Nawigacja

Kanał IRC

Serwer: irc.rizon.net
Kanał: #rtt
Zalecane kodowanie: UTF-8
irc://irc.rizon.net/#rtt

Aktualnie online

Gości online: 1

Użytkowników online: 0

Łącznie użytkowników: 305
Najnowszy użytkownik: HejkaTuKredka

Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło

Shoutbox

Musisz zalogować się, aby móc dodać wiadomość.

06-02-2019 20:25
Raczej nie, chyba że uda mi się jeszcze ten jeden ostatni raz obudzić w sobie siódmy zmysł.

01-02-2019 08:38
Ło panie ta strona to jeszcze żyje??? Wiem, ze mieliście MEGA error, ale mam pytanie czy wiecie może coś o napisach do Saint Seiya Saintia Shou. Pojawią się kiedyś tutaj???

04-04-2017 19:23
Ok. Dzięki za odpowiedź.

04-04-2017 18:33
Szlag trafił wiele rzeczy i teraz musimy sobie z tym jakoś poradzić. Za kilka dni oczekuj newsa na stronie.

31-03-2017 20:07
Dobry. Szlag trafił czcionki do waszych napisów. Można się spodziewać zaktualizowania linków do nich?

27-09-2016 20:35
Na nocki za 150% stawki. Samo w sobie oczywiście nie wystarczyłoby, ale dość żeby nie musieć pracować na cały etat. A bardzo możliwe że w tym roku dostanę jeszcze stypendium.

26-09-2016 07:29
Chyba dobrze płatna fuszka, bo 10 tygodni to stosunkowo mało.

26-09-2016 00:33
bywa zaskakujące. Spotkałem w Holandii kuzynkę zaproszoną na dwa tygodnie przez kolegę. Nawet nie wiedziałem, że wyjeżdża. Świat jest mały.

26-09-2016 00:32
Ja tylko na 10 tygodni w wakacje, bo studiuje, a taki wyjazd jest mi w stanie zapewnić możliwość utrzymania się potem przez cały rok akademicki bez zarzynania się. I może wydawać się oczywiste, ale by

20-09-2016 19:59
Sry, nie czytam shoutboxa. Oczywiście, że za pracą, a dokładniej to za pieniędzmi, bo praca to jedynie przykry dodatek. Ja już w ojczyźnie, a jak u ciebie?

Archiwum shoutboksa

KKDD wiosna\lato 2014

Podsumowanie wiosna/lato czas zacząć. Miłej lektury!

Ping Pong The Animation
Link do MALa

Mocne rozpoczęcie kącika z opisami pornobajek. To była pierwsza i jedyna seria, jaka zachęciła mnie do oglądana po samym tytule i obrazku. Spodziewałem się tylko sportu, a otrzymałem o wiele więcej. W pewnym sensie ping-pong jest tylko tłem, które łączy wszystkie postacie. Powoli są nam przedstawiani pozornie nie powiązani ze sobą bohaterowie. Na początku trudno nam odgadnąć ważność poszczególnych postaci, bo każda z nich ma dość dużo czasu na ekranie i co chwila pojawiają się nowe. Zwykle ciężko mi się zżyć z postacią, ale tym razem polubiłem praktycznie wszystkich. Stare pokolenie graczy ping-ponga, młode pokolenie, nawet pobocznych. To się nazywa dobrze napisany scenariusz. Fabuła jest ciężka do przewidzenia na początku, co również jest ogromnym plusem. Akcja rozgrywa się na przestrzeni kilku lat, dzięki czemu postacie mają czas by się zmienić, zarówno na ciele jak i umyśle. Te sinusoidy są bardzo interesujące. W 11 odcinkach upakowano tyle ludzkich problemów, że ciężko mi w to uwierzyć. Każdy z bohaterów walczy ze swoimi demonami na różny sposób i to jest wspaniałe. Choć to seria o ping-pongu, nie wszyscy skupiają swoje życie na nim. Niektórzy z czasem rozumieją, co tak naprawdę chcą osiągnąć w życiu, to też na swój sposób piękne. Przez pierwsze odcinki widz poznaje elementy układanki, które pozwoli zaczynają się łączyć w całość. Gdy dociera do finału jest usatysfakcjonowany. Wszyscy bohaterowie odnajdują swoją drogę przez życie i poznają szczęście. Oczywiście nic nie jest idealne, ale napawa optymizmem. Kreska jest bardzo interesująca. Jestem starym wygą, więc poszukuję takich perełek. Dopiero po seansie zauważyłem, że reżyser tej serii również brał udział przy produkcji anime Kaiba, które również tłumaczyłem. Gdybym wiedział, zacząłbym seans jeszcze wcześniej. No ale dosyć wychwalania. W końcu gdyby seria miała same superlatywy, zasługiwałaby na 10/10, ale tak nie jest. Tyle że jedyne jej wady są kompletnie subiektywne i dotyczą mojego punktu widzenia. Otóż rozczarowało mnie kilkoro bohaterów, a raczej plan ich rozwoju zaplanowany przez autora mangi. Tego niestety można było się domyślić i za to wielki minus. Dodatkowo chciałem, żeby jeden z protagonistów skończył inaczej, mimo że zaburzyłoby to cały finał historii. To mnie zabolało/zirytowało. Mimo że historia jako całość jest kompletna, paradoksalnie pragnąłem czegoś innego. Ale cóż, nie można mieć wszystkiego. Nie dogodzi się każdemu. Komu polecę? Znudzonym zwykłymi bajkami z cycochami oraz moe i poszukującym czegoś lepszego, ambitniejszego i dającego do myślenia. Polecam

Nisekoi
Link do MALa

Komedia romantyczna to gatunek stary jak świat. Dla początkującego fana anime na pewno jest czyś ciekawym i ekscytującym. Życia bohatera zmienia się w niecodzienny sposób z powodu dziewczyn, które powoli w coraz większej ilości pojawiają się w jego życiu. Miłosne nieporozumienia, kłótnie, potem zaś wspólna zabawa i masa radości. To wszystko okraszone odrobiną dramatu i romansu. Szkoda jedynie, że gatunek ten nie ewoluował od lat. Oglądając Nisekoi, czułem się jak neandertalczyk. Najciekawszą rzeczą w tej serii była wizualizacja Shaftu, która stała na wysokim poziomie. Oprócz tego wszystko wiało przeciętnością na kilometr. Doświadczeni widzowie na pewną wiedzą, jak kończą się takie czworokąty miłosne. Bohaterowie są przewidywalni, żarty oklepane. Najbardziej oklepane charaktery postaci na świecie: tusndere, nieśmiała i odważna. Jedne bohaterki nie potrafią wyrazić swoich uczuć, drugie zaś nie doczekają się ich odwzajemnienia przez głównego bohatera. A dlaczego? Bo to komedia romantyczna, a nie romans. Tutaj nie może nastąpić konkluzja. Nieważne, co sugeruje sytuacja na ekranie, zaraz wszystko się rozleci na kawałki i wróci do punktu początkowego. Idiotyzm goni idiotyzm. Doświadczony oglądający potrafi się wszystkiego domyślić w chwilę. Albo tylko się łudzi, że nie potrafi, chcąc czerpać z tej serii choć odrobinę radości. Ja nie potrafiłem. Polecam jedynie zagorzałym fanom komedii romantycznych.

