Nawigacja

Kanał IRC

Serwer: irc.rizon.net
Kanał: #rtt
Zalecane kodowanie: UTF-8
irc://irc.rizon.net/#rtt

Aktualnie online

Gości online: 1

Użytkowników online: 0

Łącznie użytkowników: 305
Najnowszy użytkownik: HejkaTuKredka

Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło

Shoutbox

Musisz zalogować się, aby móc dodać wiadomość.

06-02-2019 20:25
Raczej nie, chyba że uda mi się jeszcze ten jeden ostatni raz obudzić w sobie siódmy zmysł.

01-02-2019 08:38
Ło panie ta strona to jeszcze żyje??? Wiem, ze mieliście MEGA error, ale mam pytanie czy wiecie może coś o napisach do Saint Seiya Saintia Shou. Pojawią się kiedyś tutaj???

04-04-2017 19:23
Ok. Dzięki za odpowiedź.

04-04-2017 18:33
Szlag trafił wiele rzeczy i teraz musimy sobie z tym jakoś poradzić. Za kilka dni oczekuj newsa na stronie.

31-03-2017 20:07
Dobry. Szlag trafił czcionki do waszych napisów. Można się spodziewać zaktualizowania linków do nich?

27-09-2016 20:35
Na nocki za 150% stawki. Samo w sobie oczywiście nie wystarczyłoby, ale dość żeby nie musieć pracować na cały etat. A bardzo możliwe że w tym roku dostanę jeszcze stypendium.

26-09-2016 07:29
Chyba dobrze płatna fuszka, bo 10 tygodni to stosunkowo mało.

26-09-2016 00:33
bywa zaskakujące. Spotkałem w Holandii kuzynkę zaproszoną na dwa tygodnie przez kolegę. Nawet nie wiedziałem, że wyjeżdża. Świat jest mały.

26-09-2016 00:32
Ja tylko na 10 tygodni w wakacje, bo studiuje, a taki wyjazd jest mi w stanie zapewnić możliwość utrzymania się potem przez cały rok akademicki bez zarzynania się. I może wydawać się oczywiste, ale by

20-09-2016 19:59
Sry, nie czytam shoutboxa. Oczywiście, że za pracą, a dokładniej to za pieniędzmi, bo praca to jedynie przykry dodatek. Ja już w ojczyźnie, a jak u ciebie?

Archiwum shoutboksa

KKDD jesień/zima 2013

Podsumowanie jesień/zima czas zacząć. Miłej lektury!

Kyoukai no Kanata
Link do MALa

Seria należy do gatunku bajek ze skomplikowanymi światami. Podczas seansu widz musi się uczyć na nowo praw nim rządzących, wszelakich zależności, rodzajów frakcji itp. itd. Japończycy uwielbiają tworzyć swoje własne skomplikowane uniwersa, pełne swoistych deus ex machina i innych przedziwnych zwrotów akcji. Oczywiście wszystko w konwencji tandety z kocimi uszkami i starszymi braćmi z kompleksem siostry. Serie nie muszą mieć szczególnie odkrywczej fabuły, wystarczy, że coś się dzieje na ekranie z udziałem "ciekawych" postaci. Mam oczywiście na myśli widza wschodnio-azjatyckiego, bo nasze europejskie standardy trochę od tego odbiegają. W tym przypadku jest podobnie. Teoretycznie osią tej produkcji powinny być postacie. Mamy tu nieśmiertelnego chłopaka, ciapowatą dziewczynę z ciążącą na niej supermocą, zboczonego brata, tsundere siostrę, jakieś loli, dziewuszkę bez uczuć i parę innych pomniejszych postaci. Standard. Początkowo miałem nadzieję, że fabuła skupi się na głównym bohaterze, lecz było na odwrót. Dopiero z czasem seria to nadrabia. Powoli coś się tam kształtuje na horyzoncie. Mamy pierwszy arc, który kończy się przed półmetkiem. Potem jakieś zapchajdziury i pod koniec akcja znowu przyśpiesza. Na końcu serwuje się nam szokera dotyczącego domniemanej śmierci jednego z głównych postaci, ale każdy wie, jak to się kończy. Komu polecę? Na pewno fanom wyśmienitej animacji, gdyż za produkcją stoi KyoAni. Wizualnie jest miód. Fabularnie to japoński standard, bez żadnych niespodzianek. Obejrzawszy kilka setek innych tytułów, spokojnie można się domyśleć wielu rzeczy. Muzyka nie rzuca się w uszy, co jest plusem. Jak dla mnie brakowało czegoś zapadającego w pamięć. Nie potrafiłem się wczuć w postacie, jakby ktoś postawił przede mną niewidzialny mur. Nic odkrywczego. Nudziłem się.

Super Seisyun Brothers
Link do MALa

Króciutka seria dla starszych dziewczyn (tak przynajmniej głoszą tagi) opowiadająca o losach dwóch zaprzyjaźnionych ze sobą rodzeństw - brata i siostry oraz drugiego - brata i siostry. Niby nic ciekawego, lecz okazje się, że posiadają bardzo skrajne charaktery, a mimo tego wspaniale się dogadują. Początkowo byłem znudzony i rozczarowany, bo w końcu to nie moje klimaty. Zapowiadało się na głupią komedię z wątkami szkoła/praca/studia. Bo właśnie, siostry są tutaj starsze od braci, mają około 20 lat. Z czasem jednak fabuła pozwala nam poznać bohaterów i ich relacje, a te są ciekawe. Wkrada się tutaj nawet romans. Przez chwilkę liczyłem nawet na jakiś szalony czworokąt, ale to byłaby przesada. Komu polecę? Anime to bardzo stonowana komedia romantyczna. Bardzo podobało mi się podjęcie problemów wieku akademickiego. Za to nie przypadło mi do gustu zbytnie przerysowanie niektórych postaci. Dla fanów romansów pozycja obowiązkowa. Pozostali, jeśli macie chwilę, warto spróbować.

