Nawigacja

Kanał IRC

Serwer: irc.rizon.net
Kanał: #rtt
Zalecane kodowanie: UTF-8
irc://irc.rizon.net/#rtt

Aktualnie online

Gości online: 1

Użytkowników online: 0

Łącznie użytkowników: 300
Najnowszy użytkownik: ofal

Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło

Shoutbox

Musisz zalogować się, aby móc dodać wiadomość.

04-04-2017 19:23
Ok. Dzięki za odpowiedź.

04-04-2017 18:33
Szlag trafił wiele rzeczy i teraz musimy sobie z tym jakoś poradzić. Za kilka dni oczekuj newsa na stronie.

31-03-2017 20:07
Dobry. Szlag trafił czcionki do waszych napisów. Można się spodziewać zaktualizowania linków do nich?

27-09-2016 20:35
Na nocki za 150% stawki. Samo w sobie oczywiście nie wystarczyłoby, ale dość żeby nie musieć pracować na cały etat. A bardzo możliwe że w tym roku dostanę jeszcze stypendium.

26-09-2016 07:29
Chyba dobrze płatna fuszka, bo 10 tygodni to stosunkowo mało.

26-09-2016 00:33
bywa zaskakujące. Spotkałem w Holandii kuzynkę zaproszoną na dwa tygodnie przez kolegę. Nawet nie wiedziałem, że wyjeżdża. Świat jest mały.

26-09-2016 00:32
Ja tylko na 10 tygodni w wakacje, bo studiuje, a taki wyjazd jest mi w stanie zapewnić możliwość utrzymania się potem przez cały rok akademicki bez zarzynania się. I może wydawać się oczywiste, ale by

20-09-2016 19:59
Sry, nie czytam shoutboxa. Oczywiście, że za pracą, a dokładniej to za pieniędzmi, bo praca to jedynie przykry dodatek. Ja już w ojczyźnie, a jak u ciebie?

19-09-2016 19:42
Ciekawe, czy ktoś jeszcze zagląda na stronę. Może trzeba wydać coś zajebistego na listę, to się coś ożywi, hehe.

15-09-2016 01:39
@DD Wieki tu nie zaglądałem i teraz przypadkiem wpadłem i patrzę że też byłeś w Holandii w tym samym czasie co ja. Też wyjazd za pracą?

Archiwum shoutboksa

KKDD jesień/zima 2016

Podsumowanie jesień/zima czas zacząć. Miłej lektury!

Haikyuu!!: Karasuno Koukou VS Shiratorizawa Gakuen Koukou
Link do MALa

Ostatnio zarzucano mi, że nie pisałem o seriach, które są kontumacjami , więc zamierzam to poprawić, choćbym miał napisać tylko parę zdań. Pierwsze na ruszt idzie Haikyuu!!. Jak mnie pamięć nie myli, to trzecia część przygód drużyny siatkarskiej Kruków. Ciężko mi tutaj cokolwiek zarzucić produkcji, gdyż jak podobały mi się poprzedniczki, tak i podobna mi się ta. Może to uczucie nie ujawniło się od pierwszych odcinków, gdyż trochę czasu minęło od mojej ostatniej styczności z bohaterami. Co tu dużo tłumaczyć, mam tak, że nawet jak jakaś bajka mi się podobała, to jej sequel po dłuższym czasie wcale nie musi mnie urzec, bo moje emocje już opadły do poziomu neutralności, a czasami nawet niżej. W tym przypadku radość z oglądania odbudowała się dość szybko, co świadczy o niezaprzeczanym poziomie tejże produkcji. Zresztą nawet średnia mówi sama za siebie. Jakieś wady? Jeden pięciosetowy mecz siatkówki rozciągnięto na 10 odcinków, co jest lekką przesadą. No ale chyba tyle się dopatrzyłem z poważniejszych rzeczy. A teraz do rzeczy najsmutniejszej. Seria to przyjemna shounenowa sportówka, ale zmusiła mnie do egzystencjonalnych refleksji z powodu pozornie nieistotnej detalu, a mianowicie od 9. odcinka zmienił się głos jednego z bohaterów. Zaintrygowało mnie to na tyle, że zrobiłem szybkiego risercza i okazało się, że seiyuu dostał wylewu i umarł. Dlatego dedykuję tę notkę Tanace Kazunariemu oraz jego głosowi, którego będzie mi brakowało. Komu polecę? Fanom poprzedniczek i wszelakich sportówek z nakierowaniem na realizm a nie supermoce.