Bokura wa Minna Kawaisou
Link do MALa

Co odróżnia tę serię od masy innych komedii romantycznych? Większy nacisk na komedię niż romans. W wielkim skrócie wygląda to tak... Normalny chłopak zostaje otoczony przez gromadę świrusów i dziwaków, którzy zmieniają jego życie w piekło. Okazuje się jednak, że on też nie jest do końca normalny, gdyż ma w zwyczaju pomagać dziwakom. Los chciał, że zauroczyła go jedna z dziwaczek. I tak zaczęła się jego przygoda. Normalny chłopak w otoczeniu szajbusów to pomysł oklepany (np. Sakurasou no Pet na Kanojo). Dorzućmy do tego jeszcze niezwykle niewinny romans i przekonujemy się, że seria niczym nas nie zaskoczy. Można tutaj oczekiwać jedynie żartów różnej maści, gdyż tych tutaj nie brakowało, szkoda że nie szło to w parze z rozwojem postaci. Niech życie bohaterów posunie się do przodu choćby o milimetr. Jednak nie, lepiej ciągle robić to samo. Każda z postaci ma swoje określone cechy, które zostaną z nią do samego końca sezonu. Szkoda, bo mogłoby wyjść z tego coś interesującego. Dodatkowo irytuje fiksacja głównego bohatera na punkcie jednej dziewczyny. Wiem, że z wielkiego wyboru nie miał, ale powinien skosztować więcej owoców, zanim wybierze ten jedyny. Ale to moje zdanie... Pomijając czepialstwo, seria ma ciekawą kreskę i bardzo kolorowe, rozświetlone tła, które wyglądają interesująco (przypominają te z Byousoku 5 Centimeter). Historia nie jest zła, ale momentami wieje epizodycznością. Brakuje w niej czegoś, co dałoby wrażenie spójności. Zamiast tego postacie stoją w miejscu i ciągle powtarzają te same żarty. Niemniej oglądało się to nieźle. Polecam fanom komedyjek romantycznych z większym naciskiem na komedię, bez humoru majątkowego i cyckowego.

Akuma no Riddle
Link do MALa

Idealny przykład jak głupiutkie anime ubrać w poważne szaty. Co mam na myśli? Otóż to seria o zabójcach. Zabójczych dziewczynkach – będąc dokładniejszym. A co jest najśmieszniejsze? Że główna bohaterka, zabójczyni, nie potrafi zabijać, buehehe. Śmiechu warte. Dodatkowo mimo że mamy całą klasę zabójców i jeden cel, który musi zostać wyeliminowany, co odcinek z motyką na słońce wyrywa się jedna z zabójczyń i zostaje pokonana. Jakie te zabójczynie maja dobre serduszka... przecież mogły zaatakować kupą. Błagam was, toż to śmiech na sali. Ta cała otoczka mordowania jest jedynie przykrywką dla zebrania w jednym miejscu bohaterek z psychicznymi problemami i podziwiania, co mogą wyprawiać, oddziałując na siebie. Trupów tam praktycznie nie uświadczycie – a to niby najlepsze zabójczynie na świecie. Nie spojlerując końca, mogę powiedzieć, że dawno nie widziałem równie miałkiego zakończenia. Kreska mnie irytowała, muzyka nie łapała za serce, postacie denerwowały. Przez chwilę miałem nadzieję, że zobaczę jakieś ciekawe widowisko z zabójcami w rolach głównych, otrzymałem jednak teatrzyk dla dzieci. Polecam jedynie fanom sadystycznych dziewuszek.

Selector Infected WIXOSS
Link do MALa

Przekonałem się na własnej skórze, że mam dziwny gust. Serie ze średnią ponad 8 na MAL jadę z błotem, a taki potworek wzbudził moją ekscytację. Może to oznaka starości? Któż to wie. Za to jednego jestem pewny. Ta seria mnie niezwykle zaskoczyła. Początek kiczowaty i zaraz potem opening bez polotu. Już myślałem, że czeka mnie kupa. Wtedy jednak zostajemy wrzuceni do normalnego świata i zamiast magicznych kart i walk dziewuszek otrzymujemy dość solidny wstęp do historii. Szok. Potem pojawiają się te nieszczęsne karty z magicznymi dziewuszkami, ale nie ma ich tak dużo. Dodatkowo gracza, który przegra walkę kartami 3 razy, czeka coś okropnego. I nie ma tutaj zmiłuj się. Mogłoby się wydawać, że bohaterki posmakują niemiłych rzeczy dopiero później, lecz pierwsze odcinki już to weryfikują. Szok. Atmosfera się zagęszcza jeszcze bardziej, gdy dowiadujemy się że karty po kilku wygranych pozwalają spełniać życzenia, a te czasami są naprawdę dziwne. Np. jedna z bohaterek jest zakochana w bracie i chce by odwzajemnił jej uczucia. Jest to pokazane poważnie, dlatego ciężko stroić sobie z niej żarty. A gdy w końcu udaje się jej spełnić swoje życzenie... Jeeeb z dzidy! Tego już nie zdradzę. Ktoś napakował tutaj dużo ciężkich tematów i choć dziewczynek tutaj nie brakuje, ogląda się to nieźle. Większość bohaterek ma swoje problemy i mroczne uczucia. Momentami bardzo przypominało mi to Madokę, gdyż tam też zachodziła przemiana z lekkiej opowiastki o czarodziejkach w dramat psychologiczny. Tutaj też tego nie brakuje, gdyż nic nie jest takie, jakie się może wydawać na początku. Ciekawa pozycja dla każdego znudzonego oklepanymi klimatami i kiczem. Ja spodziewałem się kupy i dostałem mały diamencik. Oczywiście swoje braki posiada, ale raz na jakiś czas przestanę marudzić. A może seria mi się podobała, gdyż na ekranie oglądałem cierpiące dziewczynki?

Mushishi Zoku Shou
Link do MALa

Kto nie zna Mushishi ten dupa – mógłbym tak napisać i byłaby to dostateczna notka. Bo to w sumie prawda. Dla mnie ta seria jest pewnego rodzaju fenomenem, gdyż nie lubię serii epizodycznych, jednak Mushishi wydawało mi się bardzo interesujące. Możliwe, że to zasługa tego niezwykłego klimatu. Bo w zasadzie cała historia skupia się na konfrontacjach ludzi z mushi - czyli dziwnymi istotami, które żyją obok ludzi. Z założenia nie są złe, ale czasami mogą mieć bardzo negatywny wpływ na ludzkie życie. Chyba najbardziej przypadły mi do gustu te mroczne historyjki. Oczywiście, fenomen Mushishi nie musi dotknąć każdego oglądającego. Miałem obawy, że seria mnie rozczaruje po latach, ale tak się nie stało. Jeśli nie oglądaliście, warto spróbować od pierwszego sezonu, bo świat jest bardzo ciekawy. Do tego dochodzi interesująca kreska oraz relaksująca muzyka i wyśmienite tła. Życzę każdemu, żeby bawił się przy tym anime równie dobrze jak ja.