Diabolik Lovers
Link do MALa

Tutaj naprawdę nie ma co pisać. Seria należy do najgorszego rodzaju, jaki miałem okazję oglądać w swoim życiu. Nawet nie wiem, do kogo to w ogóle jest adresowane. Może jakichś masochistycznych dziewczynek. Bo jedyne co się tutaj dzieje, że to notoryczne znęcanie się nad główną bohaterką przez wampirzych przystojniaków. To ją obrażają, to molestują, a to spijają krew. Zero w tym romansu i jakiegokolwiek sensu. Aż dziw, że dziewczyna to znosi. Powinna popełnić samobójstwo, hehe. No widocznie ma silną psychikę. Komu polecam? W zasadzie to nikomu. Seria naprawdę obrzydliwie słaba. A teraz sobie wyobraźcie, że anime powstają tylko z najlepszych scenariuszy. Naprawdę ciężko w tej chwili sobie wyobrazić coś gorszego. Aż strach się bać.

Miss Monochrome
Link do MALa

Ach, ci Japończycy, czego to oni nie wymyślą. Miss Monochrome to króciutkie anime stworzone dzięki pewnemu pomysłowi. Otóż pewna aktorka głosowa postanowiła zrobić eksperyment i stworzyła wirtualną postać, dając nią prawdziwe koncerty. Jej głos był odpowiednio zsyntezowany, co można usłyszeć w anime. Okazało się, że zrobiła furorę i owa postać Miss Monochrome znalazła rzesze fanów. Od tego już droga niedaleka do anime. I stało się. Na potrzeby tej adaptacji wymyślono fikcyjną fabułę, żeby wszystko trzymało się kupy. Tak powstał ten dziwny twór. Czy można to nazwać anime? Myślę, że tak. Nie dostrzegłem tutaj niczego szczególnie dziwnego. Taki słaby średniaczek. Seria skierowana w zasadzie tylko dla fanów tej postaci.

IS: Infinite Stratos 2
Link do MALa

Ten gatunek jest już stary jak świat. Jeden główny bohater i wianuszek uczepionych do niego dziewczyn - tak zwany harem. Druga część ISa w zasadzie nie posunęła się do przodu od strony fabularnej, zamiast tego zasiała dodatkowe pytania i tajemnice. Taki zamysł twórców, żeby rzucać widzowi ochłapy informacji i zapychać go gównianym fanserwisem. No ale to taka seria, kto zaczyna seans, świadomie się na to godzi. Z przykrością muszę przyznać, że znacząco odbiega poziomem od poprzedniczki. Albo to moje gusta się tak znacząco zmieniły. Seria wyjątkowo płytka i boleśnie schematyczna. Choć dziewuszki walczą o naszego głównego protagonistę, on postanawia być bierny. Wprawny widz od razu zauważy, że starania dziewuszek zdadzą się na nic. Nie ma co liczyć na jakąś konkluzję, gdyż to harem. Widz nie doczeka się zakończenia tej farsy. Tutaj chodzi jedynie o te podchody i absurdalne sytuacje. Jeśli lubisz oglądać zgraję dziewczyn walczącą o jednego chłopaka, wiedząc, że żadna z nich nie wygra oraz bardzo słabą fabułę, to jest to seria dla ciebie. Oczywiście, że może się to komuś spodobać. Jeśli już, to zacznijcie seans od pierwszej serii, tej lepszej.

Coppelion
Link do MALa

Japoński Stalker, klimatyczne post-apo... Wiele słyszałem, ale ani przez chwilę nie dałem wiary tym wydumanym bajeczkom. Rozumiem genetycznie zmodyfikowane dzieci, ale w mundurkach szkolnych? Po jakiego wała? To były moje myśli po obejrzeniu obrazka. Teraz jestem po seansie i muszę powiadomić, że jest jeszcze gorzej. Ta seria nie różni się niczym od innych bajek z dziewczynkami w rolach głównych. Są walki, emocenie, moralizowanie. No ale fakt, że naparzają się kruche z wierzchu dziewuszki na pewno wywołał już co u niektórych ślinotok. Ten cały klimat post-apokaliptyczny jest na doczepkę. Kolejny chwyt marketingowy. Żeby jeszcze przynajmniej zachowali jakikolwiek realizm... po cyrkach z bombowcem B-2 jakie pokazali, myślałem, że mnie szlak trafi. To nic, nagle zyskały super moce! Naprawdę ktoś nie miał już pomysłów. I zrobiła się z tego bajka dla chłopców. Błagam... Przyznam jedno, otoczka bardzo mi przypadła do gustu, kilka pomysłów również. Szkoda, że nikt tego nie potraktował poważniej. Oczywiście, pisząc te słowa, wmawiam sobie, że to było w ogóle możliwe. Już zapominając, że w anime zekranizowali jedynie gotowy produkt - mangę. Ale pomijając to. Japończycy robią bajki dla kapuchy, a nie żeby zaspokoić moje wygórowane wymagania. Wiem, że nie opłaca im się robić serii realistycznych z dojrzalszą fabułą, gdyż to się nie sprzeda. Tym smutnym akcentem kończę. Komu polecę? Zasiadając do Coppeliona, nie oczekujcie niczego niezwykłego. To kolejna seria z naparzającymi dziewczynkami i nic ponadto. Prosta rozrywka. Nie dajcie się zwieść moralizującej gadce i dramie. Ludzie giną - fakt, ale jakoś tak słabo. A źli ostatecznie nawracają się na jasną stronę mocy. Już wiecie, na co się porywacie.

Outbreak Company
Link do MALa

Miłe zaskoczenie po kilku słabych tytułach. W zasadzie nie uświadczymy tutaj zbyt wiele innowacyjnych pomysłów. Nic nie wgniecie nas w fotel ani nie zerwie nam kapci. Za to otrzymamy porządnego średniaka, którego ogląda się lekko. Czy to źle, że seria oferuje prostą przyjemność i nie wymaga żadnego zaangażowania? Wydaje mi się, że nie. Ale do rzeczy. Seria opowiada o czymś wydawałoby się kompletnie absurdalnym. Młody chłopak zostaje zatrudniony w tajemniczej firmie tylko dlatego, że jest zepsutym do szpiku kości otaku. Podczas rozmowy z pracodawcą traci przytomność i budzi się w magicznym świecie fantasy. Okazuje się, że japoński rząd chce w ramach wymiany kulturowej zaprezentować tamtejszej cywilizacji czym są anime, mangi, visual novele itp. Na początku pomyślałem sobie, że to tylko pretekst do kolejnej głupiej komedii ecchi, jednak wyszło to trochę inaczej. Postacie są sztampowe, gagi oklepane, bohater nie wyrywa się ponad przeciętność. Ale mimo tego da się tutaj odnaleźć coś interesującego. Wiele rzeczy jest odpowiednio stonowanych, by się zbytnio nie narzucać widzowi. Zewsząd emanuje miła i ciepła atmosfera. Ale prawda jest taka, że im mniej wiedziałeś bajek, tym seria bardziej ci podpasuje. Czasami brakuje tutaj pazura i paru ciekawszych pomysłów. Lekko rekompensuje to końcówka, gdzie dzieje się coś ciekawego. No ale wiadomo, że bad endingu tutaj nie uświadczymy. Komu polecę? Jeśli lekka komedyjka z prawie niewidocznym wątkiem romantycznym to twój gust, wal w ciemno.