Bubuki Buranki: Hoshi no Kyojin
Link do MALa

Kolejny z wpisów "nie chcem, ale muszem". Przypomniał mi się genialny cytat opisujący moje odczucia po rozpoczęciu seansu. "Są takie rzeczy, których nie chcemy, ale i tak przychodzą". Dla jednych to sraczka, a dla innych kolejny sezon Bubuki Buranki, z tą różnicą, że sraczka jest znacznie krótsza i następuje po niej błogie uczucie ulgi. No dobra, może trochę przesadzam, niemniej sequel nikomu potrzebny nie był i wydaje się zbyteczny. Dla przypomnienia: bajka to pełne CGI dzieciaków w mechach walczących ze sobą bo... sam się zastanawiam. Historia jest pokręcona i obfitująca w zwroty akcji wyskakujące niczym gołębie z kapelusza podrzędnego magika. Nie żartuję. Kolejny sezon to jeszcze większe dziwactwo i większe grono bohaterów. Tym razem źli stali się dobrymi, dobrzy złymi, a gdzieś w tle ujawnił się arcy-zły pociągający za sznurki – nihil novi. By lekko zbalansować brak wyrazistości głównego herosa dorzucono do kotła jego energiczną, wybuchową i upierdliwą siostrę, która (wybaczcie stwierdzenie) wkurwia widza na każdym kroku, co oczywiście pogłębia jeszcze wybór jej seiyuu (dobra robota). Czego można się spodziewać? Tego, co w zeszłym sezonie, i jeszcze więcej. Czy warto oglądać? Na pewno istnieje taka możliwość, jeśli się już nadgryzło zeszłą kanapkę. Nowej krwi radziłbym ostrożność w osądzie, gdyż baja jest sztampowa i może się podobać jedynie na dużym luzie i przy kupie wolnego czasu. W innym wypadku odpada.

Bloodivores
Link do MALa

Wiem, że mój kącik się tak już nie nazywa, ale: WTF is this shit?! Niektóre pomysły powinny pozostać w głowach ludzi i tam umrzeć wraz z nimi. Ten jednak został zekranizowany i kala me oczy. Moje zdegustowanie było na tyle duże, że zdecydowałem się pominąć dokładniejszy research i wiem jedynie tyle, że to coś powstało bazie jakiegoś chińskiego internetowego komiksu. Nie mam pojęcia, po co i na co to komu. Seryjka w zasadzie nie rozwija żadnych poważnych wątków, a skupia się jedynie na psudo-walkach zmutowanych ludzi i potworów. Wiemy tyle co nico świecie, a koniec następuje nagle i jakby sugeruje kontynuację, która jednak nie nastąpi z oczywistych powodów. Staram się teraz wczuć w studio, które się za to wzięło, i logicznie wytłumaczyć ich decyzję, ale nie potrafię. Prawdę powiedziawszy, nie chcę już dłużej marnować swoich palców na pisanie. Zakończę więc. Komu polecę? Nikomu, bo produkcja to jakaś poroniona pomyłka i strata zasobów na kompletne gówno.

Mahou Shoujo Ikusei Keikaku
Link do MALa

Można napisać, że to tania podróbka Madoki i dla większości ludzi ten opis okaże się adekwatny do ich wrażeń z seansu, jednakże ja miałem odrobinę inne wrażenia. Pierwsza główna różnica polega na tym, że tutaj czarodziejki napierdzielają się nawzajem, a nie muszą walczyć z jakimiś abstrakcyjnymi kreaturami, co dodaje walkom smaczku. Po drugie brutalność momentami zachlapuje nam ekran hektolitrami juchy. Już to powinno zachęcić zdecydowanych i odradzić pozostałym – tak, to battle royale. Wtem śpieszę z przestrogą, że akcja buduje się powoli i jest przerywana wstawkami ze słitaśnymi czarodziejkami o wielkich oczkach i jeszcze większych serduszkach. Tego nie da się zwyczajnie uniknąć, gdyż tematyka jest taka a nie inna. Na szczęście cierpienia ograniczają się jedynie do paru odcinków, a reszta to już mięsista rzeźnia. Autorzy nie szczędzili nam teł postaci, co momentami wybija z akcji, ale jednocześnie fajnie pokazuje nam, skąd się wzięły niektóre motywacje postaci i wyciąga na wierzch ich (często) dramatyczne i mroczne historie. Niektóre mają nieźle nasrane we łbach, mówiąc kolokwialnie, co cholernie mi się podobało, bo nie dało się łatwo przewidzieć ich ruchów oprócz tego, że zaraz kogoś uśmiercą. Podobało mi się też, że nie bano się trudnych tematów i pokazano dziewczynkę z przedszkola, która bez mrugnięcia okiem morduje na prawo i lewo. Wiem, że dla niektórych to będzie zwyrolstwo, ale ja nabrałem wiary w ludzkość, że ktoś jeszcze nie boi się tabu. Pomimo tego wszystkiego seria to jedynie lekko intrygujący przerywnik a nie coś przełomowego. Całokształt jest średniawy i wywołuje frustrację irytującymi postaciami, które aż nazbyt kontrastują z morderczo zachwycającymi. I ta główna heroina... Kompletnie bez polotu i kręgosłupa. Ciągle beczy i ucieka, a jakimś cudem udaje się jej przetrwać na placu boju. Gdy już widz liczy na jakąś jej przemianę, ta idzie w zaparte i serwuje jedynie nudę i rozczarowanie. I to zakończenie... Przez ludzi lekko zhejtowane, ale w zasadzie niczym szczególnie negatywnym się nie wyróżnia na tle innych tytułów. Ot zakończenie, które zostawia furtkę na kontynuację (w końcu materiał książkowy jest). Komu polecę? Nie byle komu. Fanom połączenia słitaśne dziewuszki i brutalność, bo wymieszanie tych dwóch tematów jest wymagające dla widza i nie każdy je przetrawi. Od razu zaznaczę, że wymagania względem produkcji należy trzymać na wodzy i nie spodziewać się Bóg wie czego, bo nic dobrego z tego nie wyjdzie. To tylko lekki oddech między lepszymi bajkami, nic więcej.