Kenzen Robo Daimidaler
Link do MALa

To anime jak na razie zniszczyło system w tym sezonie. Dawno nie widziałem niczego równie głupiego. Głupota przerastała tutaj zdrowy rozsądek, ale twórcy postanowili to wykorzystać na swoją korzyść i uczynić z tego znak rozpoznawczy. Moje serce ujęli głowni "źli" tej serii, czyli pingwiny z kutasami... przepraszam, ogonkami z przodu. Oczywiście nawiązanie jawne, bo gdy ogonek opadał na dół i zwiotczał, to znaczyło że pingwinek stracił swoją moc. Pomysł genialny w swojej prostocie. Z drugiej strony mamy ludzi, którzy zasilają mechy cząsteczkami zbereźności – innymi słowy główny bohater musi macać cycki, żeby uzyskać nowy poziom mocy. Akurat ten pomysł był maksymalnie oklepany i gdyby go nie rozbudowano, pewnie znudziłbym się po chwili. Właśnie po to wprowadzono drugiego mecha i druga parę (zapomniałem wspomnieć ze to seria z mechami). Tym razem robota zasilała dziewczyna, która produkuje cząsteczki zbereźności poprzez mizianie się ze swoim chłopakiem. Może i zabrzmiało to trywialnie, ale trzeba to zobaczyć, żeby zrozumieć, że ktoś miał solidny pomysł. Oczywiście imperium pingwinów też jest widzowi przybliżane, gdyż pełni równie ważną rolę, co ludzie, dlatego akcja dzieje się dwutorowo. Niby wszystko absurdalne, ale w swojej absurdalności ma sens. Oczywiście doświadczycie tutaj tonę cycków i bezwstydnego macania. Anime polecam tylko zagorzałym fanom ecchi i szalonego humoru bez hamulców moralnych. Jak normalnie takie komedie mnie irytują, tutaj czasami wyłem ze śmiechu. Od razu ostrzegam, że średnią ma niską, bo to prymitywna komedia ze wszystkimi jej wadami. Dlatego bądźcie ostrożni. Ja jednak kuszę do grzechu.

Seikoku no Dragonar
Link do MALa

Ta bajka to taka mieszanka fantasy, magicznych stworów, dziwnych mocy, szlacheckich klimatów, loli oraz cycków. Ja głupi myślałem po pierwszym docinku, że coś z tego może być. Kompletnie zignorowałem wszystkie znaki, jakie dostrzegałem na ekranie. Coś takiego jest zwykle odrzucane przeze mnie na samym początku, ale dałem się przekabacić. Ogólnie nie polecam. Oprócz kreski zbyt wiele ciekawych rzeczy tutaj nie ma (uwaga na masakryczne nasycenie kolorów!). Możliwe, że komuś to podejdzie, mi niestety nie. Jak chcecie, spróbujcie sami. Ale potem nie przybiegajcie z płaczem, heh.

Kiniro no Corda:_Blue♪Sky
Link do MALa

To seria dla dziewczyn – raczę zaznaczyć na samym początku. Przystojniacy w szkole muzycznej, to najtrafniejszy opis tego dzieła. Nie ma tutaj wielkiej filozofii. Jedna dziewczyna zjednująca sobie rzesze facetów poprzez swój charakter i grę na skrzypcach. Coś pięknego. Tia... Nie ma tutaj za grosz romansu, jest za to akcja (jeśli grę na skrzypcach można nazwać akcją) i ciągła pogoń za zwycięstwami, więc ciężko to nazwać romansem. W sumie nawet ciężko to nazwać serią dla dziewczyn, do taki bezpłciowy twór. Komu polecę? Może fanom/fankom poprzedniego spinoffa, gdyż bazował na tym samym pomyśle, a ogólnie był lepszy.

Isshuukan Friends.
Link do MALa

Obejrzenie tej serii wiele mnie kosztowało. Odrobinę zdrowego rozsądku i kilka wiader testosteronu, które wyparowały z mego ciała. Od pierwszej sekundy wiedziałem, że czeka mnie coś przesłodzonego. Przygotowałem się na to mentalnie, ale... wróg i tak mnie zaskoczył. Mimo że seria sama w sobie nie była zła, nie potrafiłem tego oglądać. Grrr, czasami już się we mnie gotowało, jak bohaterowie się do siebie ślinili, gadali o pierdołach, jedli, rumienili, gadali o pierdołach i tak w kółko. Jak zdrowy samiec może to wytrzymać?! No chyba że to ja mam problemy... No dobra koniec tego. Pomijając cukierkowość i słodycz lejące się z ekranu, to seria jest całkiem dobrym romansem/tworem romansopodobnym. Bohaterów można dosyć łatwo polubić i miło się ich ogląda. Pomijając, kurwa, słodycz! Trochę miałem wrażenie, że nasza główna bohaterka jest zbyt "łatwa". Praktycznie od drugiego epka już zaczyna być otwarta na wszelakie sugestie. Tyle trzeba było, żeby ją przekabacić, hmm. Co mi się naprawdę podobało to druga para, a w zasadzie namiastek pary – bo w tej serii nie ma co liczyć na zażyłość przeciwnych płci. Tutaj chodzi głównie o przyjaźń, niestety. Nietypowa parka z pokręconą karlicą i poważnym wielkoludem. Bardziej im kibicowałem, niż głównym bohaterom. Może dlatego, bo nie było wiadomo o co z nimi kaman. Gdym tylko doczekał się dramatu z prawdziwego zdarzenia, to seria miałaby szansę na podium w tym sezonie. Ale nie. Nawet dramat, który był wyczekiwany przez 12 odcinków okaz się zwyczajnie dupiaty i bez jebnięcia z dzidy w serce. Jakoś mnie to nie ruszyło. Słabizna. Autorka mangi zamiast zafundować konkret, zasztyletować nasze uczucia, wybrała takie chuje muje. Szkurde, z tego powodu miałem problem z przesłodzeniem. Brakuje tutaj kontry! Zapowiadało się super, a było średnio. Na pewno fanki/fani tego typu klimatów zakochają się bez opamiętania. To po prostu nie dla mnie. Po seansie musiałem sobie zafundować terapię mózgojebną muzyką, by nie popaść szaleństwo.

Mangaka-san to Assistant-san to The Animation
Link do MALa

Stosunkowo krótkie anime ecchi z dość dobrym humorem (moim zdaniem). W zasadzie nie ma sensu opisywać, jaki jest setting, gdyż wiadomo, o co chodzi. Jest zbereźnik i haremik dziewczyn w różnym wieku. Od młodych do całkiem dojrzałe (choć po kresce nie da się tego poznać). Oczywiście standardowo nasz heros dostaje wciry za głupie zachowania – standard. Niestety wdarły się tutaj takie absurdy jak mała dziewczynka pracująca jako szef redakcji. Nie wiadomo po co. Żarty są dość podobne, ale niektóre zrywają kapcie ze stóp. To w zasadzie one mnie kupiły, bo ecchi nie rusza starego dziada jak ja. Dodatkowo zdziwiło mnie, że niektóre sytuacje zapowiadające klęskę naszego herosa okazały się zakończyć szczęśliwie. Dodatkowo chcieli pokazać, że naszego zbereźnego protagonistę nie interesują małe dziewczynki, ogromny plus. Oprócz głupkowatych cyckowych żarcików, seria bardzo mi przypadła do gustu, była tak krótka, że nie zdążyła mi się znudzić. Świetnie się bawiłem, dlatego polecam bajkę wszystkim fanom komedyjek. Adieu!