Freezing Vibration
Link do MALa

Jeśli ktokolwiek się za to zabierał, to dokładnie wiedział, czego się spodziewać. Seria to bezmózga napierdalanka z udziałem cycatych dziewczyn. Zero tu logiki i zachowania zdrowego rozsądku. Ma się liczyć tylko brutalna walka i zdzieranie dziewuszkom ubrań, obnażając tym samym ich kobiece okrągłości. Jeśli spodziewacie się wybitnej historii, to jesteście naiwnymi głupcami. Tutaj chodzi tylko o zaspokajanie tych sadystycznych męskich potrzeb. Jakby się nad tym głębiej zastanowić, to taki HotD był łudząco podobny do Zamrażacza. Cycki, przesadnie silne główne bohaterki, naparzanie. Jednak było odrobinę poważniej potraktowane przez studio. Zaś na to nikt szczególnie kasy nie łożył, bo wiadomo, że nie warto. Po kosztach zrobili feast-cycków i teraz tylko czekać aż płytki BD się sprzedadzą. Więc komu polecę? Najpierw zobaczcie serię pierwszą, a odpowiedź na pytanie: "czy zobaczyć Freezing Vibration?" przyjdzie sama. Zapewniam was.

Little Busters!: Refrain
Link do MALa

Little Bastards... przepraszam Busters, to bezpośrednia kontynuacja serii o tym samym tytule. A Refrain odnosi się podobno do nazwy kanonicznej ścieżki visual novela. Przeglądając Internet natrafiłem na wiele bardzo pozytywnych głosów odnoszących się do tej części. Większość porównywała to do impaktu, jakim był After Story w przypadku Clannada. Tylko sęk w tym, że pierwszy sezon Clannada oglądałem z lekką radością, natomiast to już nie za bardzo. No ale nie zamierzałem na podstawie spekulacji zaszufladkować tego tytułu, dlatego wziąłem się do seansu. Jedno mogę powiedzieć na pewno - kontynuacja jest lepsza. Oczywiście to dalej to samo anime, tyle że o wiele bardziej zwiększono ładunek emocjonalny. To w zasadzie główna różnica. No i NIESTETY dorzucono do wora jeszcze magiczne moce - znak firmowy KEY. Komu więc polecę? Nie ma sensu się tutaj rozpisywać, gdyż za wiele się nie zmieniło od poprzedniej odsłony. Gdyby usunąć emocenie i dramę, byłaby to powtórka z rozrywki. Pozycja obowiązkowa dla fanów poprzedniczki. Tyle.

Yuusha ni Narenakatta Ore wa Shibushibu Shuushoku wo Ketsui Shimashita
Link do MALa

Na początku spodziewałem się historii chłopaka, który za młodu postanowił zostać bohaterem, ale z wiekiem jego marzenie zostało zweryfikowane przez życie. Jakie było moje zdziwienie, gdy się okazało, że akcja ma miejsce w świecie fantasy łudząco podobnym do naszego, tyle ze niedawno zakończyła się w nim wojna z demonami. Więc faktycznie mamy do czynienia z bohaterami - obrońcami ludzi - i demonami - wrogami ludzi. Oprócz tego początkowego szoku seria nie zaserwowała mi już niczego innowacyjnego. Zamiast tego żenowała niektórymi rozwiązaniami, a najbardziej częstym kadrowaniem dupy i cycków bohaterek. Jakby tego było mało, to owe dwa tłuszczowe zgrubienia miały tendencję do życia własnym życiem. Albo inaczej - z jakiegoś nieznanego mi powodu oddziaływały na nie dziwne siły fizyczne, które nie miały przełożenia na świat realny. Oczywiście nie należy zapomnieć o żenujących żartach i innych tandetnych zagrywkach. Seria to bardzo prymitywna komedia ecchi. Zamiast konkretnej fabuły karmi się widza perypetiami sklepu RTV AGD w magicznym świecie. Mało to emocjonujące. Komu polecę? Przede wszystkim fanom gatunku. Pozostali nie zaryzykują - bo wiedzą albo teraz się dowiedzieli, co się święci.

White Album 2
Link do MALa

No i wreszcie romans z prawdziwego zdarzenia. Szkoda tylko, że licealny. Nie żeby wszystkie były złe, ale biorąc pod uwagę mój wiek, to bardziej rajcują mnie historie ze studiów. Choć i te niedługo będą nieodpowiednie, bo jeszcze pół roku do obrony magistra... Życie. Biały Album 2 to historia osadzona w tym samym świecie, co poprzednia część. Dzieje się ileś tam lat potem. Jedynymi nawiązaniami są piosenki. Żeby zbytnio nie komplikować, napiszę wprost - trójkąt miłosny i muzyka. Główny bohater na początku jest nawet ciekawy - odrobinę cyniczny i wali prosto z mostu co myśli. Dziewczyny już bardziej oklepane. Element romansowy nieźle zbudowany. Powoli narasta, aż gdzieś po 7 odcinkach mamy punkt zwrotny. Końcówka jest fajna, nie ma happy endu. W końcu jest to niemożliwe w trójkącie. Da się odczuć klimat starego Białego Albumu. Tam się w kaszę nie dmuchało. Z czasem bohater zamieniał się w jabekę, który nie gardził żadną dziewczyną. Tutaj czegoś takiego nie ma, ale autorzy scenariusza lubią robić twsity fabularne. Wiecie, dwie atrakcyjne dziewczyny i niezdecydowany chłopak zwiastuje jedynie gówniany deszcz (shitstorm). Komu polecę? Zwarzywszy, że to romans bez głupich cycków, to jedynie fanom romansów. Nie chcę spojlerować końcówki, bo bardzo mi się spodobała, ale dla niej warto zgrzeszyć. Coś odrobinę dojrzalszego, co pozwala się zastanowić choć tylko na chwilę. Szkoda jedynie, że produkcja miała mały budżet, bo kreska nie jest za ciekawa.

