarbia sobie serca dziewuszek. Co ciekawe, te zauroczenia są w jakiś tam pseudo-logiczny sposób wytłumaczone. Nie mamy magicznej strzały amora i tego typu bzdetów. Jak napisałem wcześniej, humor dosyć prymitywny. W miarę zbalansowane śmieszne sytuacje ze śmiesznymi tekstami (czyt. zbereźne). Wszystko to jest średnie i w miarę strawne. Za to bardzo nie podobała mi się kreska. Zbyt kolorowa i odmładzająca. Wszystkie postacie wyglądają, jakby chodziły do podstawówki. Na pewno Japończycy lubią takie rzeczy, lecz ja niekoniecznie. Oglądało się całość w miarę dobrze do połowy. Potem zacząłem się męczyć. Widocznie niektóre historie mi pasowały, a niektóre nie. Czy seria warta polecenia? Ciężkie pytanie. W tym sezonie uplasuje się gdzieś pośrodku. Reasumując. Komedia fanserwisowa ze znośną fabułą i lekkim romansem. Czasami na wierzch wychodzi nawet dramat, co jest miłe. Jeśli ktoś lubi lekko zboczonego głównego bohatera i klejące się do niego dziewczyny, to będzie to seria dla niego. Powtarzam. Średniak, lecz da się oglądać. Niestety, 12 odcinków na jeden raz sprawiło mi trochę problemów. Ciekawe, czemu?

Photokano
Link do MALa

Photokano... Photo Kano... Photo Kanojo... Aaa! Dziewczyna ze zdjęcia. Jak sobie zerkniecie na obrazek z tego anime na jakimś serwisie zauważycie niebezpiecznie dużą ilość dziewczyn. Co to oznacza? Harem? Romans? Choć tworowi temu bliżej ku drugiemu wymienionemu przeze mnie gatunkowi, śmiem stwierdzić, że prawda leży gdzie indziej. Photokano to duchowy spadkobierca Amagami SS. Już czaicie? Dalej nie? Więc pytanie. Jak sprawdzić, żeby w anime było siedem bohaterek, ale nie zrobić z tego haremu? No w Visual Novelu łatwo, bo mamy wybory. A tu? Autorzy sami je za nas podejmują, przez co seria restartuje się co chwila. Ale to za chwilę. Ja nie miałem pojęcia, w co się pakuję, więc oglądam zaabsorbowany. Wszystko zaczynało się jak rasowy romans. Chłopak dostaje aparat od ojca i zaczyna nową ścieżkę życia szkolnego. Robi focie. Dzięki temu poznaje masę dziewczyn. Żyć nie umierać. No i tak sobie fabuła biegnie. Powoli zauważam, że wszystko dzieje się jakoś za szybko. Akcja skacze z miejsca na miejsce. I nagle bum. W połowie serii bohater wyznaje miłość jednej z dziewczyn. No spoko. Czyli poznamy dalsze perypetie pary, jak już się zeszli ze sobą? Nie. Restart serii. Prosta matematyka. 7 dziewczyn, seria 13 odcinków. Wprowadzenie 6 odcinków i potem od siódmego do końca zmienia się główna bohaterka. Romansu w tym tyle, co kot napłakał. Co więc pozostaje? Jedna rzecz, moi drodzy. Anime jest wprost przesycone fanserwisem, bo chyba nie myślicie, że nasz bohater robi zdjęcia kwiatków. O dziwo bohaterki chętnie proponują mu sesje zdjęciowe na osobności. To składa się na całą masę różnych ujęć "spod dupy" bądź też "znad cycka". Nie żartuję, Bóg mi świadkiem, dawno tyle fanserwisu nie wiedziałem. I na dodatek nie typowego, tylko takiego bardziej artystycznego. Werdykt. Jesteś napalonym dewiantem, oglądaj bez skrępowania. A jeśli poszukujesz emocjonalnych uniesień, znajdź sobie coś innego, bo Photokano nie jest dla ciebie.