Hitsugi no Chaika
Link do MALa

Anime jako jedne z nielicznych przykuło moją uwagę w jakiś przedziwny sposób. Można nawet powiedzieć, że przed seansem miałem pewne nadzieje, co zdarza się rzadko. Ale do rzeczy. To seria przygodowa w japońskim fantasy. Po bardzo długim oglądaniu anime wyróżniłem sobie taki podgatunek jak "japońskie fantasy", gdyż skośnoocy wypaczyli to, co znany choćby z Władcy Pierścieni i zrobili z tego coś swojego, unikatowego. Te klimaty spotykałem już nieraz, ale tutaj muszę przyznać, że są dosyć uniwersalne. Nie trzeba być otaku, żeby się w miarę nieźle przy tym bawić. To na wielki plus. Sprawa druga. Nie jesteśmy od razu wrzucani na głęboką wodę. Świat i bohaterów poznajemy powoli, co znowu na plus. Można się w tym spokojnie połapać. Tajemnice tego świata również są nam dawkowane dość systematycznie i w umiarkowanych ilościach. Przygody i epizodyczność nie wychodzą na pierwszy plan, jak to się często widuje. Chodzi głównie o taki motyw, że zwykle w anime nakreśla się na początku jakiś tajemnicę, by w ostatnich odcinkach dokonać wielkich rewelacji. Tutaj jest lepiej, gdyż ciągle otrzymujemy podpowiedzi i skrawki informacji. Bohaterowie. Niestety dziewczynek tutaj za dużo. To właśnie jedna z cech charakterystycznych jap fantasy. Tyle dobrze, że nie serwuje się nam jakichś żarcików z ich udziałem. Fanserwisu tutaj brak i chwała bogu za to. Dzięki temu nawet loli stały się znośne. Główny bohater i jego siostra są dosyć interesującym duetem. To silne postacie. Brakuje mi u nich jedynie więcej mrocznych cech, bo tak wydają się trochę sztuczni i nieautentyczni. W końcu zostali wychowani do wojaczki i zabijania. Ich psychika powinna być lekko skrzywiona. No ale trudno. Walki są efektowne i zróżnicowane. Podobało mi się wykorzystywanie otoczenia do pokonania przeciwnika, które pasuje do profilu zabójcy naszych protagonistów. Fabuła jest dość prosta, nawet trochę za prosta. To jednocześnie plus i minus. Ogólnie jest dobrze, ale mogło być znacznie lepiej. Nie wiem, co ze mną jest, ale seryjki ze średnią poniżej 8 na MAL bardziej mi podopasowują niż jakieś superhity (tak samo jest w tym przypadku). Nieźle się to oglądało i chętnie zobaczę sequela. Polecam fanom serii przygodowych i japońskiego fantasy.

Gochuumon wa Usagi Desu ka?
Link do MALa

Gówniane moe bez sensu czy logiki. W każdym sezonie odrzucam z automatu kilka serii. Jakimś cudem to ominąłem, dlatego spotkała mnie kara. Nie mam zbyt wiele do dodania. Jeśli lubisz moe i słodkie rzeczy, to proszę bardzo, oglądaj. Ja nie polecam.

Ryuugajou Nanana no Maizoukin
Link do MALa

Bardzo lekka seryjka o wszystkim i o niczym. To dosyć specyficzny gatunek. Mamy tutaj poszukiwaczy skarbów, duchy, tajne organizacje, magiczne moce, wszystkiego po trochu. Niestety w 11 odcinkach nie dało się tego dokładnie opowiedzieć, nie odczuwając pośpiechu. A szkoda, bo seria miała potencjał. Tyle że bohaterowie kompletnie do mnie nie przemawiali. Jeśli główny heros daje sobą pomiatać w taki sposób, to nie wróży za dobrze (niektórzy to lubią). Grono irytujących postaci na tym się nie kończyło. Samozwańcze karły, transwestyci, duchy obżarciuchy, pijaczki, loli itd... Długo by wymieniać. Szkoda, że tak się to złożyło, bo poszukiwanie skarbów zapowiadało się fajnie i takie było. Tyle że odnajdowanie kolejnych skrzyń ze skarbami było rzeczą marginalną w tej serii. Nieważne jak ciekawa jest fabuła, słabe postacie wszystko posują. Oczywiście, to tylko moje zdanie. Ale dosyć smutnych tematów. Seryjka ma ode mnie ogromnego plusa za jedną rzecz. Otóż jedna z bohaterek namiętnie gra na konsoli i pececie. Jakie było moje zdziwienie, gdy widzę na ekranie Terrarię! Nie sądziłem, że ta gierka załapie się na występ w anime. Rżnąłem w nią ponad 200 godzin (tyle pokazuje licznik na steam), więc wiele miłości do niej dalej we mnie zostało. Taki smaczek warty odnotowania. Dobra, komu polecę? Fanom przygotówek z masą różnobarwnych bohaterów i dość pokręconą fabułą. Nie powinniście się zawieść.

Escha & Logy no Atelier: Tasogare no Sora no Renkinjutsushi
Link do MALa

Pierdołowata seria o magicznym świecie i przygodach alchemików. Męski bohater dał mi nadzieję, że może być z tego coś zjadliwego, ale się myliłem. Fabuła kręci się wokół masy dziewczynek oraz ich perypetii. Chłopak wydaje się być wciśnięty na doczepkę. Brak tutaj powagi. Wszystko wydaje się głupkowate i nierealistyczne. Cały świat przez to wydaje się bardzo bajkowy. Nie polecam tego tworu ludziom nawet z kupą wolnego czasu.