Teekyuu 3
Link do MALa

Hehe, kolejnego sezon tego czegoś. Teoretycznie seria ma opowiadać o klubie tenisowym, do którego uczęszczają 4 koleżanki, jednak w rzeczywistości to tylko pretekst, żeby rzucać w widzów kompletnymi absurdami. Nie dość, że mózg nie nadąża za obrazami, to kwestie aktorów są wypowiadany jak z szybkością pocisków wystrzeliwanych z MG40. Tak naprawdę nie wiadomo, o czym to jest. Wiec komu polecę? Jeśli nie przeszkadzają ci krwawiące uszy, oczy i sieczka z mózgu to sprawdź, w końcu odcinki maja kilka minut.

Sekai de Ichiban Tsuyoku Naritai!
Link do MALa

Powiem szczerze, że tego się nie spodziewałem. Seria totalnie zniszczyła system i wywróciła do góry nogami wszystkie wartości, jakie sobie zbudowałem na przestrzeni lat. Takich idiotyzmów dawno nie wiedziałem. Krucha celebrytka postanawia pobawić się w wrestling, dlatego porzuca swój dotychczasowy zawód i rozpoczyna trening. I jak to wygląda? Skąpo odziane cycate dziewuszki napierdzielają się na ringu, wydając przy tym odgłosy agonii. Dawno nie słyszałem tylu jęków. Niektóre mogą trwać i pół odcinka. Niewprawiony widz nie wytrzyma czegoś takiego, zapewniam was. Sam do końca nie wiem, jak bardzo ucierpiała na tym moja psychika. I jeszcze to zdziwienie w oczach domowników, gdy zerknęli mi na ekran monitora. Bezcenne. Więc komu polecę? Sadystom - to na pewno. Lubicie słuchać jęczące bohaterki i oglądać jak zwijają się z bólu? To coś dla was. Oprócz tego oczywiście masa cycków, majtek, niebezpiecznych zbliżeń kamery w okolice intymne. Seria łamie granice dobrego smaku. Czy jesteś na to przygotowany, drogi widzu?

Yozakura Quartet: Hana no Uta
Link do MALa

Ciężko mi to ocenić, bo spodziewałem się wielkiej kupy, a okazało się stosunkowo miłe. Odcinki z faktyczną akcją przyjemnie się oglądało. Reszta to zapychanie fabuły głupiutkimi. Chwała niebiosom, że pojawiają się jakieś walczące męskie postacie, inaczej nie zdołałbym wytrwać. Wszystko tak się zbalansowało, że oglądałem serię stosunkowo łatwo. Oczywiście, wiele można by zrobić lepiej, ale wypisywanie wad, to taka walka wiatrakami. O co tutaj w zasadzie chodzi? Standardowy schemat. Ludzie, demony, próby asymilacji obu grup, jakieś knucia wrogich organizacji, tajemnice itp. Do tego masa słodkich dziewczynek z super mocami i moe momenty. Pojawia się również wielki zły, który wydaje się ciekawy w tej odsłonie. Bo właśnie, seria jest kontynuacją którąś tam już. Dlatego polecam seans zacząć od początku. To tyle w zasadzie. Komu polecę? Jeśli ktoś nie oglądał, a lubi takie klimaty - demony, ludzie, ich perypetie, czasem poważniejsza akcja, walki - to powinien choć zerknąć. Trudno mi stwierdzić, na ile ten sezon jest lepszy od poprzednich, bo spodziewałem się czegoś o wiele gorszego. Szybko zerkam na MAL i widzę, że bije średnią na głowę wszystkie poprzednie. Coś w tym musi być. Prawdopodobnie powstanie kontynuacja.

Gingitsune
Link do MALa

Seria ma różne oblicza, dlatego ciężko jednoznacznie ją skategoryzować. Z jednej strony poznajemy perypetie dziewczyny, która straciła matkę i żyje samotnie z ojcem. Zawiera przyjaźnie, musi stawiać czoła trywialnym problemom jak: kłótnie, poszukiwanie zaginionego kota, prace domowe. To by wskazywało na okruchy życia. Z drugiej jednak mamy istotny nadprzyrodzone, które są widziane przez bohaterkę, gdyż odziedziczyła tę umiejętność po matce - kapłance w świątyni. Oprócz ludzkich spraw musi się również zajmować sprawami pomniejszych zwierzęcych bożków, które zamieszkują jej świątynię i pobliskie okolice. To sugerowałoby moce nadnaturalne. A gdzieś od połowy serii coraz wyraźniejsze stają się wątki miłosne. Ubolewać tylko można, że to jedynie tło historii i nie dotyczy szczególnie pary głównych bohaterów. Anime to ciekawy miszmasz tych wszystkich elementów i szczypty komedii oraz dramatu. Wszystko przedstawiono w bardzo ciepły i miły sposób. Jedni powiedzą, że przesłodzony, ale przecież nie da się dogodzić każdemu. Komu więc polecę? Wszystkim, którzy preferują okruchy życia z wątkiem fantastycznym i lekkim romansem. Niewprawieni mogą się nudzić, to fakt, niemniej warto dać serii szansę, jeśli należysz do tego grona ludzi. Ja byłem zadowolony po seansie. Bardzo pozytywnie zaskoczyły mnie ostatnie dwa odcinki, które rzuciły nowe światło na niektóre postacie i zaostrzyły apetyt na sequela. Obyśmy się go doczekali.