Okusama ga Seitokaichou!+!
Link do MALa

Kontynuacja serii o staroszkolnych założeniach brnąca jeszcze głębiej w absurdy swojego konceptu. Ujmując to w krótkich żołnierskich słowach, są cycki i dupy. Różni się tym od pozostałych przedstawicieli gatunku, że sprośności posuwa na wyższy poziom zwyrolstwa. Poprzedni sezon kojarzę wyjątkowo miło i na ten również przygotowałem się przepełniony nadziejami. Niestety, kompletnie bezpodstawnymi, bo jak się głębiej zastanowić, cycki nigdy były moim ulubionym gatunkiem w bajkach (no może te 7-8 lat temu). I to też stało się prawdą, bo seans był dla mnie katorgą. Szczątkowa fabuła była jedynie pretekstem dla pokazywania cycków i dup oraz ich obmacywania. Zero w tym podniety jak i humoru, więc pozostało mi się męczyć. Czy do tego czasu tak mocno wydoroślałem? Nie sądzę. Komu polecę? Fanom cycków w najprymitywniejszym wydaniu.

Days (TV)
Link do MALa

Sportówki to nic niezwykłego. Tym razem na warsztat wzięto piłkę nożną. Pomyślałem sobie, że dawno nie widziałem niczego spod znaku piłki i dwóch bramek, więc będzie fajnie. Jakie okazało się moje rozczarowanie, gdy przed moimi oczami ukazała się słaba animacja, dziwna fabuła oraz trudni do polubienia bohaterowie. Coś tutaj jest nie na miejscu i dość ciężko powiedzieć, co dokładnie. Przeskoki czasowe między kolejnymi wydarzeniami lekko wybijają rytmu, przez co sztuczne wydają się kolejne elvel upy głównego boha/ciamajdy (niepotrzebne skreślić). Akcje piłkarskie są też maksymalnie uproszczone i dość statyczne, na czym cierpi bardzo dynamika i co przekłada się na to, że mięcha właściwego w tej sportówce nie uświadczycie. Bo chyba po to się ogląda tego typu bajki, by adrenalina buzowała w żyłach, a na usta cisnęły się bojowe okrzyki. Tutaj tego nie ma. Nie pokuszono się również o wątek romantyczny, który mógłby to wszystko lekko rozruszać, choć podstawy ku niemu zostały stworzone (dwie dziewuszki się objawiły). Nawet nie napiszę, że to zmarnowany potencjał, bo tego od samego początku nie dostrzegłem. To niestety jedna ze słabszych sportowych pozycji i musimy się z tym pogodzić. Komu polecę? Chyba jedynie zakochanym w sportówkach, bo jedynie tacy przełkną tę niezbyt słodką pigułkę. Dla reszty nie do oglądania, bo zabija nudą.

Shuumatsu no Izetta
Link do MALa

Klimaty wojenne, polityczne i wiedźmy – wydaje się interesującym pomysłem. Starałem się podejść do tej bajki na luzie i z otwartym umysłem, jednak pewnych rzeczy przeboleć nie mogłem. Im więcej wiem o historii, tym bardziej irytują mnie uproszczenia, gdy chce się coś w niej osadzać. Tutaj tak właśnie było. Moim zdaniem narracja historyczna była całkowicie niepotrzebna w bajce, gdzie dziewuszka lata na rusznicy przeciwpancernej. Bo rozumiecie, to czasy Drugiej Wojny Światowej, więc zwykła miotła nie będzie zbyt cool, a taki ciężki karabin nie dość, że ładnie dopasowuje się do zadka naszej czarodziejki, to jeszcze może naparzać śmiercionośnymi pociskami i dostarczać jej niezapomnianych doznań poprzez drgania. Przyjemne z pożytecznym. Sama akcja nie jest aż taka zła, bo oprócz magicznych dyrdymałów mamy też garść polityki i pracy wywiadu, co mi się podobało. Tyle że w ogólnym rozrachunku całość traci na impecie i rozmymmłuje się na oczach widza niemiłosiernie. Pojawiają się nawet wątki psudo-lesbijskie, które nie poprawią odbioru całości, a jedynie go pogarszają. A jakby jeszcze do tego dodać dość dziecinny charakter wiedźmy, dostajemy kino dla dzieciaków w "dorosłej otoczce". Po dłuższej rozkminie doszedłem nawet do wniosku, że tutejsze wiedźmy wcale nie są wiedźmami, które my znamy. To w zasadzie takie chujowsze wersje esperów znane z innych produkcji. Dlaczego? Bo nie dość, że używają jedynie telekinezy jak esperzy, to jeszcze potrzebują do tego energii z ziemi, która występuje jedynie w niektórych miejscach globu, a by poruszyć danym obiektem muszą go fizycznie dotknąć. Sami widzicie, że czarownice z tego żadne, a jedynie jakieś parodie. Aha, no i jeszcze miotają kulami energetycznymi, ale już w ogóle z czapy. Wymieszano tutaj wątki lekkie z ciężkimi, przez co ciężko mi jednoznacznie się ukierunkować na powagę bądź humor. Z jednej strony ktoś ginie (drama), a z drugiej do pokoju z kąpiącymi się dziewuszkami wchodzi chłopak (ecchi). Synergia niezbyt tutaj zagrała. A co mi się podobało? Właśnie zgony, które momentami były ładnie zaakcentowane i ukazywały okrucieństwo wojny w całej przecudnej okazałości. Ogólnie nie było źle, ale irytowały mnie absurdy, jak np. dziewuszka na miotle latająca szybciej od myśliwców a nie odczuwająca oporu powietrza. Zakończenie mogło być lepsze, ale ładnie zaakcentowało, że zdrada popłaca, odwaga uśmierca, a czarodziejki zasługują jedynie na permanentne karne krzesełko. Komu polecę? Ludziom z nadmiarem wolnego czasu, lubującym się w klimatach dwudziestowiecznych walk zbrojnych i czarów okraszonych polityką. Reszcie nie polecam.