Sidonia no Kishi
Link do MALa

Jak ja lubię takie hipsterskie bajki. Mangę znałem, więc fabuła szczególnie mnie nie zaskakiwała, ale nieźle się to oglądało. Nawet nie żałuję, że wykorzystano CG. Może to jakiś dziwny efekt psychologiczny, ale wszystko pasowało do siebie w tym anime jak ulał. Grafika, muzyka, historia, klimat. Ale jakby ukryć te niespotykane elementy, to w zasadzie dostajemy sztampową historię z mechami. Dzięki bogu, że autor nie boi się uśmiercać bohaterów, a tutaj jak coś jebnie, to trup ścieli się gęsto. Kolejny raz wałkuje się walkę ludzkość z obcym najeźdźcą. Z jednej strony to źle, ale z drugiej Nihei (autor mangi) ugryzł temat po swojemu. Kto zna Balme, wie, o czym mowa. Facet uwielbia bawić się skalą. Na dodatek wszystko jest dość brudne, zużyte – czuć tutaj upływ czasu. Wrogowie są monstrualni. Ludzie to tylko malutkie jednostki na ogromnym statku kosmicznym. W mandze to nie było takie widoczne, ale w anime można sobie wszystko zgrabnie wyobrazić. Dawno nie widziałem równie dobrze zaprezentowanej skali. Podobał mi się też realizm, a raczej trzymacie się logiki. Ktoś powie: "Gdzie tam logika, tutaj są mechy!". Racja, ale te mechy nie są niezniszczalne ani wyposażone w super-hiper technologię. Lecz brudnymi i zużytymi maszynami, których energia kończy się dość szybko i wystarczy małe puknięcie, żeby je uszkodzić. Co jak co, ale w kosmosie taki mech bojowy jest o wiele łatwiejszy do zaakceptowania niż na lądzie. Dlatego mogę lekko przymrużyć oko. Od razu przypomniał mi się kolejny fajny realistyczny fakt. Jeśli nagle na ludzkie ciało zadziała siła paru G traci się przytomność. Tutaj aż za często do tego dochodziło, co niewprawionym na pewno będzie przeszkadzać. Bohaterowie są dość sztampowi. Tajemnic tutaj nie brakuje, więc człowiek ma się nad czym zastanawiać. No i zapomniałbym o brutalności, tej jest mało, ale występuje. No i na końcu chciałem poruszyć najbardziej grząski temat – romans. Rozumiem, że Sidonia no Kishi jest najbardziej komercyjną mangą Nihei, dlatego musiał się dostosować do obiorcy masowego. Dobrze, że dziewczyny giną tutaj hurtowo, bo naprawdę zrobiłby się z tego harem, hehe. Niemniej to, za co tę serię (mangę) polubiłem, ukaże się dopiero w drugim sezonie. A mianowicie trójkąt miłosny: chłopak, obojnak i obca forma życia z wielkim penisem. Już nie mogę się doczekać! Komu polecę? Na pewno fanom kosmicznego sci-fi, niekoniecznie mechów (machy można by w sumie zamienić na coś innego bez szkody dla serii) i dość unikatowego świata, gdzie trup ścieli się gęsto a ludzkość musi walczyć o przeżycie (w skrajnym przypadku można to nawet przyrównać do ataku gigantów). Ja się bawiłem dobrze, ale nie bierzcie ze mnie przykładu, bo jestem hipsterę.

Date A Live II
Link do MALa

Sequel sztabowego haremu z cyckami i pochodnymi cycków (majtkami). Dobry sequel trzyma poziom pierwowzoru. Tutaj zapewne tak było, bo wynudziłem się równie mocno. Kompletnie zero rozwinięcia akcji, a zamiast tego kolejne dziewuszki do koszyczka. Główny hero to idiota, więc sobie nie radzi z nimi. Zresztą kto by sobie poradził, skoro dziewuszki mają prawie boskie moce i pod wpływem emocji mogą rozpieprzyć miasto. Polecam jedynie zagorzałym fanom staroszkolnych heremówek z cyckami. Reszcie nie polecam.

Inugami-san to Nekoyama-san
Link do MALa

Króciutka popierdółka z rodzaju - nieleczona głupota prowadzi do ataku śmiechu. Mniej więcej tak to miało wyglądać, ale aż tyle śmiechu nie było. Głównie chodzi tutaj o nabywanie przez ludzi cech zwierząt wynikające z ich nazwisk. Znaczy, że gdy jakaś dziewczyna ma w nazwisku zwierzątko, będzie posiadała jego cechy. No i wokół tego się kręci cała historia. Oczywiście dorzucić do tego można zafascynowanie bohaterek tą samą płcią. Co sam nie wiem, jak zinterpretować po prawie 10 latach oglądania bajek. Czy to już homoseksualizm, czy przesadne koleżeństwo? W każdym razie. Polecam to średnio śmieszne anime ludziom z brakiem czasu.

Yowamushi Pedal
Link do MALa

Anime to standardowa sportówka. W zasadzie nie ma tutaj niczego niezwykłego ani unikatowego. Ot zwykły chłopak ma ukryty talent, który przez przypadek zostaje odkryty i dostaje się do drużyny kolarskiej. I tyle. Potem treningi, przygotowania do wyścigu i ostatecznie wyścig. Nie ma tutaj wielkiej filozofii - kolejne anime sportowe. Oglądało się je dość przyjemnie, jeśli lubi się ten oklepany schemat i łatwą do przewidzenia akcję. Ale nie chodzi tutaj o to, by zaskakiwać, ale podnosić adrenalinę widza procesem dochodzenia do przewidywanego rezultatu – czyli akcją. Moim zdaniem, brakuje tutaj większego realizmu i może dramatu. A tak dostajemy dość lekką i bajkową wizję kolarstwa, która niekoniecznie ma się do rzeczywistości, jakbym tego oczekiwał. Komu polecę? Wszystkim fanom sportówek.

Ps. Serii jedno mogę przyznać, że wspaniale motywuje do jazdy na rowerze. Nie będę się dłużej opierał, jadę. Oczywiście, gwoli ścisłości, na rowerze o tej porze roku jażdżę dość regularnie, więc to nic niezwykłego. Do zobaczenia na trasie!

Blade & Soul
Link do MALa

Popierdółka śmierdząca Queen"s Balde, tylko bez takiej ogromnej ilości cycków. Mamy zabójczynię, świat fantasy, chęć zemsty, przeróżne frakcje i przygody. Niestety wszystko jest dosyć płytkie i bez polotu. Czytałem w Internetach, że ludzi zaintrygowały pierwsze odcinki. Ja jestem już z stary, żeby dać się zwieść. Jedyne, co w tej serii jest znośne, to kreska i animacje. Nie urywają dupy, bo śmierdzą małym budżetem, ale oblecą. No i jest krew oraz śmierć. Za to mała pochwała. Polecam fanom bijatyk z ogromną ilością kobiet, bo chyba o to tutaj chodzi.

No Game No Life
Link do MALa

Ta seria była na mojej czarnej liście od samego początku. Jakie spotkało mnie rozczarowanie, gdy okazało się, że wpadła w moje gusta. By to szlag... Zawiodłem się na sobie. Byłem do niej wrogo nastawiony, a ona mnie zza rogu cichaczem... jeb! A wszystko dlatego, bo ubóstwiam motyw ludzie kontra obcy magiczny świat. I do tego jak ci ludzie są OP... Ale dobra, nie warto się skupiać na mocnych stronach tej serii, bo jest ich dużo. Postaram się wymienić wady. To tak. Kreska jest ohydna i różowo mdła, co gryzło moje oczy niemiłosiernie. Twarze małych dziewczynek były niesamowicie zdeformowane, co niby miało symulować, że są słitaśne. Bullshit. To akurat bardzo mi przeszkadzało podczas seansu. Fanserwis był czasami dość intensywny, ale dało się go znieść. Loli serwis, o którym mnie ostrzegano, okazał się niegroźny, ale nie wątpię, że u niewprawionego widza wywoła niesmak. Postacie są masakrycznie schematyczne, co jest normalne, ale dalej boli. Za to wspomnę o innej rzeczy. Podobało mi się, że nikt szczególnie nie powstrzymywał zbereźnych zapędów głównego bohatera, to wielki plus. Oczywiście gry, w które grają główni bohaterowie to absurd i śmiech na sali. Rozumiem, że miało być ciekawe, ale bez przesady. Na dodatek dochodzą absurdalne metody wygrywania kolejnych pojedynków, co czasami wzbudza politowanie na twarzy. Ale rozumiem, to miało być zajebiste, nie logiczne. Czy seria jest warta obejrzenia? Możliwe, że tak, ale należy się przygotować na tę oczojebną warstwę wizualną i takie elementy jak loli fanserwis. Jeśli się nie boisz, spróbuj, bo nawet mnie, wielkiemu przeciwnikowi, przypadło do gustu. Coś w tym musi być.