Meganebu!
Link do MALa

Bezsensowna seria o bezsensownej tematyce z bezsensownymi bohaterami. Tak mniej więcej można opisać Meganebu - co oznacza w zasadzie tyle co klub okularowy. Seria odpada o grupie chłopaków, którzy spędzają wolny czas na robieniu głupot związanych z okularami. Głównie tworzą jakieś niestworzone konstrukcje, głoszą światu absurdalne poglądy i po prostu się wygłupiają. Nie ma tutaj żadnej dziewczyny, a jedynie młodzieńcy w okularach. Od razu nasuwa się skojarzenie, że seria jest skierowana do samic łaknących przystojniaków z wadą wzroku. To byłoby na tyle z opisu. Jeśli lubisz serie, gdzie męska paczka robi głupoty i każdy z nich ma okulary, to możliwe że się odnajdziesz w Meganebu. Do tego jeszcze zewsząd bombardujące widza oczojebne pastelowe kolory. Zdecydowanie nie polecam samcom.

Walkure Romanze
Link do MALa

Pierwsze dwie minuty wystarczyły mi, żeby odgadnąć, że ta seria to haremówka. Rzec by można - staroszkolna. Od groma dziewczyn, jeden bohater, luźna atmosfera, brak jakichkolwiek problemów, ciągła sielanka i podchody. Oczywiście wszystkie ubiegają o niego. On natomiast stoi niewzruszony, jakby nie zawracając na to wszystko uwagi. Tak to mniej więcej wygląda. Cała fabuła Walkure Romanze skupia się na walkach rycerek - jak zwał, tak zwał. Szkoda, że większość to dziewczyny... Na konie i kopie w dłonie! Cała seria to takie naparzanie. Jest o niebo lepiej niż w innych seriach o walkach dziewuszek, gdyż tutaj nie ma szczególnego sadyzmu. Od taki sobie sport. Na plus również kreska, która jest bardzo miła dla oka. Co najbardziej przeszkadza to kompletny brak pobudzenia ciekawości widza. Bo chyba nie chcieli nikomu wmówić, że nagle przeistoczy się to w romans, prawda? Miałkość i brak przysłowiowych jajec bardzo szkodzi tej serii. Brakuje mi kogoś złego - mrocznej postaci. Hmm... Konkurencyjne serie ich posiadają i są uważane za wtórne. Pójdźmy więc o krok dalej. Przynajmniej większa drama, może jakaś ludzka tragedia. Tutaj niestety nie ma nic. Postacie również nie przedstawiają sobą niczego wartościowego. Wieje nudą. Słodkie dziewuszki nic tutaj nie pomagają. Dodatkowo przez całą serię czekałem aż główny bohater pokaże pazur, a tu dupa. W takim razie komu polecę? Jeśli ktoś lubi staroszkolne haremy, to niech obada. Reszta się zanudzi na śmierć. Właśnie, pochwalić muszę cenzurę, a raczej jej brak. Zmyślny montaż jest o wiele lepszym rozwiązaniem.

Non Non Biyori
Link do MALa

Słodkie dziewuszki w słodkich sytuacjach. No dobra, może nie aż takie słodkie, ale na pewno mające swój urok. Non Non Biyori jest dosyć porządnym reprezentantem nurtu moe bez fabuły. Znajdziemy tutaj okruchy życia, praktycznie tylko żeńskie bohaterki i pozytywną atmosferę. Główne pytanie powinno zabrzmieć, czym się różni od pozostałych serii tego typu? Otóż, że dzieje się na wsi. Ten element odrobinę zwiększa nieprzewidywalność niektórych sytuacji, przez co zwiększa radość płynącą z oglądania. Postacie za to są dosyć sztampowe. Mały dziwak z zaćpanym wzrokiem, średnia szalona i lekko przygłupia, jej starsza i jednocześnie mniejsza siostra z kompleksami oraz przyjezdna Tokijka, która musi się odnaleźć w wiejskiej rzeczywistości. Komu polecę? Fanom takich klimatów przede wszystkim, bo sądząc po średniej anime trzyma wysoki poziom. A reszta? Nie wiem. Ja się wynudziłem jak mops, ale w końcu to nie moja para kaloszy. Chcesz, to spróbuj, drogi widzu.

Machine-Doll wa Kizutsukanai
Link do MALa

Ja w tworach zawierających fabułę - nieważne czy to anime, seriale książki, czy jakieś filmy - zawsze cenię ciekawe pomysły. Fabuła nie musi być genialna, ale byle coś mnie w niej ciekawiło. Zwykle wiele tego nie trzeba. Ciekawa relacja między postaciami, jakaś przypadłość jednego z bohaterów, dziwne umiejętności, podły i jednocześnie atrakcyjny charakter. Przynajmniej ja tak mam. W przypadku tej serii byłem zafascynowany po pierwszych odcinkach. Wiadomo, wiele rzeczy było dosyć mocno przerysowanych, ale ogólnie fajnie się to oglądało. Dodatkowo główny bohater miał dosyć duży potencjał na zostanie twardzielem. Głównie spodobała mi się idea tworzenia maszyn z ludzkimi uczuciami i wykorzystywanie ich do walki. Niby banał, ale można to było wykorzystać w bardzo ciekawy sposób. Oczywiście dalsze odcinki zweryfikowały moje złudne nadzieje, ale to było w sumie do przewidzenia, w końcu to japoński twór. Czas przejść do sedna. Seria to harem w walkami. Może i nie walczą tutaj tylko postacie żeńskie, jak to bywało wcześniej, ale występują walki pomieszane z cyckami - choć tych nie ma aż tak dużo. Jest nawet golizna, ale nie ma zdzierania damskich mundurków. Powiedzmy że ten aspekt jest lekko zbalansowany. Za to jest masa płytkich gagów i dobierająca się głównemu bohaterowi do spodni robo-loli. Oprócz walk karmi się widza właśnie czymś takim. Komu polecę? Fanów heremów z walkami. Ja się zawiodłem, gdyż wierzyłem, że fabuła skupi się na innych elementach. No ale cóż. Jakoś nie wierzę, żeby komuś spoza kręgu spodoba się to anime. Taki sobie przeciętniaczek. Tylko.