Fune wo Amu
Link do MALa

Prawdę powiedziawszy, takich serii wyczekuję w każdym sezonie. Nie szkolnych popierdółek, ratowania świata przez dzieciaki w mechach, słitaśnych dziewuszek żrących i nic nie robiących. Ciekawej historii w świecie dorosłych, niekoniecznie z fajerwerkami i przytupem, ale emocjami. Ta produkcja nie spełniła wszystkich wymagań, ale złapała mnie za serducho od drugiego odcinka i nie puściła do jedenastego. O czym to w zasadzie jest? O wydawnictwie, które chce wydać słownik języka japońskiego. Główni bohaterowie pracują przy edytowaniu tegoż słownika, czyli odwalają najmozolniejszą robotę, której dosłownie końca nie widać, gdyż zgodnie z przekazanymi nam informacjami, produkcja trwa paręnaście lat. Gdy zostajemy wprowadzeni do fabuły, wiele lat tułaczki nasza ekipa ma już za sobą, lecz do końca jeszcze daleko. Z tą perspektywą poznajemy naszego nietypowego i dość pedantycznego głównego bohatera o skrytym usposobieniu i razem z nim przechodzimy przez kolejne etapy mozolnej pracy wydziału edytorskiego. Brzmi aż zanadto nudnawo. I w istocie może tak być w przypadku kogoś wychowanego na cyckach i wybuchach. Ale, co zabawne, pojawią się tutaj elementy romansu i dramatu – bo w końcu nie chodzi tutaj tyle o słownik, ile o życie ludzi, którzy oddali się kompletnie pasji. Od razu muszę zarzucić produkcji, że nie pokazała nam "prawdziwego" związku dwojga ludzi, tylko taki trochę oderwany od rzeczywistości. Widać, że powstał wyłącznie na kartach książki. Ja byłem lekko niepocieszony, gdyż z odcinka na odcinek dwoje prawie nie znających się ludzi zakłada rodzinę, a widzowie nie dostają jednoznacznej odpowiedzi na pytanie "jak do tego doszło?!". Nie można z kolei odmówić im tego, że podczas oglądania robi się ciepło na sercu. A jeśli chodzi o drugą stronę medalu, jest odrobinę lepiej, ale niewiele - mam na myśli momenty poważniejsze. Bo niby droga do ukończenia słownika jest usłana wybojami, ale te są dość małe, biorąc pod uwagę okres, jaki to wszystko trwa. Za to pochwalę inny aspekt wynikający bezpośrednio z długiego okresu czasowego prowadzonej przez naszych bohaterów pracy. Ludzie umierają ze starości, bo nic nie trwa wiecznie. Na koniec zostajemy brutalnie uświadomieni, że fakt naszej nieobecności na tym świecie nie oznacza, że życie nie toczy się dalej. Z tego też powodu czas już zakończyć tę notkę, bo inne jeszcze się muszą narodzić. Komu polecę? Jeśli macie ochotę na coś stonowanego i pełnego ciepłych uczuć, to trafiliście w dziesiątkę.

Udon no Kuni no Kiniro Kemari
Link do MALa

Los chciał, że trafiłem pod rząd dwie bajki o podobnym klimacie. Tyle że tym razem oprócz mocnych okruch życia, pojawiają się również ciekawe wątki nadnaturalne. Produkcja należy do tych bardzo spokojnych i stonowanych, ale podobał się mi nacisk położony na życie dorosłych. Bo choć pojawiają się jakieś wątki szkolne, ale to jedynie retrospekcje, które dopełniają narrację. Bohaterowie, których poznajemy, posiadają swoje ciekawe cechy charakteru, jak i mają ukryte problemy, z którymi się zmagają. Bardzo interesującym motywem wydawało się zrzucenie na samotnego faceta, któremu umarli rodzice, dzieciaka, ale niestety zaadaptowanie się do ojcostwa przebiegło w jego przypadku tak szybko, że nie zdążyłem się nacieszyć jego adaptacyjną tułaczką. Potem z kolei mamy buntowniczego łobuza, który nie potrafi sobie znaleźć kobiety i jest skłócony z ojcem. Kolejna jest siostra bohatera o dość trudnym charakterze, której się wydaje, że nie nadaje się na matkę, a macierzyństwo już tuż za rogiem. Potem pojawiają się pomniejsze postaci nadające temu wszystkiemu jeszcze barwniejszego kolorytu. Jak zauważyliście, to nie dzieciaki, ale dorośli ludzie, a to naprawdę się chwali. Czasami nadano im cechy dość dziecinne, ale tak to już jest w bajkach. Czy historia ma jednoznaczną konkluzję? No niezbyt, bo widzę pewne zabiegi przygotowujące grunt pod przyszłe wątki romantyczne, tyle że nie nadszedł jeszcze na nie czas. Bajka kończy się zakończeniem rozterek głównego bohatera, ale otwiera bramę do jego kolejnych przygód. Liczę więc po cichu, że to nie ostatnie słowo twórców. Jak pewnie zauważyliście, nic nie wspomniałem o małym śłitaśnym szopie, który pojawia się na wszystkich plakatach i trailerach z tejże produkcji. Nie uczyniłem tego, gdyż uważam tę postać za pewną pomoc przy prowadzeniu narracji i pewien rozrusznik, ciągnący fabułę do przodu. Czy jednak to postać główna? Z perspektywy zakończenia tak nie uważam. To przede wszystkim historia o ludzkich problemach a nie zmiennokształtnych szopach. Komu polecę? Szukających spokojnych klimatów i ciekawego dramatu w ciepłej otoczce. Absolutnie odradzam fanom cycków i akcji.