Soredemo Sekai wa Utsukushii
Link do MALa

Oklepany schemat. Dobroduszna księżniczka przyjeżdża do odległego królestwa, by naprostować nikczemnego króla i przy okazji rozbudzić w nim miłość. Z automatu seria dostaje karnego kutasa za eksplorowanie tematów, które mnie kompletnie nie rajcują. No i tak zostało do samego końca. To nie moje klimaty, koniec kropka. Nie mam szczególnie ochoty się użalać, więc zakończę notkę tutaj. Polecam fanom dworskich romansów i klimatów szlachecko królewskich. Na MAL anime ma wysokie noty.

Gokukoku no Brynhildr
Link do MALa

Po seansie od razu zabrałem się za przeczytanie paru opinii na Internetach, jednak to tylko wywołało jeszcze większy zamęt w mojej głowie. Ogólnie sprawa wygląda tak, że seria załapała mnie za serce. To kolejny z tytułów w tym sezonie, który sprawił mi satysfakcję wbrew logice i prawom rządzącym wszechświatem. Jak to wytłumaczyć? Nikt tego nie wie. Ale do sedna. Na samym początku myślałem, że mam do czynienia z jakimś gównem o klubie astrologicznym i wianuszku dziewuszek. Jednak coś mi zaczęło śmierdzieć po openingu. Wyostrzonymi zmysłami wykryłem coś zapowiadającego krew i flaki. Okazało się, że miałem rację. Taka seria i brutalność? Potem nagle pojawiły się jakieś dziwne zgony, a atmosfera dziwnie się zagęściła. Potem jeszcze kilka innych momentów WTF i okazało się, że mam do czynienia z czymś pokroju dramtu sci-fi z masą tajemnic. Gdyby tylko nie te nieszczęsne sceny ecchi, ale cóż, widzowie tego pragną. Fabuła jest całkiem niezła i nawet mnie zaciekawiła. Całość była na tyle nietypowa, że szybko sprawdziłem, na podstawie czego zostało to zekranizowane. O mało oczy nie wypadły mi z orbit. Okamoto Lynn – twórca Elfen Lied. To wyjaśniło wszystko. Facet po długiej przerwie od malowania gore wraca do biznesu. Wszystko byłoby super, gdyby od połowy anime nie zostało ponaglane. Tak, nawet bez znajomości mangi da się to wyczuć. Szkoda, wielka szkoda. Niemniej wiele rzeczy ujęło mnie za serce. Po pierwsze bohater jest czasami niesamowicie logiczny a jego komentarze zwalają z nóg. Dawno czegoś takiego nie widziałem w anime. Za to wielki plus. Z tego powodu mimo iż nie posiada żadnych mocy, jest bardzo przydatny. Druga rzecz to zgony i podejście do śmierci bohaterów. Dużo tutaj tego. Czasami postać umiera ni z gruchy ni z pietruchy, co wywierało uśmiech na mojej twarzy. Za to kolejny plus. Ciągła walka o życie, tajemnice, przytłoczenie, tajna organizacja. Wszystko układało się wyśmienicie. Szkoda jedynie tępego ecchi, które nie było kompletnie złe, ale jak człowiek pomyśli, że go nie wycięto z anime, a fabułę już tak, to szlag trafia. Dodatkowo wykonanie czasami leżało, a mianowicie kreska i animacja. Mały budżet. Muzycznie muszę pochwalić, bo pierwszy i drugi op fajnie się słuchało. Pierwszy to elektroniczny utwór bez wokalu, a drugi to bardzo ostry rockowy kawałek. Prawdę powiedziawszy, szkoda mi tego anime, bo mogło powstać coś ciekawego, bo mimo spieprzenia tylu rzeczy złapało mnie za serce. Komu polecę więc? Przypadnie do gustu małej rzeszy ludzi, więc nie wiem komu. Może fanom tajemnic? Dziwnego klimatu? Lekkiego gore? Haremu? Ecchi? W sumie wszystkiego po trochu. Choćby jedna z tych rzeczy cię zaciekawiła, zobacz. Jednak nie gwarantuję, że ci się spodoba, czytelniku.

Kanojo ga Flag wo Oraretara
Link do MALa

Kolejny harem, w którym mamy pomieszanie w poplątaniem. Z jednej strony jest chłopak z dziwną mocą, która jest powiązana z traumą – niby zapowiada coś poważnego. Ale potem co odcinek pojawia się nowa dziewczynka do haremu, aż ten osiąga niebotyczne rozmiary. Jak dobrze liczę około 9 dziewuszek. Wszystko w staromodnej konwencji. Każda z nich reprezentuje dany typ charakteru, z którym bohater musi sobie dać radę. Oczywiście nasz heros szybko porzuca swoją alienację od otoczenia na rzecz bycia przesadnie dobrym, w ten sposób poświęcając się dla każdej dziewuszki, co w konsekwencji pozwala mu zaskarbić sobie ich serca. Schemat na schemacie. Większość odcinków to typowe sranie w banie, czyli zabawnostki i śmieszne perypetie bohaterów. Zaś pod koniec zaczynają się dziać dziwne rzeczy, które lekko zmieniają klimat. Mimo tego zakończenie jest przewidywalne. Komu polecę? Fanom haremów z udziwnieniami i tylko im.

Love Live! School Idol Project 2nd Season
Link do MALa

Drugi sezon przesłodzonego anime o celebrytkach. Pierwszy spotkanie z tym tytułem wywarło na mnie bardzo pozytywne wrażenie, tym razem niestety wszystko odwróciło się do góry nogami. Ciężko stwierdzić czy anime się tak zmieniło, czy może ja się zmieniłem. Oceny jednak mówią same za siebie. Ten sezon jest lepszy niż wcześniejszy. Pierwszy skupiał się bardziej na powstawaniu grupy idolek i problemach, jakie temu towarzyszyły. Teraz jednak skład został ten sam, a dziewczyny musiały się zmagać z przeszkodami innego rodzaju. Bardziej dziecinnymi i żartobliwymi - paradoksalnie. Nie żeby wcześniejszy sezon był poważny, ale na pewno podchodził do problemu z innej strony. Okazuje się, że dziewuszki mogą się bawić i wygłupiać, a wszystko i tak się udaje. Wystarczy, że bardzo będą pragnęły zwycięstwa i wykrzyczą swoje ulubione slogany o miłości i przyjaźni. Jeśli ktoś lubi klimaty japońskich idolek, to proszę bardzo, niech zobaczy pierwszy i drugi sezon. Nie rozczaruje się. Ja zwyczajnie oczekiwałem czegoś innego.