Zettai Bouei Leviathan
Link do MALa

Nieważne, jaka jest fabuła, byle po ekranie biegały loli z różnymi mocami. Tę filozofię wyznają twórcy tej serii. Mamy magiczna krainę, elfopodobną rasę niby-smoków, tajemniczych najeźdźców, głupie wróżki i trzy dziewuszki. Co może pójść źle? Wszystko jak na ironię (phi). Mogę jedynie przewidywać, że seria jest skierowana do dzieciaków, którzy lubią się gapić na walczące bohaterki. Innego wytłumaczenia nie widzę. Wszystko jest tutaj głupie i jednocześnie bardzo lekkie. Tak, żeby łyknął to naiwny widz. Odrobina humoru gdzieniegdzie. To seria przygodowa. Nasze dziewczynki przebijają się przez coraz to większe fale bestii i przy okazji robią różne bzdety. I tak do samego końca serii. Nie ma tutaj zbytniej filozofii. Widz o większych wymaganiach nie ogarnie tego i usunie po paru odcinkach. To może jest zaleta tej serii. Jest lekka i niewymagająca. Jeśli lubicie takie dziecięce przygody po magicznej krainie, to obejrzyjcie. Ja osobiście odradzam.

Namiuchigiwa no Muromi-san
Link do MALa

Szalona seria o syrenkach i innych mitycznych stworzeniach z całego globu. Chłopak łowi sobie spokojnie ryby, gdy nagle czuje silny napór na żyłkę. Ciągnie z całych sił i jego oczom ukazuje się syrenka. Gadatliwa i dosyć irytująca syrenka. Z czasem dowiaduje się o niej wiele rzeczy. Potem poznaje jej koleżanki i wiele innych dziwacznych bestii. Humor jest bardzo prosty. Nie olśniewa wyszukanym stylem i bogatymi nawiązaniami. To po prostu ma bawić. Czy tak się dzieje? To zależy do widza. Jeden uzna za genialne, drugi sponiewiera. Tak to już jest. Dlategoż nie mam nic więcej do dodania w tej sprawie. Najlepiej się przekonać samemu i obejrzeć. W najgorszym wypadku porzucicie.

PS. Ciekawostka. Głos chłopakowi podkłada ten sam seiyuu co w Seto no Hanayome. Ach, ci Japończycy, żerują na uczuciach fanów tamtego tytułu.

Arata Kangatari
Link do MALa

Ostatni tytuł poprzedniego sezonu, który oglądałem. Szkoda, że stawka została zamknięta takim osobliwym tworem. Schemat oklepany do znudzenia. Dwa równoległe światy istniejące niezależnie od siebie. W jakiś przedziwny sposób pewien młodzian dostaje się do magicznej krainy i musi walczyć o przeżycie. Los chciał, że nieudacznik okazuje się wybrańcem i zyskuje moc. Wszystko w normie. Jedyny ciekawy element, który rzucił mi się w oczy, to fakt, że młodzian zamienił się z miejscowym i ten teraz żyje sobie w znanym nam świecie ludzi. Gdy na początku przedstawiani nam są bohaterowie od razu bardziej polubiłem tamtego z magicznego świata. Niestety autorzy zrobili mi na przekór i poświecili 90% czasu niedorajdzie. No niby intrygi w świcie fantasy są ciekawsze niż jajcarskie sytuacje, jakie mógł przeżywać ten drugi bohater w naszym świcie. No i tylko ciągle walczą. Dobiło mnie, gdy wydarzył się kolejny cud i do magicznej krainy trafił oprawca naszego chłoptasia i też posiadł moce. No w sumie w openingu była scena, która mogła to zasugerować, ale jakoś o tym nie pomyślałem. Powstrzymując się przed falą hejtu, kończę tę notkę. Seria bardzo średnia łamana na słaba. Jeśli lubisz takie klimaty, to spróbuj.


Uff, to byłby koniec. Miały być perełki, wyszło niemrawo. Nawet bardzo niemrawo. Czuję się oszukany w pewnym sensie. Nie pozostaje mi nic innego, jak poczekać kwartał na nowy sezon. A właśnie, zrobiłem pewien eksperyment. Zwykle oglądałem z każdej serii po pierwszym odcinku, żeby się rozeznać i czekałem na seans reszty, aż wyjdą w całości. Tym razem sequele albo adaptacje czytanych przeze mnie mang oglądałem na bieżąco, a resztę serii dopiero jak wyjdą w całości. Co zauważyłem? Że oglądanie na bieżąco wcale nie spowodowało, że oceniam serie wyżej. Nawet zaniżałem oceny. A reszta serii oglądana przeze mnie w ciemno sprawiła mi wiele trudności. Wcześniej mogłem sobie podzielić, że gdy mam gorszy dzień, to biorę się za coś ciekawszego. Teraz o wszystkim decydował ślepy los. Nie było to przyjemne, ale postaram się powtórzyć ten eksperyment. Może to wina słabego sezonu. Kto wie. Do zobaczenia za kwartał. Życzcie mi sił na kolejny rok oglądania bajek!