WWW.Working!!
Link do MALa

Wiele do napisania tutaj nie ma, gdyż ten spinoff serii Working!! zawiera wszystkie plusy dodanie jak i plusy ujemne oryginału. Moim skromnym zdaniem dobrym pomysłem było odświeżenie koncepcji poprzez wrzucenie do gara kompletnie nowych postaci o kompletnie świeżych charakterach. Bo do tego się to w sumie sprowadza. Jeśli idea interakcji skrajnie dziwnych i pokręconych postaci was jara, to trafiliście w dziesiątkę. Tutaj właśnie ta świeżość nadaje wszystkiemu impetu, gdyż nie wiemy, czego dokładnie się spodziewać. A gdy do tego dochodzą jeszcze wątki romantyczne, seans naprawdę nabiera pikanterii. Szkoda jedynie, że jak wszystko inne, z czasem zaczyna widza nudzić to i owo. Nie pomaga nawet fakt, że związki bohaterów, porównując do pierwowzoru, ewoluują znacznie szybciej, a tym samym bardziej zaskakują. Ciężko stwierdzić, czy te postacie są gorsze od poprzednich, czy może doszło już do zmęczenia materiału. Nie potrafię tego ocenić. Napiszę jedynie tyle, że dla fanów poprzedniczek jest to pozycja obowiązkowa bez dwóch zdań. Teoretycznie podpasuje nawet osobom nieobeznanym z tematem, gdyż nie na darmo określa się to mianem spioffa. Reasumując, jeśli lubicie komedyjki z młodymi ludźmi poza środowiskiem szkolnym z nienachalną posypką romantyczną, polecam.

Yuri!!! on Ice
Link do MALa

Z tą serią miałem niezwykły gryz już od początku, bo chciałem ją zobaczyć, ale wiedziałem, że może to być bardzo niemiłe. Pierwsza rzecz jaka bardzo mnie zdziwiła już po seansie, to fakt, że anime jest dziełem oryginalnym a nie adaptacją. To mi wyglądało jak mokry sen jakiejś japońskiej fanki łyżwiarstwa figurowego. Ale jednak nie, to dzieło kolektywne - w sumie nie wiem, co teraz o tym myśleć. Ale do rzeczy. Z ulgą mogę napisać, że część sportowa jest dość dobrze zaznaczona, więc nie da się posądzić bajki o byciem pedalską epopeją z tłem łyżwiarskim. Nutka shounenowego ducha walki wybija się momentami na pierwszy plan, więc oglądanie było momentami dość miłe. Niestety, nie da się ukryć, że bohaterowie są okrutnie zniewieściali. Nie wszyscy, bo wielu z nich ma kobiety, ale na pewno nie da się ich posądzić o bycie macho, a tym bardzie o zbyt wysoki poziom testosteronu. Ale to niestety nie jedyna wada, bo sceny zalatujące pedalstwem pojawiają się parokrotnie. Nie wiem, jak je intepretować, bo możliwe, że każdy wyciągnie z nich co innego. Możliwe, że to zabieg twórców, by nie odstraszyć wszystkich widzów, a jednocześnie rozgrzać wyobraźnię pedałofanek do czerwoności. Jeden powie, że to pedały, a drugi, że wyjątkowo czuli faceci, którzy nie boją się uzewnętrzniać swoich uczuć. I co zastanawiające, te opisy zadziałają. Ja do teraz nie mogę się zdecydować, jak odebrać to dzieło. Graficznie bardzo mi podeszło. Animacje są wyjątkowo soczyste i płynne (pomimo paru potknięć). Muzycznie również jest bardzo dobrze. Warstwie artystycznej nie mam wiele do zarzucenia, gdyż pieniędzy tutaj nie poskąpiono. A fabuła? Jest dość klasyczna w sportowym gatunku - zawodnik wspina się na wyżyny swoich umiejętności dzięki nowemu trenerowi. Bohaterowie wymagają lekkiej elastyczności intelektualnej, by ich polubić. Z jednej strony są zniewieściali, irytujący, płaczliwi, nudni, ale mają swoje ciekawe momenty. Niestety jako facet napiszę tyle, że nie polubiłem żadnego z nich do tego stopnia, by kliknąć na MAL "favorite". Od bazowej oceny obniżę jedno oczko za przesadne wstawki gejowskie (może zbyt łagodnie, ale trudno). Komu polecę? Na pewno dziewczynom w każdym wieku i facetom z bardziej otwartym umysłem, którzy kochają sport. Reszta niech da sobie na wstrzymanie.