Mekakucity Actors
Link do MALa

Shaft – i wszystko jasne. To studio zapracowało na swoją renomę unikalnym stylem i doborem nietuzinkowych historii. Szkoda tylko, że ich styl się nie zmienia. Wygląda ciągle tak samo. Ale do rzeczy. Historia w tym tytule należy do tych raczej skomplikowanych, dziejących się na wielu płaszczyznach czasowych i łącząca narracje różnych bohaterów. Jak do tego dodamy wizualizację Shafta, powataje coś trudnego do ogarnięcia i dość wymagającego dla widza. Więc jeśli przez pierwsze odcinki seria cię nie przekonała, porzuć ją drogi widzu czym prędzej, bo potem jest tylko gorzej. Ja byłem rozczarowany i tym zdaniem zakończę główną część tej notki. Komu polecę? Na pewno fanom Shafta i dość dziwnych, szalonych historii, gdzie grupę pozornie niepowiązanych ze sobą bohaterów łączy dziwny cel. Mózg rozjebany.

Soul Eater NOT!
Link do MALa

Jak zamienić Soul Eatera, czyli shounena z szalonymi walkami, w anime ze słitaśnymi dziewuszkami? No właśnie tak. Bluźnierstwa ciąg dalszy. Nie, żeby Soul Eater był jakimś moim ulubieńcem, ale tego typu praktyki wołają o pomstę do niebios. Po pierwsze, anime wstrzeliwuje się w we współczesne trendy, serwując nam dziewczynki z gimnazjum, które odnajdują się w nowej rzeczywistości i zdobywają przyjaciół. Po drugie, atakuje serca fanów, ożywiać stare postacie z serii podstawowej. Po trzecie jest praktycznie o niczym. No mamy niby wroga – złą wiedźmę – ale oczywiście wiadomo, że zostanie na końcu pokonana siłą przyjaźni naszych bohaterek. W końcu to prequel (chyba). To zagrywki poniżej pasa i skok na kasę. Po co powstał ten twór? By ożywić trupa? SE manga i anime doczekały się definitywnego zakończenia. Więc sam nie wiem. Komu polecę? Jedynie fanom Soul Eatera, bo tylko oni zdzierżą te wszystkie bluźnierstwa.

Black Bullet
Link do MALa

Szybkie rozeznanie na necie i już wiem, że seria otrzymuje dwa rodzaje ocen. Oceny zwykłych widzów i oceny fanów nowelki. Jak się można domyślić, oceny tych pierwszych są wyższe od drugich. Jest to spowodowane marną adaptacją. Jeśli to prawda, kolejny raz marnuje się potencjał dobrej historii. Ja jednak tak tego nie odebrałem. Nie znam szczegółów, więc się nie wypowiem, ale jak dla mnie sama fabuła miała pewne niewybaczalne wady. Ponoć ta historia miała zjeść SnK na śniadanie. Coś w tym jest, bo czasami podobieństwo jest znaczne, ale... Pierwsze odcinki Czarnego Pocisku były dla mnie dość trudne do przebrnięcia, gdyż raziła mnie dziecinność tej historii. Niby wszystko super, miasto otoczone murem, na zewnątrz krwiożercze mutanty, zabójczy wirus dziesiątkujący ludzi, zmutowane dzieci z dziwnymi mocami piętnowane przez społeczeństwo. Tylko po jakiego diabła zmutowanymi dziećmi mogą być tylko małe dziewczynki? No błagam. To perfidne jechanie po ludzkich instynktach, a tym bardziej męskich. Wyobraźcie sobie, że całe społeczeństwo gnębi małe dziewczynki, a tylko główny bohater je broni. Już widać, do czego to zmierza? Większość czytelników/widzów będzie mu kibicowała z wiadomych powodów. Brakowało mi tutaj zagłębienia się w temat i przedstawienia racji drugiej strony w sposób należyty, bo tak wszystko wydaje się prawie jednowymiarowe. To od razu prowadzi do drugiej wady. Główny bohater z wiadomych powodów będzie na swojej drodze spotykał masy loli. Znowu te loli. Po trzecie nie podobały mi się dziwne moce, jakimi dysponowały poszczególne postacie. To kompletnie psuło zbudowany klimat i niszczyło resztki realizmu. To najbardziej mnie kłuło po oczach, reszta to drobne wpadki. Z dobrych punktów - podobały mi się mechaniczne protezy głównego protagonisty. Taki dość fajny dodatek. Przydałoby mu się więcej taki części, wtedy jako cyborg byłby prawdziwym twardzielem. Ale wiadomo, to tylko moje marzenia. Trupy w postaci małych dziewczynek był dość dobrym elementem, ogólnie dużo różnych trupów. Przydałoby się jeszcze zabić jakieś ważne postacie, wtedy poziom zajebistości skoczyłby o kilka oczek. Walki prezentowały dość wysoki poziom za co plusik. Niestety, atak na tytana zakończył się kompletnym niepowodzeniem. Ta historia ma za dużo wad. A może to wady adaptacji? Co by nie było prawdą, brakuje tutaj powagi i mroku, które są dość szybko niwelowane obecnymi żarcikami. Może wtedy byłaby to historia wybitna, teraz jest tylko dobra. Komu polecę? To dość uniwersalne anime, więc większości ludzi. A nuż się wam spodoba.

To byłoby na tyle. Sezon okazał się zadziwiająco solidny. Znaczy... wiadomo, gównianych serii było stosunkowo tyle samo, ale zobaczyłem wiele ciekawych, co jest dla mnie nowością. Też od razu trzeba zaznaczyć, że nie tyle serie były lepsze, co wstrzeliły się w moje gusta. Niestety – znaczy to, że przyszły sezon będzie gówniany, bo nie wierzę, że Japończycy zaspokoją moje potrzeby. To tyle. Do zobaczenia za kwartał.

Komentarze

#1 | Urizithar dnia lipiec 14 2014 11:26:57
Tragicznie z tobą, jeśli "weak sauce" ci się podobał. Miałkie i bezsensowne życzenia, przerysowane i denerwujące postaci, przesadzony dramatyzm, idiotyczne działania postaci, usilne i nieudolne naśladowanie motywów z Madoki... brrr. Niestety kiczu akurat tutaj było co nie miara. No cóż, dobrze że każdy może mieć swoją opinię. ;p

I nie ma tutaj zmiłuj się.

Nie? A przysiągłbym, że to potem odkręcili.

Mangaka-san:
była tak krótka, że nie zdążyła mi się zbudzić.

A nie "była tak krótka, że nie zdążyłem się zbudzić."? Pokazuje język
#2 | darthdragon dnia lipiec 14 2014 15:15:47
"...nie zdążyła mi się znudzić" - poprawione.