Ore no Nounai Sentakushi ga, Gakuen Love Comedy wo Zenryoku de Jama Shiteiru
Link do MALa

Komedie różne mają oblicza. Są śmieszne, średnio śmieszne i nieśmieszne. Taki najbardziej powierzchowny podział. We wnętrzu może się kryć totalne szaleństwo, posypka romantyczna albo i cycki. A co nam prezentuje ta seria o jakże przydługim tytule? Zdaje się, że wszystkiego po trochu. Bo tak: czasami brechtałem jak dziecko, czasami tylko się uśmiechałem, a czasami czułem zażenowanie. To samo gatunkowo. Głównie szaleństwo i cycki, ale i delikatny romans dało się wyczuć. W takim razie co to jest? Szalona komedia haremowa. Główny bohater musi cierpieć praktycznie na każdym kroku, gdyż tak ma być. Dziewuszki mają ogromne cycki, bo tak ma być. Idiotyzm goni idiotyzm, bo tak ma być. Tak to zostało wymyślone i kropka. A teraz najważniejsze pytanie, czy to się sprawdza? Jak wspomniałem, seria ma boskie momenty. Braku pomysłów nie można zarzucić twórcy. Ja miałem niestety wrażenie, że czasami lekko przesadzono. Niektóre pomysły zaś były masakrycznie tandetne. To też niestety dało się odczuć. Komu polecę? Moim zdaniem to bardzo specyficzna seria, która może się nie spodobać przeciętnemu widzowi. Zawiera wiele ekstremalnych cech. Nic tutaj nie jest nijakie albo łagodne. Autor poszedł na całość. Najlepiej samemu zadać sobie pytanie, czego tak właściwie chcemy. Jeśli szalonej komedii, gdzie nie ma czasu się nudzić, to jest to pozycja dla was. Jeśli natomiast czegoś innego, to lepiej dać sobie na wstrzymanie. Ja zostałem przytłoczony treścią. Czasami bawiłem się świetnie, a czasami byłem po prostu zmęczony. Szkoda.

Aoki Hagane no Arpeggio: Ars Nova
Link do MALa

Haha, czego to skośnoocy nie wymyślą. Bitwy morskie z dziewuszko-statkami/łodziami podwodnymi. Moje odczucia były niczym sinusoida. Początek słaby, banda dzieciaków na mostku okrętu podwodnego - myślę sobie ‘gniot’. Potem się okazuje, że ten okręt to dziewuszka uległa kapitanowi - kolejny szok. Potem jednak gdy zaczęły się bitwy morskie zaczęło być nawet fajnie. Mimo że nie prezentowali taktyki pierwszych lotów, to ciekawie nam to podano. Niestety, gdzieś w połowie dziewuszki się rozmnożyły i nagle zamiast walczyć zaczęły się popierdółki, cholera, żeby tylko zaspokoić te płytkie żądze japońskiego widza. Nawet odcinek na plaży się załapał. Do końca jakoś wytrwałem, ale zamiast serii o marynarce morskiej walczącej z obcym najeźdźcom dostaliśmy dramę gadających okrętów. Czar kompletnie uleciał. Przyznam, że gdzieś we wnętrzu trochę mnie ciekawiło, jak wszystko się potoczy, ale tylko trochę. No ostatecznie nic nam nie wytłumaczono. Kim były te robo dziewuszki? Kto im wydawał rozkazy? Nic. Prawdopodobnie skończyła się wojna, tyle możemy się domyślić. I jeszcze jedna sprawa wizualna. Seria w całości zrobiona komputerowo. Mimo że nie lubię, zdołałem się przyzwyczaić. Czasami naprawdę ciężko było to odróżnić od tradycyjnych technik. Za to efekty specjalne wyglądały spektakularnie. Komu więc polecę? Ciężko mi skategoryzować tę serię. Taki miszmasz. Walki morskie, dziewuszki, odrobina polityki. Ale ogólnie to seria przygodowa. Jeśli masz chwilę, sprawdź sam. Starcia morskie są moim zdaniem zrealizowane wyśmienicie. Chyby dla nich można serię musnąć.

BlazBlue: Alter Memory
Link do MALa

Przerost treści nad formą - chciałby się rzec. Seria należy do gatunku: ‘rzuć w widza wszystkim, co masz pod ręką’. To nie pierwszy raz, gdy jestem świadkiem czegoś takiego, ale mimo tego naprawdę ciężko jest mi się przyzwyczaić. Ledwo się seria zaczęła, a główny bohater zaczął gryźć piach. Doprawdy intrygujące... I ten świat. Magia, roboty, kocie uszy. Jakby ktoś wrzucił do jednego wora wszystkie rzeczy, jakie gdzieś widział. Naprawdę nie mam pojęcia, co się w tym może podobać. Przyznaję, że niektóre historie na tym zyskują, ale w tym przypadku jest odwrotnie. Tym razem nie polecę nikomu. Oglądacie na własną odpowiedzialność.

Galilei Donna
Link do MALa

Tak się zastanawiam, co kierowało producentami, żeby zatwierdzić taki scenariusz do anime. Doprawdy ciekawe. Seria bez żadnego polotu czy ambicji, by stać się czymś odrobinę lepszym, zapadającym w pamięć. Najsmutniejsze jest to, że budżet wcale nie był taki mały. Animacja wygląda bardzo dobrze. Szkoda, że na tym się skończyło. Fabuła prosta jak budowa cepa. Zamknąć 4 dziewuszki w latającej robo-rybce, wysłać za nimi ekipę nikczemników i napomknąć o jakiejś tajemnicy. W dużym uproszczeniu seria prezentuje podstarzały już gatunek wielkich podróży ku przygodzie. Szkoda tylko, że ani postacie, ani owe przygody nie poruszyły mojego serca. Na dodatek główne skrzypce gra tutaj najmłodsza bohaterka. Dlaczego wszędzie widzi się te szkaradne loli? Jestem za stary na to. Komu więc polecę? Polecę fanom serii przygodowych, bo chyba tylko oni dostrzegą w tej produkcji coś dobrego. Mnie niestety się na tyle nie poszczęściło. Wynudziłem się srogo.