Keijo!!!!!!!!
Link do MALa

Bajka wzbudziła skrajne emocje i rozumiem dlaczego. Bo rozumiem, że rzesze młodych facetów potrzebują bodźca do tego, by trochę się rozładować, ale można to zrobić w bardziej elegancki sposób. Nie od dzisiaj istnieją serie ecchi i mają już dość ugruntowaną pozycję na rynku. Żadna jednak nie sili się na usprawiedliwianie swojej specyfiki, cycki tam są, bo tak. Tutaj jednak coś się komuś srogo pomieszało i stworzył cycfest bez erotyzmu i do tego z mocnymi elementami walki. Ta idea sama w sobie też nie odkrywa niczego nowego, ale starcia zawodniczek w wziętej z dupy (dosłownie) dyscypliny sportu pozwala mi kwestionować ludzką inteligencję. Walka na dupy i cycki to główny motyw przewodni tejże produkcji i jeśli nie widzieliście wcześniej żadnych krótkich klipów i memów, to zapewniam was, że jest gorzej, niż się może wydawać. Z ekranu leje się kicz i absurdalność sięgająca sufitu. Ja miałem lekki dysonans z początku, bo nacisk położono na walki, a typowe kadrowanie serii ecchi na dupy i cycki jakby wynikają same z się, bo chyba nie wyobrażacie sobie nie pokazywania w walkach bokserskich pięści bokserów, prawda? Nawet przez parę sekund poczułem w sobie ducha walki ze starych shounenowych bajek, ale ten szybko został przygaszony potwornymi debilizmami. Sam do końca nie wiem, jak na to spojrzeć całościowo bez zbędnych emocji, by wystawić ocenę. Lecz może zwyczajnie się nie da. Ta produkcja najwyraźniej musi polaryzować animefanów na dwa obozy: ponurych realistów oraz fascynatów cycków. Komu polecę? Sam nie wiem... może wszystkim? Warto zobaczyć równie głośny tytuł, by wyrobić sobie o nim zdanie i przekonać się na własnej skórze, co tak naprawdę siedzi nam w sercu. Bo jak się wam spodoba, to lepiej tę informację zatrzymać dla siebie.

Drifters
Link do MALa

Moje początki z tą serią były mieszane, a nawet lekko negatywne. A czemu? Bo z Hellsingiem miałem ogromne problemy natury egzystencjonalnej, a z racji, że ta produkcja jest tego samego autora, rozbudziły się we mnie stare demony, którym musiałem stawić czoła. I co się szczęśliwie okazało? Że jest bardzo fajnie. Obawiam się jedynie tego, że gdy premierę będzie miał drugi sezon, to moje pozytywne emocje już opadną i będę się z nim męczył. Ale do tego czasu jeszcze daleko (o ile w ogóle). Sam główny motyw w Drifters nie jest niczym odkrywczym w gatunku, ale jego siła polega na tym, że został ciekawie zaprezentowany. Bo oprócz sztandarowej dla tego autora brutalności, jest jeszcze prosta acz interesująca fabuła. I te postacie. Najpierw wspomnę, co mnie w nich irytowało. Aha, bo zapomniałem dokończyć, Drifters opowiada o ludziach z naszego świata, którzy zostali wysłani do świata fantasy, gdzie muszą się naparzać – jak widzicie, nic odkrywczego. Ale do rzeczy. Bohaterowie to głównie japońskie postacie historyczne, co mnie osobiście irytowało, bo teoretycznie pojawiały się tam też inne narodowości, więc proporcjonalnie skośnookich powinno być znacznie mniej. Więc albo dać samych Japońców, albo jakoś to wytłumaczyć. Tyle z żalów. Postacie to klucz do tej serii, bo jeśli komuś nie podpasują, to nie wytrwa seansu. Ja miałem to szczęście, że je polubiłem i to bardzo. Większość jest porąbana i to konkretnie, ale to w moich oczach tylko dodaje im uroku. Sami mordercy i zwyrodnialcy w jednym miejscu to uczta dla mego serca. W zasadzie to prawie z niczym się tam nie pierdzielą, tylko jak coś ma być na ekranie to jest. Brakuje chyba jedynie gwałtów, ale nie będę tego wymagał, bo i tak jest dobrze. Zamiast dłużej czytać moje wypociny, to polecam zobaczyć baję i sycić się miodnym openingiem. Chyba tyle ode mnie. Seria wzięła mnie z zaskoczenia i zostawiła z ogromnym apetytem na więcej.