A co oni odkręcili? Odkręcać dopiero będą w drugim sezonie i wszystko skończy się happy endem, znając życie. Może i ogólnie było kiczowate, ale nawet lekko mi się oglądało. Gustów niestety nie da się wytłumaczyć. O innych stosunkowo średnich seriach, które mi się podobały, nie wspomniałeś, w takim razie należałoby się zastanowić nad ostatnim zdaniem w notce o wixoss. Tam może kryć się rozwiązanie...
#3 | Urizithar dnia lipiec 14 2014 15:56:22
Czytam na raty, nie doszedłem wtedy dalej niż do połowy (teraz już mam za sobą całe).

Poza tym np Brynhildra jeszcze nie oglądałem, więc też niespecjalnie mam co powiedzieć. No i czasem się zgadzam. Taki Black Bullet choćby ma całkiem solidne motywy i elementy fabularne, ale ma też kilka wkurzających rzeczy i gdzieś się po drodze zagubił i nałapał dziur fabularnych. Zapewne to wina jakości adaptacji (sądząc po tym co mówią inni), ale tego nie wiem. Równie dobrze nowelka może być też słaba, a po prostu nie było tak tego widać w wersji papierowej albo ludzie zachwycili się byle czym. Nie mniej jednak anime wyszło średnie, a mogło być lepsze. Przynajmniej ja jestem w stanie zobaczyć w nim elementy, które mogłyby za tym przemawiać.

No i zazwyczaj nawet jak się z tobą zgadzam, a przynajmniej z ogólnym odbiorem, to bywam mniej krytyczny na elementy, które ciebie wyjątkowo drażnią. Choćby taki SE NOT, jak dla mnie ma wady i braki (choćby jakośc animacji potrafiła czasem kuleć), a historia na pewno nie jest ambitna, ale z drugiej strony skonstruowane na schematach postaci są szalenie sympatyczne (rzadko zdarza mi się polubić tsundere) i dostajemy masę wydarzeń z przeszłości odnośnie bohaterów znanych pierwowzoru (przykładowo poznanie Kim Diel z Jacqueline i lepsze nakreślenie osobowości i motywacji tych postaci) i tła. Dane nam jest całkiem sporo informacji o Shibusen i działaniu tej szkoły, które sprawiają, że historia przedstawiona w SE wydaje się pełniejsza, a świat żywszy i mniej dwuwymiarowy. Podobna sytuacja co z Illyą, coś zupełnie innego niż oryginał, o zupełnie innym targecie i stylu, przez co fanom oryginału może zupełnie się nie podobać, ale samo w sobie całkiem solidnie wykonane.

Co odkręcili? Podobno odwrócone życzenie było nie do cofnięcia, a w 12 odcinku znowu są psiapisułami i wszelkie negatywne efekty po prostu zniknęły. Rodzi to tylko pytanie "na cholerę ta cała wcześniejsza drama?".
#4 | darthdragon dnia lipiec 14 2014 21:37:35
Wixoss. Aaaa, tożto moc przyjaźni zdziałała cuda. Też do końca nie uznałem tego za definitywnie "uleczenie" jej klątwy, gdyż ciągle brały udział w całym turnieju i nie było zmiany tempa akcji i analizy sytuacji - jeśli wiesz, co mam na myśli. Niemniej przez większość serii serwowano nam jej cierpienia. A drama była po to, żeby jej współczuć - mimo tego ta postać denerwowała mnie chyba najbardziej ze wszystkich.

SE Not. No widzisz, to samo czytałem na Internetach. "Seria wspaniale dopełnia świat Soul Eatera". No dobra, ale seria bazowa miała konkretną fabułę i akcję. Ta jednak tylko rzuca nam "ochłapy". Bo w końcu żeruje na uczuciach fanów, którzy kochają stare postacie i radują się ze smaczków, które ich właśnie dotyczą. To mi się nie podobało. Po co odgrzewać kotleta? Tyle lat po zakończeniu SE warto tworzyć takie "dopełniacze"? I jeszcze te trzy dziewuszki. Skoro w relacjach czysto żeńskich używa się frazy "tsundere", znaczy to, że wkraczamy na grząski grunt. Ale wiadomo, to moja opinia.

Black Bullet. Zostawiłem ją sobie do oglądania na koniec, gdyż chciałem zakończyć sezon miło. No niestety tak miło nie było. Z tego, co czytałem, w książce dużo rzeczy jest dwuznacznych. Nie ma czerni i bieli. Niestety protagonista to cipa i wielki obrońca uciśnionych. Nie widzę w nim mroku, który okazała się posiadać jego koleżanka z kataną, heh. Jedyne, co mi się w nim podobało, to jego protezy (rozwinę myśl z notki), bo baardzo przypominały protezy bohatera Deus Ex Human Revolution
http://static-3.nexusmods.com/15/mods/246/images/2-3-1386329224.jpg

"Brunhildy w mroku" ci nie polecam, bo wiem, że ci się nie spodoba. Za to mangę polecić mogę, bo jest zacna. Tam bohater ma na tyle jaj, żeby zabić jedną z dziewuszek ze swojego haremu, by uratować świat. W anime ona popełnia samobójstwo, lol, po jaką cholerę to zmieniali? Bo niby główny bohater jest za męski w porównaniu reszty ciot z innych anime?

A propos, zauważyłem dziwny zbieg okoliczności. Autor tej mangi po Elfen Lied zrobił sobie przerwę od gore i namalował mangę sportową "Nononono" - która jest o skokach narciarskich. Mogli ją zekranizować, to byłoby ciekawe. Ale nie do tego zmierzam. Inny mangaka, który również maluje dziwne rzeczy i nie stroni od przemocy - twórca pierdolonego Shadow Star Narutaru i mózgojebnego Bakurano też wziął się za mangę sportową - "Noririn", która jest o kolarstwie. Dziwny zbieg okoliczności. Może po tylu latach malowania nienormalnych mang musieli zrobić zwrot o 180 stopni i odciążyć sponiewierane pomysły?

Mój gust jest wypaczony czasami, ale nie mam się zamiaru z tym kryć. Na pewno da się to odczuć podczas czytania. Z czasem będzie się to pogłębiało, jak przypuszczam, heh. Ale mam do ciebie pytanie. Też drażnią cię te wszechobecne loli? Tak się to ostatnio pogłębia, że szok.
#5 | Urizithar dnia lipiec 14 2014 22:51:48
Cóż, zacytuje recenzenta: "It's not Soul Eater, it is Soul Eater NOT". Nikt nigdy nie mówił, że to będzie seria akcji i trochę nie fair tego od niej oczekiwać albo zaczynać oglądanie z nastawieniem na coś takiego.

Co do loli, tak, trochę przeszkadza. I nie chodzi nawet o to, że przeszkadzają mi konkretne postacie w tym stylu kreowane, ale często nie widzę w tym sensu. Np takie loli stojące na czele jakiś firm czy organizacji wojskowych to dla mnie kompletny obłęd. W takim Black Bullet nie było z tym najgorzej, ale też wolałbym gdybyśmy mieli grupkę "dzieci demonów" niż same dziewczynki. Przez to anime staje się takie pretensjonalne.

Dodaj komentarz

Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.

Oceny

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?
Wygenerowano w sekund: 0.35
957,951 unikalne wizyty