Kakumeiki Valvrave 2nd Season
Link do MALa

Druga i ostatnia cześć Valvrave’a Wyzwoliciela. Seria należy do pewnego specyficznego typu. W historii japońskich anime zapisały się różne tytuły, które wspominane są do dziś. Producenci tejże serii postanowili w pewnym sensie skopiować bądź też odtworzyć ich sukces. Podpatrzyli ile wlezie i połączyli wszystko do kupy. Jak łatwo się można domyślić, nie był to najlepszy pomysł, bo co za dużo to nie zdrowo. Przyznajcie sami: mechy, szkoła, ‘wampiry’, kosmos, wojna, tajemnice, tajemne organizacje. Trudno odgadnąć, co było najoryginalniejszym pomysłem twórców. Pomijając fabułę, reszta wyglądała bardzo przyzwoicie. Kreska, efekty specjalne, muzyka. Dobra muzyka to taka, której nie słychać - tutaj tak właśnie było. Ale czy to anime było naprawdę takie złe? W końcu zebranie w jednym miejscu tylu ciekawych rzeczy powinno odnieść jakiś pozytywny efekt. Jedno mogę przyznać. Drugi sezon był lepszy od pierwszego. Pewne wątki nabrały rozpędu i wprowadziły ciekawy miszmasz w historii. Ale to bardziej efekt psychologiczny zbliżającego się finału, niż poprawa jakości. Jeśli ktoś widział poprzedni sezon, to ten również wypadałoby zobaczyć. Ja zobaczyłem, bo niejako musiałem go zobaczyć. Gdy skończyłem seans, miałem bardzo dziwny niesmak w ustach. Niektóre elementy naprawdę mi się spodobały, ale zostały spartolone. Niewykorzystany potencjał. Już nie będę się rozpisywał, o co mi dokładnie chodzi, bo nie miałem zbyt dużo czasu na przemyślenia - piszę praktycznie zaraz po obejrzeniu. Za to naszła mnie konkluzja, czym w ogóle była dla mnie ta seria. To dosyć ciekawy temat, gdyż anime jest produkowane po to, by dawać radość i przynosić zyski. Ja jednak poszukuję natchnienia. Jako twórca mam swoje pragnienia, które chciałem zaspokoić, i wizje, które chciałbym ucieleśnić. Valvrave dał mi jedną ciekawą rzecz - pomysły. Skoro coś we mnie pozostało po seansie, seria nie mogła być taka zła, prawda?

Monogatari Series: Second Season
Link do MALa

Z tą serią zawsze miałem problemy. Już od pierwszego sezonu zetknąłem się z nadmiernym hajpem, który był dla mnie mocno przesadzony. Seria udawała coś, czym tak na serio nie była. Podobno miała oferować skomplikowane dialogi i psychologiczne potyczki bohaterów, ale tak właściwe zawierała tony ordynarnego fanserwisu i różnych wynaturzeń. Tylko fakt występowania pseudo inteligentnych konwersacji mamiła oczy i kazała myśleć, że to coś głębszego. Mimo tego ta płytka papka daje radę. Świat jest na tyle bogaty, że każdy może znaleźć w nim coś dla siebie. To chyba największa zaleta tej serii. Monogatari Series: Second Season to bodaj czwarta najdłuższa jak dotychczas odsłona serii. Ma to swoje logiczne wytłumaczenie, gdyż wszystkie historie się zapętliły i stworzyły całość. Tego się nie spodziewałem i muszę pochwalić studio za taki krok. Dodatkowo zauważyłem kilka zmian w samej narracji - czy może sposobie opowiada historii. Chyba użyto mniejszej ilości japońskich słownych łamigłówek i innych nadwyrężających nasze komórki mózgowe popierdółek. Przynajmniej takie miałem wrażenie po seansie. No i fabuła ruszyła do przodu znacznie bardziej. Tym razem to już nie są oderwane od rzeczywistości historyjki powiększające harem. Tym razem, uwaga, pewne postacie znikają z fabuły (szok), ale o tym później. Tym razem coś się tutaj naprawdę dzieje. Da się wyczuć magnez przyciągający widza do monitora/telewizora. To sprawia, że ‘drugi sezon’ jest w moim rankingu o wiele wyżej od pozostałych części. Komu polecę? Głupie pytanie. To najlepsze anime jakie widziałem w tym sezonie. Jeśli nie podobały ci się poprzedniczki, to tutaj będzie to samo. Natomiast jeśli z zapartym tchem czekałeś na kolejny sezon, to bierz się za seans!

Dobra, teraz cześć spojlerowa. Kto nie chce, niech nie czyta.
Po obejrzeniu całości mimo ogólnie dobrego wrażenia, byłem bardzo zawiedziony. Dlaczego? Otóż zginęła postać, którą bardzo polubiłem! W zasadzie to takich odsuniętych postaci były 3, ale po kolei. Ja preferuje specyficzne rodzaje charakterów u bohaterów. Ostatni ark to dla mnie małe arcydzieło. Narracja przedstawiona z perspektywy ‘tego złego’? Genialny pomysł! Ostatnie odcinki oglądało mi się wyśmienicie. Gdy już byłem przekonany, że będzie wysoka ocena, to nagle coś jebnęło z jasnego nieba. Efekt wyśmienity, przybliżyć postać, a potem ja wyrzucić do śmietnika tylko po to, żeby zafundować widowni ochłap fabularnej rewelacji. Pewnie na większość ludzi to zadziałało, ale je nalezę do innego typu widzów. Z tą postacią naprawdę się związałem, gdyż to taki mój ideał bohatera. I dupa. Ale idźmy dalej. Kolejna postać, która zniknęła, to ślimaczek (przynajmniej tak zrozumiałem fabułę). Autor zaczął się pozbywać postaci, żeby wprowadzić dramę, ale postanowił to zrobić jak najmniejszym kosztem. W kocu kogo się pozbył? Ducha i wrednego chuja. Tylko, że Kaiki był moim dotychczasowym ulubieńcem, a akcje ze ślimaczkiem poszerzyły moje horyzonty w temacie ‘molestowanie nieletnich dziewczynek’ - innymi słowy będzie mi ich brakowało, bo były naprawdę śmieszne. Dwie rzeczy, które naprawdę miło wspominałem, poszły w pizdu. Nie żałuję jedynie odsunięcia ciapowatego węża w kąt (bo jak mniemam to się stanie). No i się wyżaliłem. Z wymienionych właśnie powodów ocena tej serii nie będzie wyższa, mimo że jest lepsza od poprzedniczego. Gdybym teraz miał oglądać kolejną odsłonę, to pewnie oceniłbym nisko. No ale czas pewnie wyleczy rany. Prawda?