Getsuyoubi no Tawawa
Link do MALa

Wiecie, o czym to jest? Nie zgadniecie. Już widziałem serie o podobnym motywie, gdzie bohaterki łączy jakaś cecha szczególna. W tym przypadku to nie okulary czy szkolny mundurek, a cyce. Dobrze czytacie, ta bajka opowiada śmieszne i romantyczne perypetie hojnie obdarzonych przez naturę kobiet, które napotykają na swych ścieżkach facetów. Nie ma tutaj szczególnej powagi ani niczego zobowiązującego, po prostu z uśmiechem mamy oglądać, co przytrafiło się naszym cycatym heroinom. Co ciekawe, cycki tutaj nie są jedynie walorem estetycznym, a postacią główną, gdyż to zabawne sytuacje z nimi związane posuwają kolejne akty do przodu i przynoszą zabawne konkluzje. Od razu widać, jakie preferencje ma autor scenariusza, ale potępiać go nie będę, gdyż jako spójna całość, seryjka chyba ma sens. Oczywiście – może się nie podobać i tego przykład już widziałem na Internetach, ale nie zraża mnie to od ogłoszenia wszem i wobec, że seryjka przypadła mi do gustu. Uśmiałem się i przywitałem rok 2017 z dobrym humorem. Komu polecę? Osobie, której brakuje krótkiej komedyjki romantycznej bez szczególnej fabuły z jasnym motywem przewodnim. No i oczywiście fanom dużych biustów.

Flip Flappers
Link do MALa

Notka ta jest przeze mnie pisana jedynie w ramach przestrogi. Gdy średnia jakiejś serii dochodzi do ósemki, oznacza to, że musi być dobra, a przynajmniej zdaniem dużej ilości bajkofanów na świecie. A gdy takowa seria bardzo mnie rozczarowuje, muszę z kronikarskiej powinności o tym wspomnieć, choć nie mam na to najmniejszej ochoty. Tak się niestety wydarzyło w tym przypadku. Flip Flappers to wbrew pozorom odrobinę bardziej brutalne czarodziejki z lekkim twistem. Fabuła jakaś tam jest, ale nie dostrzegłem, by odgrywała pierwsze skrzypce. Jedyne, co powinno podczas seansu interesować widza, to słodkie dziewuszki i akcja. Dawno nie widziałem takich wielkich gałek ocznych u bohaterek, aż się lekko zafrasowałem. Jedną rzecz jednak muszę pochwalić, a mianowicie animację, gdyż ta stoi na bardzo przyzwoitym poziomie, który nie spada w zasadzie przez całe 13 odcinków. Dlatego też uważam, że baja jest bardzo przyjemna dla oka i powinno się ją jedynie konsumować właśnie zmysłem wzroku. Reszta to sztampa i to spod znaku czarodziejek. Komu polecę? Tym, których nie przestraszyła moja notka. I tylko im.

Lostorage Incited WIXOSS
Link do MALa

Przedziwna sprawa, choć bajka jest głupsza niż ustawa przewiduje, to mi się podobała. To już trzeci sezon, więc rzecz jasna przekierowuję do notek poprzednich, gdyż nie chce mi się rozwodzić zbytnio, o czym to jest. Napiszę tyle: to anime o grze w karty, w której, nieważne co zrobisz, masz przejebane. Możesz być zajebistym graczem, pokonywać wszystkich, to i tak doczekasz się sromotnego kopa w zad od losu. I w takim oto świecie parę dziewuszek i chłopaczków przeżywa swoje młodzieńcze przygody, a my doświadczamy ich smutków i tragedii, myśląc sobie: "ale mają przejebane". Drama nieźle twórcom wychodzi i muszę ich za to pochwalić, lecz sama gra w karty już niezbyt. Nikt nam nie tłumaczy zasad tej gry, więc do końca nie wiadomo, co się dzieje na ekranie. Przegrane i wygrane to w zasadzie zabieg fabularny, by spotęgować emocje, a plot armor jest używany na prawo i lewo bez konsekwencji. Gdyby nie to satysfakcjonujące cierpienie na ekranie, pewnie nie wybaczyłbym autorom tych grzechów, a seria powędrowałaby do kosza. Komu polecę więc? Fanom poprzedniczek. Lecz jeśli ktoś lubi ciężkie klimaty, niemoralne decyzje oraz dramę z domieszką supernatural, to trafiło mu się, jak w mordę strzelił. Oczywiście, zacznijcie od pierwszego sezonu.

Occultic;Nine
Link do MALa

Dziwaczna seria, która zdawała się mieć potencjał. Po jej obejrzeniu zrobiło mi się nawet trochę smutno, bo cała intryga lekko przypadła mi do gustu. Racja, koniec końców zakończenie okazało się trochę bez polotu i zaangażowania emocjonalnego, lecz samo odkrywanie tajemnicy oraz niektóre zwroty akcji zrobiły na mnie duże wrażenie. W skrócie, seria to taki detektywistyczny thriller, który nie boi się pokazać krwi ani brutalności. Najbardziej zdziwiła mnie tutaj kreska, która jest bardzo specyficzna, na pierwszy rzut oka wydaje się lekko rozmyta i nieostra, ale już pierwsze animacje udowadniają, że stoją one na wysokim poziomie. Ten dysonans nie kończy się tylko na warstwie wizualnej. Tak samo jest z klimatem, który ewoluuje z odcinka na odcinek, wpierw sielankowy, potem zaś ciężki i pełen tajemnic, by nagle walnąć nas obuchem w łeb i z okultyzmu przejść płynnie w psaudonaukę. Do tego wszystkiego należy dodać pokręconą narrację z wielu perspektyw oraz specyficznymi, bardzo szybkimi dialogami pełnymi informacji. Co by o serii nie powiedzieć, czuć tutaj klimat innych produkcji 5pb i Nitro+. Powtórzę się, potencjał wydawał się tutaj drzemać, ale nie został wykorzystany w pełni. Nawet ciężko mi powiedzieć, co należałoby tutaj zrobić, żeby wszystko spięło się w całość. Komu polecę więc? Ludziom, którzy gustują w historiach detektywistycznych, pełnych tajemnic przypominających Baccano oraz fanom Chaos;Heda, bo klimat jest podobny. Pozostałym odradzam, bo podchodząc do tego tytułu bez miłości, na pewno nim wzgardzicie.