Komentarze

#1 | Urizithar dnia lipiec 23 2013 13:30:41
No to w tym sezonie poza docenieniem Jojo (którego nikt ze znajomych chyba nie oglądał) niczym się nie wychylasz przed opinię publiczną mojego otoczenia. ;p

Aha, Hentai Ouji nie miało żadnej fabuł, wmawiałeś to sobie, to był zlepek przypadkowych pomysłów podany w moe oprawie.
#2 | darthdragon dnia lipiec 23 2013 15:51:06
Heh, może tak być, ale...!
Gdyby przez całą serię rzucali życzeniami do tego kamiennego kota i byłby to tylko pretekst do wygłupów i fanserwisu, miałbyś całkowitą rację. Jednak mieliśmy pewien development, gdzie postacie lekko się rozwinęły charakterami. Nawet historia kamiennego kota poszła dalej i odkrywaliśmy jakieś tam nieuanse z życia bohaterów (kto go stworzył, lekka drama, rodzinna tajemnica itp.). Już nie chce mi się czytać, jak to ująłem w notce, ale uważam, że fabuła jest szczątkowa, lecz wyczuwalna. Jak zapach chmielu w piwach za 4 zł. Nie wmówisz mi, że to zwykły koncerniak, gdzie chmielu nie ma w ogóle.

A opinia publiczna też chwaliła Dansai Bunri no Crime Edge?
Publiczna opinia jechała po Hataraku Maou-sama?

Bo jak tak, to rzeczywiście słabo mi to wyszło. Ale z drugiej strony starałem się pisać trochę bardziej obiektywnie.

Zapamiętam, żeby następnym razem nie skąpić hejtu.
#3 | Urizithar dnia lipiec 23 2013 17:10:24
To zależy co nazywasz fabułą. Jakaś zawsze musi być i jak dla mnie taka szczątkowa tylko tutaj była. Te wszystkie tajemnice, dramy, przemiany były takie na siłę, a całość się zupełnie nie kleiła. Tutaj ten cały twój chmiel to chemia, nie ma w tym nic naturalnego. ;p Nie mnie jednak oglądało mi się to całkiem fajnie, to jak z fast foodami, smakuje, ale jak zerkniesz na skład... rany, ale badziew.

Nie zauważyłem, żebyś jakoś szczególnie wychwalał Crime Edge i nie odczuwałem też u ciebie w opisie przesadnego hejtu Hataraku. Bardziej wymieniałeś mocne i słabe strony obu tytułów. Nie wiem czy taki był twój zamiar, ale pierwsze oddałeś jako "raczej słabe, ale ma parę zdecydowanych plusów", a drugie jako "ok, ale nie wiem czym się niektórzy aż tak zachwycają".

Aha, przez "moje otoczenie" nie miałem na myśli shindena jako takiego (mam gdzieś zdanie randomów, którzy tam wpadają powychwalać jakieś SsAłO czy inne Tytany), ale znajomych którzy oglądają już trochę dłużej i mają jakiś wyrobiony gust. Nie zawsze nazwałbym je ambitnymi, ale na ich podstawie mogę w sumie ocenić serię i naprawdę rzadko się tan wstępny pogląd rozmija z moim odbiorem anime.

Jednak strasznie badziewna ta wiosna była. Ciekawe co z latem i jesienią, bo zapowiadają się lepiej.
#4 | darthdragon dnia lipiec 23 2013 20:12:51
No ok, niech będzie stary chmiel, bo sztucznie nie da się zapachów chmielowych w piwie zrobić. Wolę już taką fabułę niźli żadną. A czy to była faktycznie fabuła, czy popierducha, to już sprawa indywidualna.

To znowu wina tego, że nie chciałem zbytnio hejcić i hajpować.
Hataraku Maou-sama to u mnie 4,6/10, a Dansai Bunri no Crime Edge powiedzmy 6,8, czyli przyzwoicie jak na moje standardy.

A ten sezon to sam nie wiem. Na pewno ośmielę się bez uprzedzeń i na bogato wyrazić swoją opinię o Free, bo to w końcu najbardziej piętnowana seria tego kwartału. Ciekawi mnie też zakończenie SnK. Reszty nie oglądałem.

Dodaj komentarz

Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.

Oceny

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?
Wygenerowano w sekund: 0.10
957,992 unikalne wizyty