Tesagure! Bukatsumono
Link do MALa

To wrzucam na doczepkę, bo miałem porzuć, gdyż na angielski nie przetłumaczono wszystkich odcinków. Tyle że seria była na tyle słaba, więc uznałem, że połowa odcinków wystarczy do wystawienia oceny. Wiec tak. Niczego konkretnego tutaj nie ma. 4 dziewczyny gadają o niczym. Co odcinek nowe pogaduchy i tyle. Dodatkowo animacja jest komputerowa, dlatego wszystko wygląda jeszcze tandetniej niż zwykle. Jedyna rzecz, która mnie naprawdę zdziwiła w tej krótkiej serii, to prawdziwe dyskusje seiyuu, jakie zawiera każdy odcinek. Chodzi o to, że po nagraniu materiału do anime wszystkie cztery aktorki podkładające głosy bohaterek siadają przy stole i zaczynają dyskutować. Wprawne ucho od razu pozna, że głos "anime" i "real life" brzmi kompletnie inaczej. Ciekawe też jest to, że te komputerowe postacie są animowane wedle przebiegu tej rozmowy, a rozmowa chyba nie jest wyreżyserowana, więc po każdym nagraniu ktoś musi wszystko zanimować. To w zasadzie tyle z ciekawostek. Reszta to standardowy japoński chłam. Możecie obejrzeć kilka odcinków jedynie dla tych rozmów - jako ciekawostkę. Jeśli macie to gdzieś, to nie polecam. W końcu nawet angielska grupa nie zdzierżyła tej serii i nie dokończyła tłumaczenia.

Finito!

Bez żadnych wątpliwości mogę rzec, że to najgorszy sezon, jaki mi się trafił od bardzo dawna. Same średniaki bez żadnych aspiracji. Jak na ironię nie uświadczyłem wielu bardzo wyjątkowo słabych serii, ale jednocześnie żadnych super-ciekawych. W przyszłym kwartale powinno być znacznie lepiej. Dodatkowo chciałem zauważyć, że pisało mi się słabo. Wiele stresujących rzeczy w życiu prawdopodobnie odbiło się na moich zdolnościach. No cóż. Zdarza się. Do zobaczenia w przyszłym kwartale!

Komentarze

#1 | NWW_Station dnia styczeń 25 2014 10:38:09
Co do Monogatari Series: Second Season, to UWAGA SPOJLER - Kaiki nie zginął Uśmiech Zresztą jak można być narratorem powieści, w której się umarło? Uśmiech

Boję się czytać recenzji serii, które nie widziałem, dlatego spytam, aha, z góry przepraszam, jeśli to napisałeś, ale boję się spojlerów - czy White Album 2 można oglądać bez znajomości poprzednich sezonów? Coś się traci?
#2 | darthdragon dnia styczeń 25 2014 14:57:59
Starałem się pisać tak, żeby niczego nie zdradzić, więc spokojnie. I to nie są recenzje, tylko moje subiektywne ulotne odczucia.

Jeśli Kaiki żyje, to super. A narracja byłaby możliwa, gdyż jego mózg jeszcze funkcjonował w tym czasie. I nie zapominajmy, że to bajka.

Jedynymi powiązaniami pierwszego White Albumu i drugiego to piosenki, których słuchają postacie. Główne bohaterki pierwszego sezonu nagrywały płyty, a w drugim po prostu je odsłuchują. To tyle. Reszta kompletnie niepowiązana.
#3 | NWW_Station dnia styczeń 25 2014 21:01:53
Kaiki żyje, czytałem nowelkę Pokazuje język
#4 | Urizithar dnia styczeń 25 2014 22:09:02
Na pierwszy rzut łyknąłem to co już widziałem, a resztę sobie powoli doczytam, bo na raz to mi się tym razem nie chce.

KyoKana:
Pomimo wszelkich specyficznych japońskich dziwów i zdecydowanie za mało "dark" jak na dark fantasy, to do 5 odcinka uważałem je za całkiem dobre, może nawet z potencjałem na coś więcej. Dopiero później wszystko się posypało i wtedy też już się nudziłem. No i ta nieszczęsna końcówka. Czy ludzie są aż tak łasi na happy endy, że lepiej się wychodzi na wciskaniu im takiego gówna, żeby tylko jakiś osiągnąć? Nie ogarniam.

Diabolic shit:
Kto ci takich bajek naopowiadał, że anime powstają z najlepszych scenariuszy? Toż to jak ze wszystkim. Nie zawsze to co dobre się sprzeda i nie zawsze to co się sprzedaje ma w ogóle jakąś wartość.

IS:
Ja właśnie nie wiem czemu wszyscy piszą, że ten sezon jest jakoś szczególnie gorszy, bo dla mnie oba były równie beznadziejne. xd No i wydaje mi się, że ten harem jest od początku prowadzony z takim lekkim wskazaniem na Houki.

Monogatari:
Kaiki na szczęście żyje. I dobrze, bo postać była świetna. Ciekawi mnie strasznie jego dokładna motywacja i związek z Kanbaru, a to chyba będzie tematem kolejnego jego pojawienia się. Miło by było, gdyby dane mu było jeszcze kiedyś być narratorem, bo o wiele lepiej się to oglądało w takiej formie.
#5 | darthdragon dnia styczeń 25 2014 22:58:37
Głównie opieram się na lekkiej znajomości rynku i tym, co przeczytałem w Bakumanie. Ekranizują tylko to, na co będzie popyt albo spodobało się zarządowi studia. To fakt, że niektóre z nich mają nisko poprzeczkę, dlatego potem oglądamy diabolic lovery i inne takie.

IS to przykład na dojrzewanie gustów widza. Ale też do gry dochodzą takie elementy jak "stopniowe powiększanie haremu". Ten proces lekko przypomina mi zdobywanie pokemonów. Co kilka odcinków nowa dziewczynka do woreczka. Zwiększa mi to radochę z oglądania. Coś podobnego miałem w Samurai Girls - pierwszy sezon spoko, a drugi cupa.

A co do Monogatari. Teraz mi jeszcze obwieście, że ślimaczek "żyje" - a w raz z nim ciąg dalszy molestowanka nieletnich, hue hue. Byłbym spełniony.

Dodaj komentarz

Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.

Oceny

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?
Wygenerowano w sekund: 0.09
957,927 unikalne wizyty