Ajin 2nd Season
Link do MALa

Moja mała perełka znowu rozwija skrzydła. W ogóle seria jest ciekawym zjawiskiem na rynku, bo ta historia w zasadzie nie powinna zostać zekranizowana, gdyby posługiwać się typowym rynkowym kluczem. Stało się inaczej za sprawą odważnych producentów oraz niszowego studia tworzącego bajki w grafice komputerowej. A dlaczego Ajin nie nadaje się na anime? Bo seria poważna i docelowo przeznaczona dla dorosłych. Złe uczynki większości bohaterów nie są moralnie usprawiedliwione, a robią tak, bo lubią bądź mają nikczemne zamiary. Do tego wszystkiego dochodzą zamachy terrorystyczne, polityka, tajne organizacje i mordy na dużą skalę. To typowe kino nocne bez happy endu i mądrego morału na zakończenie. Te wszystkie czynniki, które wymieniłem, składają się na to, że pokochałem animowanego Ajina z głębi serca. Mangę czytałem i tak mocno mnie nie złapała za serducho, ale pomimo tego kiedyś, dawno temu, miałem chęci na tłumaczenie tegoż dzieła. Teraz delikatnie żałuję, ale dzięki temu mogłem się sycić fabułą bez żadnych przeszkód. Komu polecę? Fanom mrocznego kina sci-fi z ciekawym motywem nieśmiertelności i tonami strzelanin z użyciem najprzeróżniejszego oręża palnego. Wystarczy się jedynie przemóc i przełknąć te CGI.

JoJo no Kimyou na Bouken: Diamond wa Kudakenai
Link do MALa

Jedna z dziwniejszych bajek, jakie miałem okazję oglądać przez ostatnie lata. I nie chodzi mi o tę konkretną serię, ale o całą epopeję z JoJo w tytule. Ciężko to nawet sklasyfikować. Niby to shounen, ale czasami wchodzi w dość ciężkie tematy jak brutalność i różnego rodzaju dewiacje. To groteska przez duże G. Wszystko jest tutaj szalenie przerysowane od designu postaci po ich przejaskrawione zachowanie jak i absurdalną akcję. To samo tyczy się mocy naszych bohaterów, słowo "bizzare" w tytule nie pojawia się bez przyczyny. Ale te wszystkie czynniki sprawiają, że tę serię można albo kochać, albo nienawidzić. Ja paradoksalnie wystawiłem 5, czyli poniekąd coś pośrodku, ale to tylko dlatego, że oglądanie bajek na komputerze daje możliwość przeklikiwania co nudniejszych scen. Gdyby nie to, byłoby niżej. A czemu? Bo te absurdy zwyczajnie do mnie nie trafiały. Pierwszy sezon był znośny, ale kolejne niby zawierały w sobie coś interesującego, lecz kicz jak dla mnie wszystko zabijał. Komu polecę? Tylko fanom poprzedniczek i lubiącym się w staroszkolnej shounenowej grotesce.

To byłoby na tyle ode mnie w tym kwartale. Uprzedzę pytanie i dopowiem, czemu tak mało bajek. Bo nałożyło się na siebie wiele niekorzystnych czynników i zwyczajnie nie miałem za dużo czasu ani chęci. Baje mam zamiar na spokojnie sobie obejrzeć w późniejszym terminie i jeśli ktoś naprawdę nie potrafi żyć bez moich wypocin, to mogę cosik dopisać i wrzucić. Jeśli jednak nie, to na tych seryjkach się zamknę. Czy sezon był dobry? Nie powiem, kilka tytułów mi się podobało, lecz ogólnie zalatywało słabizną na kilometr. Może znajdzie się jeszcze coś niszowego na otarcie łez, ale na pewno nic genialnego. Nic pozostaje mi już nic innego, jak co kwartał życzyć sobie i wam dobrych bajek. Do następnego.

Komentarze

#1 | Witax dnia styczeń 24 2017 22:08:02
Tak z ciekawości jakiego DAW używasz do masteringu? Sam myślę by zacząć coś dłubać Uśmiech
#2 | darthdragon dnia styczeń 25 2017 17:49:02
Musisz mi wybaczyć, że użyłem takiego wielkiego słowa jak "mastering". Tak naprawdę to izoluję, a potem podbijam niskie, średnie i wysokie tony w darmowym Audacity. Wiem, jak to brzmi... Ale program daje radę na swój sposób. Szkoda jedynie, że wprowadzane zmiany na ścieżkach są nieodwracalne, bo wtedy naprawdę można by zaszaleć. Planuję kiedyś nagrać coś na zasadzie podcastu (nie wiem, co z tego wyjdzie) i wtedy na pewno pobawię się Adobe Audition. Tyle mogę ci polecić, więc w zasadzie lepiej, jak poszperasz po jakichś specjalistycznych forach.

Dodaj komentarz

Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.

Oceny

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?
Wygenerowano w sekund: 0.07
687,117 unikalne wizyty